Matthias Fahstrom, menedżer Antonio Lindbaecka, uwijał się jak w ukropie. Wymieniał bezcenne uwagi z Morganem Anderssonem – człowiekiem, który podczas Drużynowego Pucharu Świata oraz The World Games, opiekował się szwedzką kadrą. Toninho, którego kochają fani żużla od Poole po Rygę, błyszczał i szalał na torze uszytym dla wojowników. Przepięknie wyprofilowane wiraże, dziesiątki opcji, aby wyprzedzać przeciwników i nieodkryte przestrzenie pod płotem, czyli bandą. Lindbaeck i Lindgren jeździli jak natchnieni. Nawet po drzemce pod taśmą i przegranym starcie, Toninho odważnie i agresywnie wchodził pod zielonogórzanina Patryka Dudka zmuszając Duzersa do przymknięcia gazu. Antonio nie chce zasypiać z pistoletem pod poduszką jak Pablo Picasso i woli zapewnić sobie awans do przyszłorocznego cyklu Speedway Grand Prix. 19 punktów zdobytych przez Toninho w Malilli to solidny zastrzyk nadziei, aby zameldować się w gronie ośmiu najlepszych żużlowców sezonu 2017. Antonio i jego cztery złote rączki polskich mechaników: Rajmund Drzewiecki i Wojciech Zieliński byliby bardziej ukontentowani, gdyby Lindbaeck miał zamontowane lusterko, ale… Któż mógł się spodziewać, że pod płotem w stylu Jarka Hampela, będzie podróżował brązowy medalista Speedway GP’2016 – Bartosz Zmarzlik. Polak po porywającym ataku wyprzedził Toninho na ostatnim wirażu… Takie zjawiskowe akcje możliwe są tylko w Malilli…

Z Ryszardem na pokładzie

30 sierpnia 2014 roku na stadionie imienia Edwarda Jancarza w Gorzowie Wielkopolskim nie było mocnych na Bartosza Zmarzlika. Chłopak wychowany na mini torze w Wawrowie, nie wygrał turnieju GP od momentu pachnącego chwałą w nadwarciańskim grodzie. Wówczas w wielkim finale Zmarzlik po kapitalnym widowisku pokonał Słoweńca Mateja Zagara, swojego rodaka Krzysztofa Kasprzaka i Duńczyka Michaela Jepsena Jensena. Bartosz chłonie każdy skrawek wiedzy, żongluje dyscyplinami motocyklowymi, potrafi słuchać, a ponadto ma wbudowany gen fantazji. Patrząc chociażby na magiczną akcję Fredrika Lindgrena w pierwszym wyścigu, kiedy Szwed znający na wylot ten obiekt (wszak ściga się w miejscowej Dackarnie) ściął do krawężnika, wydawało się, że szarża pod płotem nie ma racji bytu. Tymczasem, w finałowym wyścigu, Bartosz, najpierw wykorzystał fakt, że Maciej Janowski po wyraźnie wygranym starcie, pojechał bardzo szeroko, wcisnął się pod lewy łokieć wrocławianina i zaczął straszyć dwóch szwedzkich muszkieterów. Toninho cudem wyciągnął się jak struna na drugim wirażu i bosko wykontrował motocykl, ale ten manewr tylko odroczył wyrok. Zmarzlik miał tą przewagę, że Toninho stanął na rozstaju dróg. Gdyby Szwed pojechał szerzej i odkleił się od wewnętrznej części toru, ryzykowałby, że jego rodak, piekielnie rozpędzony Fredrik Lindgren zaatakuje go przy kredzie. Gdyby Lindbaeck kurczowo trzymał się wewnętrznej, udaremniłby atak Fredrika, ale pozostawiłby mnóstwo przestrzeni pod bandą Bartoszowi Zmarzlikowi. Tak źle, tak niedobrze… Nie mogąc znaleźć złotego środka, Toninho wybrał jazdę przy krawężniku, a więc zaprosił do śmiałej i wyrazistej szarży Polaka. Bartosz niemalże skopiował wyczyn „Małego” z 13 sierpnia 2011 roku. Wówczas Jarek Hampel po piorunującym ataku pod płotem pokonał na kresce Andreasa Jonssona. Trzeci w Malilli był wtedy Kenneth Bjerre, a czwarty Emil Sajfutdinow.

