Najlepszym dotychczas wynikiem 22-letniej Keys w Wielkim Szlemie był półfinał Australian Open z 2015 roku. Na kortach Flushing Meadows mogła się pochwalić jedynie dwukrotnym dotarciem do 1/8 finału (2015-16).

 

Choć po zakończeniu poprzedniego sezonu zawodniczka, w której sztabie pracuje m.in. słynna Lindsay Devenport, przeszła operację lewego nadgarstka, a w czerwcu musiała się poddać zabiegowi z powodu bólu w ramieniu, to szybko osiągnęła wysoką formę.

 

- Nigdy nie czułam się lepiej niż teraz. Czyż może być lepsze miejsce na pierwszy finał Wielkiego Szlema...?! - pytała retorycznie po półfinałowej wygranej 6:1, 6:2 z CoCo Vandeweghe, pogromczynią Agnieszki Radwańskiej.

 

Także 24-letnia Stephens, półfinalistka Australian Open 2013, miała w ostatnim czasie sporo problemów zdrowotnych - w ubiegłym roku zmagała się z kontuzją stopy i musiała poddać się operacji. Choć w rankingu spadła aż na 934. miejsce, to po tegorocznych półfinałach w Toronto i Cincinnati oraz dzięki finałowi US Open w poniedziałek zamelduje się w czołowej "30".

 

- Sloane wróciła całkiem odmieniona. Uwielbia rywalizację, świetnie czuje się na korcie i gra naprawdę dobrze" - komplementowała rywalkę Keys, a Stephens przyznała: "Osiągnęłam to, o czym wiele tenisistek może tylko pomarzyć.

 

Sobotni pojedynek (początek o godz. 22 czasu polskiego) będzie drugim meczem między tymi zawodniczkami. Zmierzyły się dotychczas tylko w 2015 roku w Miami i dość łatwo w dwóch setach zwyciężyła Stephens.

 

W finale US Open dwie reprezentantki gospodarzy zmierzyły się ostatnio w 2002 roku i były nimi siostry Serena i Venus Williams.

 

W sobotę powiększy się lista triumfatorek imprez wielkoszlemowych, bo ani Keys, ani Stephens nie osiągnęły wcześniej takiego sukcesu. Jedna z nich będzie też pierwszą od ponad 15 lat amerykańską zwyciężczynią inną niż siostry Williams. Ostatnią była w 2002 roku Jennifer Capriati, która wygrała Australian Open.