Zawodniczka KTW Kalisz przyznała, że po raz pierwszy w karierze zetknęła się z podobną sytuacją. W finale K1 200 m pierwotnie została sklasyfikowana na trzecim miejscu, choć jej wydawało się, że finiszowała poza podium. A potem sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie.

- Tuż po minięciu mety nie zostałam wezwana na ważenie kajaka. Więc pogodziłam się z tym, że byłam gdzieś w okolicach piątego miejsca. I nagle z brzegu do mnie wołają trenerzy, były prezes związku i obecny prezes. Krzyczą, że jestem trzecia. Zważyli mi łódkę, a ja już udzieliłam wywiadu dla telewizji. Za chwilę wszyscy mi gratulują, więc już byłam przekonana, że nikt sobie nie robi żartów. Zaprosili mnie też oficjalnie na dekorację – relacjonowała kajakarka.

Tymczasem drugi trener kobiecej kadry Maciej Juhnke raz jeszcze zerknął w internecie na wyniki, a te zostały, trochę po cichu. zweryfikowane. Kaliszanka nie była już trzecia, ale dopiero piąta.

- Rozumiem, że są wyniki nieoficjalne i oficjalne, ale nigdy one się nie różniły - i to tak drastycznie - jak to miało miejsce w moim finale. Mogę jeszcze zrozumieć, że zmienili mi miejsce, ale nie mam pojęcia, dlaczego zmienili mi czas. Nie wiem, czy oni jeszcze raz go zmierzyli. I tak naprawdę nikt nie umiał na to pytanie mi odpowiedzieć – tłumaczyła.

Jak dodała, w ciągu kilkunastu minut przeżyła huśtawkę nastrojów.

- Tuż po finiszu byłam zła, a potem przyszła euforia i radość. Chwilę później niedowierzanie, a skończyło się na żalu i rozgoryczeniu. Coś takiego nigdy mi się jeszcze nie przytrafiło. Nie byłam nawet świadkiem podobnej sytuacji. Osoby, które są związane z tą dyscypliną od wielu lat, też mówiły mi, że nigdy z czymś takim się nie spotkały. Myślę, że na przyszłość sędziowie, gdy do końca nie są pewni, to powinni czekać z decyzją. Nie może być tak, że spiker informuje, że Marta Walczykiewicz jest trzecia, wynik idzie w świat, a ja dostaję setki sms-ów z gratulacjami – przyznała.

Walczykiewicz dobę po zawodach zdążyła już ochłonąć i przespać się z całą tą historią. Stara się widzieć też pozytywne strony swojego startu w mistrzostwach świata, które skończyła bez medalu.

- Patrząc już z perspektywy czasu, może też nie do końca zasłużyłam na ten medal. W gronie finalistek byłam zawodniczką, która przygotowywała się najkrócej do tej imprezy. Ja nie przepracowałam okresu zimowego, zaczęłam porządnie trenować na początku marca i byłam trochę na przegranej pozycji. Z drugiej strony cieszy mnie to, że mimo tak okrojonych przygotowań, do medalu mistrzostw świata zabrakło 0,022 sekundy - zaznaczyła.

Wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro kończy sezon bez medalu ważnej imprezy międzynarodowej. To dla niej pierwszy taki rok od wielu lat.

- Nie miałam chyba takiego sezonu, nawet gdy startowałam w kategoriach młodzieżowych. Gdyby nie medal igrzysk, to chyba dziś zakończyłabym karierę. Natomiast mam coś, o czym większość dziewczyn startujących na 200 m może cały czas pomarzyć – stwierdziła.

Uczestnikom MŚ w Racicach pozostał jeszcze start w mistrzostwach Polski, które w najbliższy weekend odbędą się w Poznaniu. Reprezentantka Polski ma zamiar dorzucić kolejne krążki z tej imprezy do swojej kolekcji.

- Na mistrzostwach Polski wystąpię w trzech konkurencjach – K1 i K2 200 m z Kasią Kołodziejczyk, a potem podejmuję rękawicę i chcę wystąpić na 5000 m. Jeszcze w życiu nie startowałam w tej konkurencji, ale razem z Beatą Mikołajczyk postanowiłyśmy się sprawdzić. Mam nadzieję, że ukończę ten wyścig - powiedziała.

Walczykiewicz tuż przed startem na poznańskiej Malcie, w sobotę w Kaliszu zainauguruje... sezon ekstraklasy piłkarzy ręcznych. Beniaminek MKS będzie podejmować mistrza Polski Vive Kielce.

- Zostałam poproszona o uroczyste otwarcie meczu. Mam wykonać pierwszy rzut, ale muszę najpierw trochę potrenować - zdradziła kajakarka.