– Chcę widzieć zespół zrównoważony, w każdej możliwej sytuacji. Zarówno podczas meczów, jak i treningów. Zespół, który zawsze będzie walczył, dawał z siebie wszystko i starał się wygrać. To jest coś, nad czym będziemy pracować podczas treningów, czemu poświęcimy naszą pracę – mówił w jednym z wywiadów przed debiutanckim meczem z Iranem selekcjoner reprezentacji Polski Ferdinando De Giorgi. Jak się okazało, marzenia włoskiego trenera nie spełniły się. Prowadzona przez niego drużyna nie grała efektownie, nie osiągnęła też oczekiwanych wyników, ponosząc porażkę na najważniejszej imprezie sezonu – rozgrywanych w Polsce mistrzostwach Europy.

 

Miłe złego początki

 

Polscy siatkarze udanie rozpoczęli sezon 2017. Na inaugurację, pewnie ograli 3:0 Iran w meczu towarzyskim rozegranym w katowickim Spodku. Początek czerwca to wyjazd na pierwszy turniej Ligi Światowej do Pesaro i spotkania z Brazylią (3:2) i Włochami (3:1). Zwycięstwa nad mistrzem i wicemistrzem olimpijskim robiły wrażenie, choć później nieco podważano ich wartość: ekipa Canarinhos przyjechała do Europy bez rozegrania choćby jednego sparingu, a siatkarze Italii wyraźnie odpuścili sobie tegoroczną edycję LŚ – byli ostatecznie najsłabszą drużyną dywizji I.

 

Pierwsza rysa na obrazie polskiej drużyny pojawiła się jeszcze w Pesaro i była nią porażka 1:3 w meczu z Iranem. Kolejny turniej w Warnie odsłonił kolejne mankamenty w grze Polaków, był też początkiem wyraźnego zjazdu w dół. Po porażkach 2:3 z Bułgarią i 1:3 z Brazylią, podopieczni De Giorgiego ograli jednak 3:1 Kanadę i zachowali nadzieje na awans do Final Six.

 

O miejsce w czołowej szóstce mieli powalczyć w polskich halach. Niestety, klęski w meczach z Rosją (0:3) i USA (1:3), przedzielone wygraną 3:0 nad Iranem, przekreśliły szanse na wyjazd do  Kurytyby. Występ w Lidze Światowej potraktowano jedynie jako przymiarkę przed mistrzostwami Europy. Nie podnoszono larum – taką sytuację obserwujemy w reprezentacji Polski od kilku lat. LŚ ma być jedynie środkiem do osiągnięcia szczytu formy na najważniejszej imprezie sezonu. Być może trenerzy reprezentacji, pomni doświadczeń Andrei Anastasiego z 2012 roku, boją się, by ta forma nie nadeszła zbyt szybko. Impreza docelowa stanowi więc alibi dla słabych występów w pierwszej części sezonu. Tak było i tym razem.

 

Po Lidze Światowej przygotowania do Eurovolley 2017 ruszyły pełną parą. Długie, trwające siedem tygodni zgrupowanie w Spale przeszło do legendy. Siatkarze w oficjalnych wypowiedziach z entuzjazmem mówili o wielogodzinnych treningach serwowanych im przez trenera  i wprowadzonym przez niego rygorze.

 

Ostatnim sprawdzianem przed mistrzostwami Europy był start w rozgrywanym w Krakowie Memoriale Huberta Wagnera. Biało-czerwoni rozpoczęli od porażki 2:3 z Francją, ale zwycięstwa 3:0 nad Kanadą (niektórzy zawodnicy wyraźnie mobilizowali się na spotkania z byłym selekcjonerem Stephane Antigą) oraz 3:2 nad Rosją przyniosły triumf w tej imprezie. Zwłaszcza ta druga konfrontacja wzbudziła pewne nadzieje. Polacy, grając w rezerwowym składzie, w kapitalnym stylu podnieśli się po klęsce w dwóch pierwszych partiach. Dziś można nawet powiedzieć, że było to najlepsze w tym sezonie spotkanie reprezentacji. Był to oczywiście mecz towarzyski, nikt jednak nie powie, że Rosjanie prowadząc 2:0 odpuścili sobie to starcie.

