Adam Łuczka: Przed chwilą zakończył się finał ESL Mistrzostw Polski. Jak opisałbyś ten pojedynek?

Michał "Avahir" Kudliński: Myślę, że nie była to walka pomiędzy Illuminar Gaming a Pompa Team, tylko raczej ci pierwsi zmagali się z własnymi słabościami. W ostatnim sezonie, reprezentując jeszcze barwy Team Kinguin, Wojtek "Tabasko" Kruza i spółka byli niepokonani, jednak na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy zatracili trochę koherencji oraz umiejętności indywidualnych. Przed finałem wielu ekspertów zadawało sobie pytanie nie tyle "czy Pompa pokona Illuminar Gaming", tylko raczej "czy ci drudzy przypomną sobie jak klikać League of Legends na najwyższym poziomie".

Mówisz, że gdyby Illuminar Gaming było w optymalnej formie, to raczej bez trudu rozprawiłoby się z Pompa Team. Oznacza to, że na tej scenie jest jedna drużyna, która zdecydowanie góruje umiejętnościami nad pozostałymi. W przypadku Counter-Strike'a w półfinałach zameldowały się trzy drużyny o podobnym potencjale. Czym można wytłumaczyć tę dysproporcję?

To jest bardzo ciężkie pytanie, ze względu na liczbę czynników, które mają wpływ na ostateczny rezultat. Faktycznie scena League of Legends jest o wiele bardziej podzielona, co było bardzo widoczne w pozostałych meczach play off. Z reguły kończyły się one bowiem wynikiem do zera, bez względu na to czy grały sobą drużyny z miejsc 5. i 6. czy 3. i 4.. Dopóki nie będzie więcej inwestycji w zaplecze sceny LoL, dopóki ci gracze nie będą poddawani odpowiedniemu szlifowi trenerskiemu oraz analitycznemu, to o zwycięstwie decydować będą wyłącznie umiejętności indywidualne zawodników. Te są w tym momencie po stronie członków Illuminar Gaming - każdy z nich gra świetnie na swojej pozycji i doskonale wie co musi zrobić, aby pomóc drużynie.

W 2014 roku sukcesy na arenie międzynarodowej osiągał złożony wyłącznie z Polaków Team Roccat. Teraz mamy naszych reprezentantów w topowych europejskich teamach, ale próżno szukać w pełni polskiej drużyny, która dominowałaby na scenie. Po drugiej stronie kotary miłośnicy CS:GO mają Virtus.pro. Czym jest to spowodowane?

Częściowo jest tak dlatego, że League of Legends nigdy nie dążyło do formowania narodowych drużyn. Często korzysta się z "importów", jak w pewnym momencie zrobiło chociażby Team Kinguin. Myślę, że zmiany w systemie ligowym będą tylko umacniały ten efekt. Trzeba też przyznać, że inne regiony po prostu nam uciekły. Trafione inwestycje w krajach takich jak Hiszpania, Turcja czy nawet Meksyk spowodowały, że najlepsi polscy zawodnicy po prostu "uciekli" do tych lig. Gracze mogą liczyć tam na wyższe pensje oraz lepsze struktury. Z każdym rokiem tracimy czas i boję się, że może nie być już szansy na polskie Virtus.pro na scenie League of Legends.

Cała rozmowa z Michałem "Avahirem" Kudlińskim w załączonym materiale wideo.