Wrocławianie do finału wdarli się po nieprawdopodobnym boju z Cash Broker Stal Gorzów Wlkp., gdzie o tym, kto powalczy o złoto, zadecydował ostatni bieg w drugim meczu, wygrany 5:1. W Betardzie wierzą, że taki pojedynek tylko wzmocni zespół przed kluczowymi startami o drużynowe mistrzostwo Polski. „Chłopcy walczyli do końca, nie poddawali się i dali z siebie wszystko” – skomentował Dobrucki.

 

W finale Sparta zmierzy się z Unią, z którą w sezonie zasadniczym wygrała dwa razy. Najpierw w Lesznie 46:44, a następnie na Stadionie Olimpijskim 51:39. „Dobrze nam się jeździ w Lesznie, o czym może świadczyć wygrana w sezonie zasadniczym. Pamiętajmy jednak, że to play off i to co było, się już nie liczy. Teraz na pewno będą inne warunki, inny tor i w innym miejscu sezonu są też zawodnicy. Mamy może przewagę psychologiczną, ale nie należy przeceniać tych wcześniejszych wygranych. Teraz wszystko zaczyna się od nowa” – powiedział Dobrucki.

 

Dobrze w starciach z leszczynianami radził sobie Brytyjczyk Tai Woffinden, który zdobył odpowiednio 9 i 13 punktów, ale równie świetnie jeździł Maksym Drabik, kończąc spotkanie w Lesznie z dorobkiem aż 13 oczek. Juniora Sparty z powodu urazu obojczyka zabrakło już w Gorzowie i jest bardzo możliwe, że również przeciwko Unii nie wystartuje. „Czekamy. To nie zależy od nas, ani nawet od Maksa, ale od tego, jak będzie z jego zdrowiem i czy lekarze pozwolą mu pojechać. Decyzja może zapaść w ostatniej chili. Opcją zastępczą jest Lars Skupień, tak jak to było już w Gorzowie” – wyjaśnił trener wrocławian.

 

We wcześniejszych spotkaniach juniorzy byli bardzo silną bronią Sparty. Bez Drabika w starciu przeciwko Stali przywieźli jednak zaledwie trzy oczka i to wszystkie zdobył Damian Dróżdż. „Brak Maksa podziałał na resztę zespołu mobilizująco. Wiedzieli, że muszą dać z siebie więcej, nie sto, ale sto dwadzieścia procent. Pokazali to w Gorzowie i jestem pewien, że jeżeli sytuacja się powtórzy, będzie tak samo w Lesznie. To jest prawdziwa drużyna” – podkreślił Dobrucki.

 

Pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w Lesznie 17 września (godz. 19), a rewanż tydzień później we Wrocławiu. Dobrucki przyznał, że nie ma większego znaczenia, iż drugie spotkanie będą jechali u siebie. „Pokazały to półfinały, gdzie zespoły jeżdżące drugie mecze u siebie odpadły. Moim zdaniem nie ma faworyta w naszym starciu z Unią, tak jak nie można powiedzieć, co może być decydujące. Wygra ten, kto zdobędzie więcej punktów. Ważne też, aby wszyscy mogli pojechać i wszyscy cało zakończyli te finały, a kibice obejrzeli świetne widowisko” – podsumował Dobrucki.