 

Szarża w przepaść

 

24 sierpnia na PGE Narodowym rozpoczęła się najważniejsza impreza sezonu – Lotto Eurovolley Poland 2017. Gospodarze mieli na tym turnieju włączyć się do walki o medale, a trener De Giorgi wcale nie zaprzeczał, słysząc takie prognozy i oczekiwania ze strony kibiców i ekspertów. Presja była więc ogromna, ale możliwości tej drużyny zweryfikował już mecz otwarcia przeciwko Serbii.

 

Jeśli ktoś liczył na powtórkę efektownego zwycięstwa 3:0 na otwarcie siatkarskiego mundialu 2014, to przeżył spory zawód. Do Warszawy przyjechali co prawda ci sami rywale, tym razem jednak nie byli oni już przytłoczeni atmosferą stołecznego stadionu i dopingiem 60 tysięcy kibiców. Bardziej zagubiony był selekcjoner reprezentacji Polski, a kibicom stanęły przed oczami sceny z pierwszego meczu piłkarskiego Euro 2012 i podobny brak pewności w wykonaniu trenera Franciszka Smudy ("u mnie bez zmian").

 

Po klęsce 0:3 w meczu otwarcia, Polacy przenieśli się do Gdańska. Tam, w kolejnych grach odnieśli zwycięstwa nad europejskimi przeciętniakami – Finlandią (3:0) oraz Estonią (3:0), trudno jednak mówić o skoku jakościowym w grze reprezentacji w tych spotkaniach.

 

Po przeciętnej grze w fazie grupowej, coraz mniej osób liczyło na medalową szarżę gospodarzy. W powszechnej opinii kolejny rywal – Słowenia, z którą polscy siatkarze mierzyli się w barażu o ćwierćfinał, był jednak do ogrania. Bardziej, niż o ekipie Slobodana Kovaca myślano już chyba o ćwierćfinałowym starciu z wielką Rosją. Zamiast wspomnianej szarży, był jednak skok w przepaść. W barażu Polacy ponieśli klęskę w bardzo kiepskim stylu. Przegrali 0:3 z drużyną – co trzeba podkreślić – która poza tym meczem nie pokazała na ME 2017 niczego szczególnego. Pokonała jedynie outsidera grupy C – Hiszpanię, potem przegrała po 0:3 z Rosją i Bułgarią. Pogromcy Polaków w ćwierćfinale, znów przeciwko Rosji, nie mieli nic do powiedzenia i zostali zmieceni z parkietu w trzech krótkich setach.

 

Polacy przegrali więc z ekipą przeciętną, nie reprezentującą w danym momencie wielkiej formy. Z reprezentacją, którą dobrze znali, gdyż mierzyli się ze Słoweńcami w serii bodaj trzech meczów sparingowych rozegranych podczas zgrupowania w Spale. Po tych grach kontrolnych obie strony wyciągnęły jakieś wnioski, ale tylko jedna właściwe.

 

Eksperymenty De Giorgiego

 

W niedawnych rozmowach z szefami PZPS selekcjoner De Giorgi nazwał swą drużynę "mixem doświadczenia z młodością", przyznając jednocześnie, że model ten okazał się nieskuteczny.

 

Największa rewolucja nastąpiła na środku siatki. Tu włoski trener postawił na młodych: Jakub Kochanowski (20 lat) i Bartłomiej Lemański (21) to absolutni debiutanci; Mateusz Bieniek (23), już od kilku lat jest podporą reprezentacji. Na mistrzostwach Europy zagrał jeszcze Łukasz Wiśniewski. Powołanie czołowego środkowego PlusLigi okazało się jednak niewypałem, zawodnik ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nie zaliczył udanego powrotu do kadry. Być może trójkę młodych lepiej uzupełniłby ktoś z bardziej ogranych w reprezentacji zawodników? Karol Kłos i Piotr Nowakowski zrezygnowali jednak z przygotowań do ME, a Marcin Możdżonek jest w ostatnim czasie konsekwentnie pomijany przy powołaniach.

 

Poza środkowymi, jedynie na ataku zaszły poważniejsze zmiany. Powrót Bartosza Kurka na przyjęcie sprawił, że Dawid Konarski został numerem jeden na tej pozycji, a do drużyny tuż przed mistrzostwami wskoczył Łukasz Kaczmarek. Rozgrywający od 2015 roku ci sami: Fabian Drzyzga i Grzegorz Łomacz. Na libero Pawła Zatorskiego, który od lat jest numerem jeden na tej pozycji, wsparł doświadczony Damian Wojtaszek. Podobnie na przyjęciu, gdzie prym wiedli rutyniarze: Kurek, Michał Kubiak oraz Rafał Buszek, do których dołączył młody Artur Szalpuk.

