Wilanów, to tam rozpoczęła się na „dowborówa”. Maciej jak przystało na rasowego dziennikarza i sportowca najpierw opowiedział nam dokładnie o bezpiecznej jeździe na rowerze i o tym dlaczego ten prosty sport powinien być uprawiany przez nas wszystkich,  bez względu na wiek i usportowienie. Mówił tak lekko, że nawet uwierzyłam mu, że ten dzień może być jeszcze udany.  I przyznaję- jazda po Wilanowie była bardzo w moim stylu, miejska, rekreacyjna i nawet Karolina zdążyła sobie zrobić kila selfie.

 

Pod górkę zrobiło się dopiero, kiedy wyjechaliśmy z miasta.  Maciek pokazał nam swoją ulubioną trasę. Faktycznie bardzo ciekawa i zróżnicowana! Same górki, dołki i błoto w lesie. Operatora zgubiliśmy na pierwszych piachach. Jego samochód nie dał rady. Co innego my. Zawsze przecież można wziąć rower na plecy i w drogę. I tak przez 20 km. No cóż, może gdyby nie to, że w tym sezonie pierwszy raz jeździłam na rowerze, byłabym bardziej zachwycona mijającymi nas krajobrazami. A tak to skupiłam się głównie na siodełku wbijającym się w kość ogonową, błocie na twarzy i piachu w oczach. I tylko świadomość, że operatorowi nie udało się tego wszystkiego zarejestrować, uratowała resztki godności.