Marcin Lepa: Za tobą bardzo dobry sezon reprezentacyjny, kiedy to ciągnąłeś grę reprezentacji. Z Serbią tego zabrakło.

 

Dawid Konarski: Dokładnie. Ameryki nie odkryję mówiąc, że mieliśmy sporo problemów w ataku i w obronie. Mimo tego mieliśmy w drugim i trzecim secie momenty dobrej gry. Jak już ich dochodziliśmy, to zawsze pojawiły się błędy w ataku, przez co oni nam uciekali. Mam nadzieję, że ten mecz jak najszybciej wyrzucę z głowy. Nie rozpamiętuję nigdy wygranych meczów i nie będę robił też tego po przegranym spotkaniu.

 

Serbowie nie popełniali błędów własnych - to zdecydowało o ich zwycięstwie.

 

My mieliśmy natomiast problem z zagrywką, a poza pierwszym punktem zdobytym przed Bartosza Kurka z pola serwisowego, potem to zawodziło. Serbowie wprost przeciwnie - każdy szedł na serwis i posyłał bardzo mocną piłkę. Musimy o tym meczu zapomnieć, bo przed nami dwa mecze w grupie i potem granie w Krakowie - mam taką nadzieję.

 

Jak wpływała na was atmosfera na PGE Stadionie Narodowym?

 

Atmosfera była znakomita. Każdy dobrze czuł się na parkiecie. Doping powodował, że każdy z nas skakał 10 cm wyżej. Zagrałem bardzo słaby mecz, za co przepraszam kibiców.

 

Przed wami dwa mecze: z Finlandią i Estonią...

 

Jesteśmy dobrze przygotowani nawet do pięciosetowych spotkań. Chcemy odnieść dwa zwycięstwa i potem czekać na kolejne mecze.