Polacy w mistrzostwach Europy występowali dotychczas tylko raz. W 2001 roku przegrali wszystkie mecze grupowe i szybko pożegnali się z turniejem. Szansa na drugie w naszej historii Euro pojawiła się po niespodziewanym remisie z futsalową potęgą, Hiszpanami w Elblągu.

Początek spotkania był w miarę wyrównany. Polacy wiedzieli, że muszą zwrócić uwagę na najgroźniejszego zawodnika gospodarzy, Zoltana Drotha. To jednak nie on, a jego kolega z drużyny, Norbert Horvath otworzył wynik spotkania. Biało-Czerwoni mieli swoje szanse, ale na posterunku był bramkarz Węgrów.

Na początku drugiej połowy fatalny błąd popełnił sędzia, który podyktował rzut karny dla naszych przeciwników. Arbiter dostrzegł rękę naszego zawodnika w polu karnym i odgwizdał przewinienie. Okazję pewnie wykorzystał Droth.

Trzeba przyznać, że kapitalny mecz rozgrywał węgierski bramkarz, Gyula Toth, którego nie sposób było pokonać. Jeżeli nie on, to słupek ratował przeciwników. W końcu jednak i węgierski mur skapitulował. Na listę strzelców wpisał się Tomasz Lutecki. Biało-Czerwoni zdominowali Węgrów, ale drugiego gola strzelić nie potrafili. Wynik 1:2 nie jest najgorszy przed rewanżem, który odbędzie się 26 września w Koszalinie.

 

Węgry - Polska 2:1 (1:0)

Bramki: Horvath 12, Dorth 23-karny - Lutecki 32