 

Trener De Giorgi w trakcie sezonu wpuścił na parkiet dziewiętnastu zawodników. Jednym z zarzutów kierowanych w jego stronę było kurczowe trzymanie się jednego składu (co przynosiło efekty w ZAKSIE). Drzyzga, Kurek, Kubiak, Lemański, Bieniek, Konarski, Zatorski (libero) – ci zawodnicy grali w podstawowym składzie od początku sezonu, takie zestawienie było również preferowane podczas ME. Często wbrew aktualnej formie poszczególnych graczy. Na siedemnaście spotkań, aż osiem Polacy rozpoczynali w takim składzie (a właściwie dziewięć, bo pożegnalny występ Krzysztofa Ignaczaka w meczu z Iranem miał jedynie charakter symboliczny). W kilku innych grach sytuacje losowe wymuszały drobne korekty w wyjściowym zestawieniu (np. uraz Kubiaka podczas turnieju w Warnie). Wspomniani siatkarze z wyjściowej szóstki pojawili się na parkiecie prawie we wszystkich meczach obecnego sezonu, czy taka ilość gier miała wpływ na ich postawę na mistrzostwach Europy?

 

Właściwie dopiero w ostatnim meczu przed mistrzostwami, w starciu z Rosją na Memoriale Wagnera, selekcjoner zdecydował się na poważniejsze eksperymenty w składzie. Czy nie za późno? Czy nie można było dokonać podobnych roszad w którymś z poprzednich dwunastu spotkań? Reakcje sztabu szkoleniowego po tym meczu mogły wręcz świadczyć o braku rozeznania w aktualnej formie zawodników. Trener De Giorgi, zaskoczony dobrą postawą rezerwowych, zwlekał kilka dni z powołaniem kadry na mistrzostwa Europy. W efekcie Kaczmarek i Szalpuk zajęli miejsca częściej w tym sezonie sprawdzanych Muzaja i Śliwki. O pewnym chaosie może również świadczyć sytuacja, która nastąpiła tuż przed mistrzostwami. Na jednym z treningów urazu stawu skokowego nabawił się Bieniek. Selekcjoner, który w Spale miał do dyspozycji tylko czwórkę środkowych, w trybie awaryjnym ściągnął Andrzeja Wronę – zawodnika, który w ogóle nie brał udziału w przygotowaniach do turnieju. Bieniek wygrał jednak walkę z czasem i to nagłe zastępstwo nie okazało się potrzebne.

 

Po mistrzostwach pojawiły się pytania, czy trener mógł bardziej eksperymentować w składzie, bardziej radykalnie odmłodzić kadrę. Odpowiadając na to pytanie z perspektywy zakończonych mistrzostw, można powiedzieć, że tak. Reprezentacja, w której kosztem kilku wyeksploatowanych gwiazd zagraliby młodsi zawodnicy osiągnęłaby pewnie podobny wynik – czyli wyjście z grupy. Twórcy historii alternatywnych mają jednak przewagę nad tymi, którzy tworzą prawdziwą historię – znają skutki ich decyzji. De Giorgi znalazł się przed tym turniejem w pewnej pułapce: z jednej strony oczekiwano od niego wprowadzenia do reprezentacji nowych graczy, z drugiej liczono, że Polacy będą na tych mistrzostwach walczyć o medal. Selekcjoner, chcąc nawiązać walkę z najlepszymi, nie chciał zrezygnować z kilku uznanych siatkarzy.

 

Wszyscy pod kreską

 

Na mistrzostwach Europy drużyna nie osiągnęła spodziewanego szczytu formy. Prawie wszyscy siatkarze wypadli poniżej oczekiwań. Począwszy od kapitana drużyny – Kubiaka, któremu trudno odmówić ambicji, który próbował szarpnąć grę, poderwać drużynę do walki, przez kompletnie bezbarwnego w tym sezonie reprezentacyjnym Kurka, a skończywszy na Drzyzdze, który po mistrzostwach świata 2014 nie poczynił spodziewanych postępów i znów zaliczył nieudany turniej .

