Marcin Lepa: To był niesamowity wieczór, który zamknął siatkarskie mistrzostwa Europy Eurovolley 2017! Mieliśmy dzisiaj dwie długie i zacięte bitwy, na które przyszło 15 tysięcy kibiców.

Aleksandar Boricić: Po pierwsze chciałbym podziękować Polsce, polskiej federacji oraz wszystkim tym, którzy wspierali te mistrzostwa. Tylko w Polsce mamy bowiem do czynienia z sytuacją, że na finale są pełne trybuny, nawet jeśli nie biorą w nim udziału Biało-Czerwoni. Jeżeli miałbym porównać tę imprezę do mistrzostw świata, to były one praktycznie identyczne. Jestem dumny z tego, że udało się Wam pobić europejski rekord i na meczu otwarcia na PGE Narodowym w Warszawie zasiadło 65 tysięcy kibców! Organizacja turnieju była doskonała, tak samo jak gościnność Polaków, a warunki stworzone zespołom pozwoliły im na rywalizowanie ze sobą bez problemów. Na koniec powiem tylko, że za organizację mistrzostw, na 10 możliwych punktów przyznałbym Polsce 11!

Myślę, że bardzo istotne jest, że na tych mistrzostwach pokało się kilka krajów, takich jak Niemcy, Belgia, Finlandia, Estonia, które pokazały, że europejska siatkówka jest mocna i ma wiele twarzy. Teraz musimy postarać się, aby nie stracić filarów, takich jak Polska, Francja, Włochy.

Po części ma Pan rację, gdyż Niemcy są trzecią drużyną świata, jednak Polska aktualnym mistrzem. W pierwszej ósemce zabrakło jednak Biało-Czerwonych, a także byłych mistrzów Europy Francuzów. Tak jak dwa lata temu niespodzianką turnieju była Słowenia, tak w tym roku jest to Belgia i być może również Estonia. Jesteśmy dumni, że Europa jest najsilniejszym kontynentem jeśli chodzi o grę w siatkówkę, ale mamy parę pomysłów jak dodatkową ją wzmocnić. Na koniec chciałbym powiedzieć tylko: "Brawo Polska!".

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.