I nie chodzi tylko o to, że beniaminek dobrze radzi sobie po awansie do ekstraklasy, bo przecież mnóstwo możemy podać wcześniejszych tego typu przykładów. Ale raczej o to w jaki sposób Marcin Brosz stworzył zespół, na którego mecze walą jak przed laty tłumy ludzi i który po prostu chce się oglądać.

Pod koniec kwietnia Górnik przegrał w pierwszej lidze z beznadziejnym Kluczborkiem, następnie u siebie z Zagłębiem i powoli tracił nadzieję na powrót do ekstraklasy. Kibice złorzeczyli, działacze załamywali ręce, trener nie wiedział co powiedzieć, dziennikarze przypominali, że klubowi, który 14 razy sięgał po mistrzostwo Polski, był naszą chlubą w europejskich pucharach i wykreował dziesiątki gwiazd z Włodzimierzem Lubańskim na czele, po prostu nie przystoi aż tak bezcześcić dumnej marki. 

Skoro nadzieja umarła, ktoś w klubie postanowił zagrać na alibi. Ale nie tak jak zwykle, kiedy wywala się trenera. Podziękowano najstarszym graczom i postawiono na młodzież. Chłopaków z najbliższych okolic, którzy z Górnika daliby się pokroić, jak mówił trener Brosz. W przypadku ostatecznego fiaska przynajmniej nikt by się nie czepiał i można było się zasłonić zmianą pokoleniową, która wymaga czasu.

Zupełnie nieoczekiwanie stał się jednak cud. Górnik wygrał sześć ostatnich decydujących o awansie i wrócił do ekstraklasy. W przerwie letniej delikatnie tylko uzupełniono zespół kolejnymi młodymi zawodnikami i jazda dalej.

Dziś razem z Zagłębiem i Lechem Górnik jest na czele tabeli, zdobył najwięcej bramek, dalej idzie jak burza. W ostatnim wygranym meczu z Termalicą na wyjeździe zespół Brosza zagrał w składzie: Loska (21 lat), Ambrosiewicz (19), Wieteska (20), Suarez (27), Koj (24), Kądzior (25), Matuszek (28), Żurkowski (19), Kurzawa (24) i bracia Wolsztyńscy (po 22).

Oczywiście nie w wyniku jakiejś przemyślanej strategii, ale w dużej mierze dzięki przypadkowi Górnik obnaża całą ligową polską piłkę i wskazuje jaką drogą powinniśmy pójść. Młodzi Polacy, plus dwóch, trzech przyzwoitych obcokrajowców (w Niecieczy nie grał prowadzący w klasyfikacji strzelców Igor Angulo) i można grać o mistrzostwo Polski. 

Wcale nie potrzeba do tego wielkich pieniędzy, kominów płacowych, gigantycznych kontraktów, prowizji menedżerskich, zastępu obcokrajowców, otyłych gwiazd obiecujących, że zaraz schudną i całego tego kramu charakterystycznego dla naszych najbogatszych klubów, które i z nim nic nie znaczą na arenie międzynarodowej.

Dlatego uważam, że najlepsze co dziś mogłoby się przytrafić polskiej piłce to piętnaste mistrzostwo dla Górnika Zabrze. A tych, którzy lansują tezę, że lepiej jednak, aby po trofea sięgali najbogatsi, bo mają większe szanse w europejskich pucharach odsyłam do Astany, Tiraspolu, Gabali i Utrechtu.