 

Bartosz Zmarzlik nawiązał do pięknych polskich tradycji. W Malilli wygrywał Tomasz Gollob (2009 i 2012), na najwyższym stopniu podium stawał również broniący barw Polski Rune Holta (2010). Bartosz nie błyszczał w pierwszej części sezonu cyklu GP, ale odkąd powierzył swoje silniki Ryszardowi Kowalskiemu, który w warsztacie pod Toruniem wyczarowuje szybkie „szafy”. Wygrana w Malilli sprawia, że Bartosz awansował na szóste miejsce w klasyfikacji. To drugi tegoroczny finał Bartosza. Zmarzlik posiada tylko punkt straty do dwukrotnego indywidualnego mistrza świata Brytyjczyka Taia Woffindena, który podobnie jak Polak odrodził się w Malilli. Druga część sezonu zapowiada się frapująco, tym bardziej, że 26 sierpnia kawalkada najlepszych żużlowców świata dotrze do Gorzowa Wielkopolskiego, a to idealne tereny łowieckie dla Bartosza…

Maciej liderem

6 sierpnia wrocławianin Maciej Janowski obchodził swoje 26 urodziny. Znamienne: pomimo oceanu życzeń jakie napłynęły w stronę Magica, Maciej nie zapomniał o jednym ze swoich sportowych idoli, który tego samego dnia świętował 42 urodziny… Jason Crump, najbardziej utytułowany australijski żużlowiec, trzykrotny indywidualny mistrz świata (2004, 2006, 2009) to legenda speedwaya. Cudowne, że Magic ma wybitne wzorce. Myszkując dalej, okazuje się, że tata Maćka – Piotr urodził się tego samego dnia co Greg Hancock (3 czerwca) – mentor Magica…

 

Gra liczb jest urocza, ale w Malilli zabawa zaczęła się od spalonego sprzęgła… Magic, który kipi ambicją, błyskawicznie zapomniał o usterce i wygrał dwa kolejne wyścigi. W serii zasadniczej zgubił tylko jedno oczko na rzecz znakomicie jeżdżącego Fredrika Lindgrena, ale prawdziwy kunszt zademonstrował w pierwszym półfinale. Toninho uciekł do przodu, ale Maciej po bardzo dynamicznej, acz przemyślanej akcji zatrzymał rozpędzonego Emila Sajfutdinowa. To znak firmowy Magica: wyprzedzam czy blokuję, ale zawsze czynię to z klasą i z szacunkiem dla kości rywali… Przepiękna postawa.

 

Maciej po raz piąty zameldował się w wielkim finale GP. Wykorzystał chwilę słabości Jasona Doyle’a, który przed zawodami w Malilli miał przewagę trzech oczek nad Maciejem i Patrykiem Dudkiem. Australijczyk nie spodziewał się, że w wyścigu otwarcia tak sprytnym manewrem popisze się Fredrik Lindgren. Doyle nie miał szybkiej jednostki, nie miał czym się odepchnąć przez cały wieczór, ale bazował na momencie startowym. W drugiej serii startów, idealnie wystrzelił spod taśmy, ale Pająk – Peter Kildemand, pokazał mu, że ma stalowe nerwy. Wywiózł kangura pod bandę, rywale uciekli i ten wyścig nadwątlił nadzieje Doyle’a na dobry wynik. W osiemnastym biegu Jason musiał odpierać zaciekłe ataki swojego rodaka, Chrisa Holdera… Przed turniejem w Szwecji Doyle mówił o surowej lekcji jakiej udzieliło mu życie przed rokiem podczas GP w Toruniu. Nauczył się, że nie wolno przedwcześnie zakładać medali na szyi, a w Malilli spotkał go zimny prysznic. Samo życie…

 

Tyle samo oczek uzbierał w Malilli Patryk Dudek, który cierpi na brak szybkich fur, ale Roguś i spółka staną na luźnych rzęsach (Patryk nie lubi zanadto ekscytować się speedwayem, w myśl zasady, że serce jest tylko jedno), aby wykopać spod ziemi szybkie szafy. Artur Kuśmierz, częstochowianin z krwi i kości, który sędziował zawody w Malilli, wie, że radość w GP miesza się ze smutkiem. Słusznie wykluczył Martina Smolinskiego w piętnastym wyścigu za faul na Piotrze Pawlickim. Praca Kuśmierza to kolejny miły polski akcent w szwedzkiej Malilli, świątyni kreatywnych wyścigów na żużlu…