Świerc przebiegł dystans w czasie 10:42.49, najszybszy był Amerykanin Hayden Hawks - 10:24.30.

- Wszystko się świetnie poukładało. Byłem dobrze przygotowany, nie miałem na trasie żadnego kryzysu. Nie wymieniano mnie w gronie faworytów, a wynikiem zaskoczyłem sam siebie. A na mecie emocje puściły - skakałem, cieszyłem się jak dziecko – powiedział zawodnik Salomon Suunto Team.

Około 2000 uczestników biegu ruszyło z włoskiego Courmayeur, przez Champex w Szwajcarii do francuskiego Chamonix.

- Pogoda była paskudna. W wyższych partiach trasy padał śnieg, było około zera stopni. Lepiej biegło się w dolinach. Dobrze, że zdążyłem na metę przed zapadnięciem zmroku, bo biegnący nocą mieli dużo trudniejsze zadanie – tłumaczył Świerc.

Zawodnik był w Alpach na rekonesansie w lipcu, przed imprezą spędził tam cztery tygodnie aklimatyzując się.

- To nie jest +wyjście po gazetę+, trzeba być naprawdę dobrze przygotowanym. Biegam od 15 lat, ale tak naprawdę przygotowania trwały... całe życie. Satysfakcja jest ogromna, bo w pewien sposób przeszedłem do historii biegów ultra – wspomniał zawodnik, który za zajęcie drugiego miejsca dostał... sto euro.

Bieg na 100 km był jednym z kilku rozgrywanych podczas festiwalu. Najbardziej morderczy dystans wynosił 170 km. Trasa została wyznaczona na średniej wysokości 1700 m n.p.m, ale były odcinki powyżej 2500 m.

- W sumie w imprezie wzięło udział ok. 8 tys. zawodników z ponad 90 krajów. Było sporo Polaków, wielu naszych rodaków dopingowało mnie też na trasie – poinformował Świerc, który - z powodu problemów językowych organizatorów z jego nazwiskiem - zyskał miano "Polish power".