Nazwisko kolejnego rywala pozna 30 września, po zakończeniu gali w Rydze, gdzie Mairis Briedis zmierzy się z Kubańczykiem Mikiem Perezem. Jeśli będzie nim Briedis, a na to zanosi, to półfinał do którego dojdzie w pierwszych miesiącach przyszłego roku zapowiada się pasjonująco.

Z Huckiem, byłym mistrzem WBO, aktualny czempion tej organizacji większych problemów nie miał. 30 letni Usyk (13-0, 11 KO), złoty medalista igrzysk w Londynie, robił co chciał. Dwa lata starszy Bośniak (z paszportem niemieckim) nie był w stanie mu w tym przeszkodzić, choć bardzo się starał. Huck (40-5-1, 27 KO) dostał solidne lanie i w dziesiątej rundzie sędzia zatrzymał walkę, która toczyła się pod dyktando Usyka.

 

Za  kilka dni kolejne gale WBSS. W najbliższą sobotę rusza turniej w wadze superśredniej. W Echo Arena w Liverpoolu Anglik Callum Smith (22-0, 17 KO) zmierzy się z podobnie jak on niepokonanym Szwedem, Erikiem Skoglundem (26-0, 12 KO) i będzie w tej walce zdecydowanym faworytem. Nie mniejszym niż Usyk w starciu z Huckiem.

 

Callum Smith zrezygnował z walki o pas WBC decydując się na udział w World Boxing Super Series. Widać prosty rachunek ekonomiczny podyktował mu taki, a nie inny wybór. W tym turnieju walczyć będzie aż czterech Anglików, na czele z Chrisem Eubankiem Jr, są to więc przy okazji dobrze płatne mistrzostwa Wielkiej Brytanii.

 

Ale nie tylko z polskiego punktu widzenia znacznie ciekawiej zapowiada się rywalizacja w wadze junior ciężkiej. W ósemce są byli i aktualni mistrzowie świata, a zwycięzca będzie w posiadaniu wszystkich pasów okraszonych milionami dolarów.

 

Na razie na czele tego wyścigu po sławę i wielkie pieniądze jest Ołeksandr Usyk. Był faworytem już przed walką z Huckiem, to jego w Monaco rozstawiono z nr 1, gdy wybierano turniejowe pary.

 

A w Max Schmeling Halle Ukrainiec tylko potwierdził, że ci, którzy powątpiewają w jego możliwości nie mają racji. Być może jego dwie ostatnie walki, które stoczył w USA nie stały na najwyższym poziomie, ale po pierwsze obaj rywale (Thabiso Mchunu i Michael Hunter) nie ułatwiali mu zadania, po drugie Usyk chyba niepotrzebnie, chciał się za wszelką cenę pokazać z jak najlepszej strony. Mając świadomość, że Ameryka, która nie jest specjalnie zainteresowana wagą cruiser, kocha nokauty, próbował dostosować się do potrzeb. A on walczy przecież inaczej, co pokazał w Berlinie. I tak właśnie boksując wychodzi na tym najlepiej, a przeciwnicy znacznie gorzej.

 

Dla Hucka to była chyba ostatnia szansa, by wrócić do wielkiej gry w której uczestniczył tyle lat. Był dobrze przygotowany, ale na tle Ukraińca wypadł słabiutko. Leworęczny Usyk ma najlepsze nogi w tej dywizji, a przy tym potrafi w bardzo wysokim tempie tak walczyć 12 rund. A przecież zbija do tej kategorii prawie dziesięć kilogramów, normalnie waży około setki.

 

Usyka pamiętam doskonale z igrzysk w Londynie (2012), które miałem przyjemność komentować. Nie miał godnych siebie rywali, wygrał pewnie, co biorąc pod uwagę bardzo wyrównany poziom olimpijskiej  rywalizacji (nie tylko w Londynie, ale w ogóle w ostatnich latach) nie jest zjawiskiem zbyt częstym i dotyczy tylko wybitnych indywidualności.

 

Późniejsze występy w WSB (World Series of Boxing) tylko to potwierdziły. Walczył tam między innymi z Azerem Madżidowem, dziś trzykrotnym już mistrzem świata wagi superciężkiej, i nie dał mu żadnych szans. Po prostu spokojnie go wyboksował. Jestem więc przekonany, że gdy przejdzie już do najcięższej kategorii, a z takim zamiarem się nosi, nie będzie chłopcem do bicia.

 

A w turnieju WBSS pokaże jeszcze sporo dobrego boksu. Jest faworytem, ale tacy pięściarze jak mistrz WBC Mairis Breidis (22-0, 18 KO), Yunier Dorticos (WBA, 21-0, 20 KO , czy czempion IBF Murat Gassijew (24-0, 17 KO), jeśli wygrają ćwierćfinałowe pojedynki, też mają sporo argumentów. Z tej trójki najwięcej problemów Usykowi mógłby sprawić Briedis, ale Łotysz niech najpierw pokona 30 września w Rydze Kubańczyka Mike’a Pereza (22-2-1, 14 KO).

 

My po cichu liczymy na dobry występ Krzysztofa Włodarczyka (53-3-1, 37 KO) w Newark, 21 października, gdzie zmierzy się w szczęśliwej dla Polaków Prudential Center z Gassijewem. Rosjanin to prawdziwy siłacz, bije mocno, idzie do przodu, zadaje dużo ciosów, ale obrony zbyt szczelnej nie ma, więc kto wie.

 

Nie zgadzam się z opinią Mateusza Masternaka, który będzie tam rezerwowym, jeśli nie głównej  walce to i tak wystąpi na tej gali, że lepszym rywalem dla „Diablo” byłby Usyk.

 

Ukrainiec byłby dla Polaka przeciwnikiem najgorszym z możliwych, ale to już inna sprawa i nie ma sensu się nad tym rozwodzić.

 

Jedno nie ulega wątpliwości, turniej WBSS w wadze junior ciężkiej, który się właśnie rozpoczął zapowiada się w dalszej części bardzo atrakcyjnie. Kolejny ćwierćfinał już 23 września w San Atonio, gdzie Dorticos walczyć będzie z Rosjaninem Dmitrijem Kudriaszowem (21-1, 21 KO).  Potężnych grzmotów w Teksasie z pewnością nie zabraknie.