Całe trzysetowe spotkanie Fręch z Anshbą trwało 3 godziny i 49 minut, a Polka zakończyła wycieńczający pojedynek w tie-breaku trzeciej partii. Cały tenisowy świat mówi jednak nie tyle o całym spotkaniu, a o jednej z akcji, w której piłka aż 140 razy przelatywała nad taśmą. Co prawda obie tenisistki wiele razy przebijały piłkę wysoko nad siatką, ale i tak trzeba docenić ich wytrzymałość. Wymiana zakończyła się na niekorzyść Fręch, która po pięciu minutach została zaskoczona przez przeciwniczkę akcją wolejową.

 

To Fręch awansowała jednak do kolejnej rundy, a w półfinale rozegrała kolejny maraton, z którego również wyszła zwycięską ręką. Po 3 godzinach i 30 minutach pokonała Austriaczkę Julię Grabher 6:7, 7:6, 6:3. W nagrodę znalazła się w finale, gdzie zagrała z rozstawioną z numerem 1 Holenderką Richel Hogenkamp. Rywalka Polki popełniała w pierwszym secie dużo błędów, a przy dobrej postawie Fręch przegrała partię 2:6. W drugiej odsłonie było więcej emocji, ale ostatecznie nasza tenisistka wygrała tie-breaka i cały mecz 6:2, 7:6.

 

To największy sukces w karierze polskiej zawodniczki, która do tej pory była klasyfikowana na 241. miejscu w rankingu WTA. Dzięki triumfowi w Lipsku, gdzie pula nagród wynosiła 25 tysięcy dolarów, szykuje się spory awans -  być może nawet do pierwszej dwusetki rankingu.

 

A oto arcydługa wymiana - żartobliwie można powiedzieć, że tenisistki prezentowały "wysoki poziom".