- W reprezentacji grają zawodnicy, którzy dwa, czy cztery lata temu dopiero aplikowali do tej drużyny. Nastąpiła zmiana warty, przyszli młodzi, a choć teraz już w "sile wieku" - mam tu na myśli m.in. Przemysława Karnowskiego, Mateusza Ponitkę, Adama Waczyńskiego czy Damiana Kuliga. To są chłopacy, którzy grają w niezłych klubach i odgrywają w nich ważne role. Oni byli mentalnie gotowi na sukces, bo takie już zdążyli odnieść w swoich drużynach ligowych - powiedział były koszykarz m.in. Lecha Poznań, Bobrów Bytom i Anwilu Włocławek.

 

Po cichu liczył nawet na awans do ćwierćfinału, bo jego zdaniem, tak wiele nie brakowało.

 

- Wygraliśmy tylko jedno spotkanie, ze słabą Islandią, ale paradoksalnie, w sumie niewiele zabrakło, żeby znaleźć się w czołowej ósemce. We wtorek uknułem sobie taki scenariusz, że Niemcy wygrywają z Litwinami, a my z czwartego miejsca trafiamy w 1/8 finału właśnie na Niemców, których nie tak dawno wysoko pokonaliśmy w turnieju w Hamburgu i to my mamy większy komfort psychiczny. To się jednak nie sprawdziło, wracamy na tarczy - dodał.

 

Były reprezentant kraju przyznał, że Grecy byli do pokonania, ale w polskim zespole zabrakło zmiennika dla rozgrywającego Łukasza Koszarka. Kontuzja A.J. Slaughtera była według niego główną przyczyną dwóch ostatnich porażek w mistrzostwach.

 

- Końcowy wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Scenariusz był bardzo zbliżony do meczu z Francją. Prowadziliśmy w pierwszej kwarcie, potem mała +obsuwka+ i cały mecz na styku. Brak A.J. Slaughtera był bardzo znaczący, zarówno we wczorajszym meczu, jak i dzisiaj. To inny typ rozgrywającego niż Łukasz, ale dobrze obaj się uzupełniali. A.J. to większa dynamika, finezja, z kolei wyważenie, spokój i doświadczenie to cechy Koszarka, który dziś musiał wziąć na siebie ten ciężar, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Więcej też musiał spędzić minut na parkiecie, a co za tym idzie, gdzieś tych sił mogło mu zabraknąć. To, że przegraliśmy ten mecz, to nie jego wina. Zmiennicy dziś niewiele pomogli - ocenił.

 

Zdaniem Tomaszewskiego, który jest m.in. prezesem stowarzyszenia Basket Suchy Las zajmującego się szkoleniem młodzieży, wynik reprezentacji na mistrzostwach Europy pokazuje, w którym miejscu jest polska koszykówka.

 

- Patrząc przez pryzmat samej reprezentacji, myślę, że przy tym potencjale zawodników, to w tej "16" powinniśmy się znaleźć. Z drugiej strony, takiej globalnej, gdy przyjrzymy się naszym reprezentacjom młodzieżowym, które grają zaledwie w dywizji B, czy na liczbę klubów trenujących młodzież i sam poziom tego szkolenia, to faktycznie, to miejsce odzwierciedla poziom koszykówki w Polsce. Ten występ reprezentacji nie pomógł w promocji dyscypliny i tym osobom, które starają się propagować tę koszykówkę wśród dzieci i młodzieży. A był to dobry moment, żeby wstrzelić w tę lukę, jaka powstała po porażce siatkarzy i niezbyt mocnej pozycji męskiej piłki ręcznej, w której skończyło się pewne pokolenie - podsumował Tomaszewski.