Najgorsze jest to, że problemy zdrowotne Łucaka przyszły w momencie, gdy jego kariera zaczęła nabierać rozpędu. W 2014 roku prawoskrzydłowy pojechał na mistrzostwa Europy do Danii, gdzie rozegrał kilka dobrych spotkań, a także jedno świetne - z reprezentacją Francji. Do Polski wracał już nie jako bliżej nieznany ligowiec, ale 25-latek z potencjałem na duże granie. Wtedy o Łucaku przypomniano sobie w Kielcach, gdzie się urodził i rozpoczynał przygodę z piłką ręczną. Podpisał kontrakt z Vive.

W Kielcach nigdy jednak nie zagrał, bowiem w jego życiu pojawiła się seria kontuzji. Ścięgno Achillesa i kolano dały o sobie znać w odstępach czasu i zablokowały rozwój skrzydłowego. Łucak próbował wrócić do handballu na wypożyczeniu do Śląska Wrocław, a niezła gra w lidze zaowocowała powołaniem do kadry na ME 2016. Po mistrzostwach nadal grał we Wrocławiu, a później odszedł do KPR Legionowo - jak się później okazało ostatniego klubu w karierze. Tam doznał kolejnego urazu, z którym zmaga się do dziś. - Jesienią czeka mnie kolejna operacja, której celem będzie już nie powrót na boisko, lecz możliwość normalnego funkcjonowania – zdradza Łucak, cytowany przez "Przegląd Sportowy".

Oznacza to, że zdolnego prawoskrzydłowego nie zobaczymy już nigdy na parkiecie. – Konsultowałem wyniki badań z różnymi ortopedami i mówili mi, że jeśli chciałbym dalej grać, to tylko na własne ryzyko, bo prawdopodobieństwo kolejnego urazu byłoby duże. Ale ja już nie chcę ryzykować – mówi zawodnik, który teraz zamierza ułożyć sobie życie w Warszawie. – Tu mieszka moja dziewczyna, tu są też największe możliwości znalezienia pracy. Chociaż o graniu nie ma już mowy, to jednak chciałbym zostać przy sporcie. Uczę się fachu trenera przygotowania fizycznego. Szkoda, że muszę skończyć z graniem, ale nie rozpaczam z tego powodu. Mam sporo fajnych wspomnień, a jestem jeszcze na tyle młody, że mogę nauczyć się nowego zawodu. Zaczynam po prostu kolejny etap w życiu - kończy były już reprezentant Polski.