 

Zawiedli również ci, na których trener De Giorgi liczył najbardziej – siatkarze jego mistrzowskiej ZAKSY. Konarski, który dobrze prezentował się w czasie Ligi Światowej, w kilku meczach był wiodącym zawodnikiem drużyny, na Eurovolley 2017 zupełnie stracił skuteczność. Zatorski był bez formy. Podobnie Bieniek, ale na jego postawę wpływ mógł mieć uraz odniesiony tuż przed turniejem. Buszek nie był tym razem wartościowym zmiennikiem. Wiśniewski, wbrew oczekiwaniom trenera, nie zdołał wznieść się na reprezentacyjny poziom.

 

Jedynym zawodnikiem, który pokazał więcej, niż od niego oczekiwano był Kaczmarek. Siatkarz Cuprum Lubin okazał się prawdziwym objawieniem w słabej polskiej ekipie. Czytelnicy Polsatsport.pl dwukrotnie uznali go najlepszym graczem meczu (w spotkaniach z Finlandią i Słowenią). Jego postawa na mistrzostwach Europy potwierdza słuszność decyzji De Giorgiego o powołaniu go do kadry w ostatniej chwili. Kamyczkiem do ogródka selekcjonera niech będzie jednak fakt, że siatkarz, który zebrał najlepsze recenzje na tym turnieju, ani razu nie wystąpił jeszcze w wyjściowym składzie reprezentacji Polski!

 

Warto zadać pytanie, czy dogłębna analiza gry poszczególnych graczy ma większy sens? Gdyby zawiodło dwóch, trzech zawodników – to tak, jednak niemal wszyscy siatkarze z czternastki zaprezentowali się poniżej oczekiwań i możliwości. Drużyna nie błyszczała na turnieju, szczególnie pod względem taktycznym i mentalnym. Polacy prezentowali się fatalnie niemal w każdym elemencie gry. Przy słabej formie zabrakło również bojowości, siatkarzy stać było jedynie na pojedyncze zrywy. To z kolei prowadzi do prostego wniosku: sztab szkoleniowy popełnił błędy podczas przygotowań do turnieju.

 

Czy De Giorgi, który w ostatnich sezonach brylował wśród szkoleniowców PlusLigi, nagle stracił trenerskie zdolności? Z pewnością nie. Wyraźnie widać jednak, że nie poradził sobie z przestawieniem się z roli trenera klubowego na selekcjonera drużyny narodowej.

 

– Największą różnicą między pracą selekcjonera i trenera klubowego jest czas na przygotowanie drużyny. Współcześni siatkarze rozgrywają wiele meczów i szybko przenoszą się z klubu do kadry. W klubie jest kilka miesięcy na przygotowania, w reprezentacji – nie – stwierdził ostatnio doświadczony na obu tych frontach trener MKS Będzin Stelio DeRocco.

 

Czy jednak blisko siedem tygodni spędzonych na zgrupowaniu to nie był wystarczający czas na odpowiednie przygotowanie drużyny? Trener miał do dyspozycji praktycznie wszystkich zawodników, niewiele było w trakcie tego sezonu poważnych urazów, z ważniejszych siatkarzy właściwie jedynie Mateusz Mika był wyeliminowany przez cały ten okres z powodu kontuzji. Podczas przygotowań nikt nie narzekał, wszystko toczyło się pod dyktando selekcjonera, można więc powiedzieć, że miał on zapewnione komfortowe warunki. Sport to ciężka praca, która nie zawsze przynosi efekty. Wielogodzinne zajęcia w Spale na niewiele się zdały. Mecze Polaków na mistrzostwach Europy – szczególnie te przegrane – były bardzo krótkie.


***

Trener De Giorgi został poproszony przez związek o złożenie raportu z nieudanego sezonu. Nie można oczywiście przeceniać roli takich raportów, o których słychać było już nie raz przy okazji klęsk reprezentacji piłkarskich lub siatkarskich. Zdolności oratorskie czy lekkie pióro trenera nie wynagrodzą kibicom goryczy porażki. Ciekawe raporty przygotowywał podobno po igrzyskach w Rio trener Antiga. Dziś zdolności literackie nabyte nad Wisłą wykorzystuje szkoląc siatkarzy Kanady.

 

W miniony czwartek doszło do czterogodzinnego spotkania szefów federacji z selekcjonerem De Giorgim. Z komunikatu, jaki po nim przekazano nic konkretnego nie wynika, nie poznaliśmy przyczyn słabego występu siatkarzy. Trener przyznał, że mimo ciężkiej pracy nie był to udany sezon i wziął odpowiedzialność za wyniki...

 

Raporty ze spotkania zostaną przeanalizowane przez Wydziały Szkolenia i Trenerski, a ich wnioski przedstawione zostaną Zarządowi PZPS, który zbierze się 20 września i podejmie decyzje dotyczące dalszej współpracy z selekcjonerem.

 

Mecze reprezentacji Polski 2017:

 

2017-05-20 (Katowice): Iran 3:0 (25:19, 25:19, 25:23) [SKRÓT MECZU]

 

2017-06-02 (Pesaro): Brazylia 3:2 (25:20, 20:25, 19:25, 25:21, 15:8) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-03 (Pesaro): Włochy 3:1 (22:25, 25:17, 25:18, 25:23) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-04 (Pesaro): Iran 1:3 (25:18, 23:25, 23:25, 22:25) – LŚ [SKRÓT MECZU]

 

2017-06-09 (Warna): Bułgaria 2:3 (16:25, 25:20, 25:19, 23:25, 14:16) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-10 (Warna): Brazylia 1:3 (21:25, 20:25, 25:17, 19:25) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-11 (Warna): Kanada 3:1 (25:21, 27:25, 20:25, 25:19) – LŚ [SKRÓT MECZU]

 

2017-06-15 (Katowice): Rosja 0:3 (22:25, 17:25, 21:25) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-17 (Łódź): Iran 3:0 (25:17, 25:18, 25:22) – LŚ [SKRÓT MECZU]
2017-06-18 (Łódź): USA 1:3 (31:29, 17:25, 25:27, 20:25) – LŚ [SKRÓT MECZU]

 

2017-08-11 (Kraków): Francja 2:3 (25:22, 16:25, 20:25, 25:22, 13:15) – MW [SKRÓT MECZU]
2017-08-12 (Kraków): Kanada 3:0 (36:34, 25:20, 26:24) – MW [SKRÓT MECZU]
2017-08-13 (Kraków): Rosja 3:2 (16:25, 19:25, 25:20, 25:22, 15:12) – MW [SKRÓT MECZU]

 

2017-08-24 (Warszawa): Serbia 0:3 (22:25, 22:25, 20:25) – ME [SKRÓT MECZU]
2017-08-26 (Gdańsk): Finlandia 3:0 (25:23, 25:21, 25:19) – ME [SKRÓT MECZU]
2017-08-28 (Gdańsk): Estonia 3:0 (25:21, 26:24, 25:22) – ME [SKRÓT MECZU]
2017-08-30 (Kraków): Słowenia 0:3 (21:25, 21:25, 19:25) – ME [SKRÓT MECZU].

 

Bilans:

 

17 meczów (9 zwycięstw – 8 porażek); sety 34–30.

 

Reprezentanci 2017:

 

Mateusz Bieniek (środkowy) – 17 (16)*
Rafał Buszek (przyjmujący) – 12 (4)
Fabian Drzyzga (rozgrywający) – 17 (16)
Krzysztof Ignaczak (libero) – 1(1)
Łukasz Kaczmarek (atakujący) – 8 (0)
Karol Kłos (środkowy) – 4 (1)
Jakub Kochanowski (środkowy) – 5 (0)
Dawid Konarski (atakujący) – 16 (16)
Michał Kubiak (przyjmujący) – 15 (14)
Bartosz Kurek (przyjmujący) – 15 (13)
Bartłomiej Lemański (środkowy) – 17 (14)
Grzegorz Łomacz (rozgrywający) – 16 (1)
Maciej Muzaj (atakujący) – 13 (1)
Jakub Popiwczak (libero) – 2 (0)
Artur Szalpuk (przyjmujący) – 6 (2)
Aleksander Śliwka (przyjmujący) – 7 (1)
Łukasz Wiśniewski (środkowy) – 4 (3)
Damian Wojtaszek (libero) – 5 (1)
Paweł Zatorski (libero) – 16 (15).

 

*mecze na boisku (w pierwszym składzie).