Inne

Paweł Fajdek sumitą sprinterem. Co za forma!...

Aleksandra Szutenberg: Zacznę nietypowo… Jak ważny jest trener w życiu sportowca?

 

Paweł Fajdek: Bardzo ważny. To osoba, z która spędzamy najwięcej czasu w ciągu roku. Miałem to szczęście, że trafiłem na Jolę, która zaczęła przygodę ze sportem dwa, trzy lata wcześniej niż ja, więc dorastaliśmy razem i opierało się to przede wszystkim na fajnej zabawie, pracy zespołowej, rozmowach i przemyśleniach. Od małego dziecka rozmawialiśmy, jak nam się trenuje, co jest fajne, co nie, dlaczego musimy zrobić to, a czegoś innego nie możemy robić. Taka edukacja w parze, akurat w moim przypadku, wyszła bardzo dobrze.

 

Dlaczego po igrzyskach w Rio w 2016 roku zdecydowałeś się odejść od trenera Czesława Cybulskiego i powrócić pod skrzydła Jolanty Kumor?

 

To było ustalone z góry. Od razu powiedziałem, że do Poznania jestem w stanie przyjść na sześć lat - do igrzysk w Rio de Janeiro. Słowa dotrzymałem. Jestem też człowiekiem i myślę, że dłużej w Poznaniu już bym nie wytrzymał. Daleko od rodziny i znajomych. Dwa lata temu zostałem ojcem, więc zależało mi, żeby moje dziecko uniknęło wiecznych podróży samochodem między Poznaniem i Wrocławiem. To też męczące. Zaoszczędziłem masę czasu trenując w domu między obozami, bo naprawdę w ostatnich dwóch latach było to dużym obciążeniem.

 

Przygotowując się do naszej rozmowy porównywałam wyniki uzyskane przez Ciebie w 2016  i 2017 roku. W zasadzie poza mistrzostwami świata, które wygrałeś z gorszym rezultatem niż w 2013 czy 2015 roku, to nic się nie zmieniło...

 

To był trudny rok. Ani razu nie trafiłem na idealne warunki do rzucania. Zdarzało się, że jak mieliśmy dobre koło, to było bardzo zimno i padał deszcz i ciężko było rzucać. Kończyło się na 82 metrach, a można było porzucać troszkę dalej. Innym razem jedziemy do Madrytu i jest 38 stopni... Ciężko jest żyć w takich warunkach, a co dopiero uprawiać sport i startować w zawodach. Innym razem pojechaliśmy na Słowację, byłem naprawdę w świetnej dyspozycji... i znowu to samo - bardzo mocny wiatr, tępe koło. I to samo powtórzyło się w Londynie… Te wyniki, które uzyskałem po 78 metrów, to były zawody, gdzie coś nie zagrało. Na szczęście ja wychodziłem z tych zawodów najlepiej, bo rzucałem najdalej. To było doskonale widać. Kiedy ja rzucałem 78 metrów, koledzy rzucali po 72, więc ewidentnie wszystkim coś nie grało i to też jest ważne, żeby się w takich zawodach odnaleźć. Oczywiście mam w planach taki sezon, że chciałbym rzucać tylko powyżej 80 metrów, może w przyszłym roku, ale jednak wszystko musi być dograne. Też nie jesteśmy w stanie przewidzieć pogody, czy tego,  że organizator np. zmienia koło trzy dni przed zawodami.

 

Prawda jednak jest taka, że ta grupa pościgowa na czele z Wojtkiem Nowickim mocno się do Ciebie w tym sezonie zbliżyła. Czy czujesz oddech Wojtka na plecach? Czy to, że pokonał  Cię w tym roku bardziej  mobilizuje i podkręca do ciężkiej pracy?

 

Z Wojtkiem przegrałem dwa razy w życiu i ten drugi raz zdarzył się przed kilkoma tygodniami na mistrzostwach Polski. Bardzo byłem niezadowolony z tego powodu, ale jak patrzę na to z perspektywy czasu, to w sumie dobrze, że tak się stało. Nie można wiecznie wygrywać. Przed mistrzostwami świata dostałem taki jasny sygnał, że "aha", trzeba się jednak skupić, zrobić to perfekcyjnie. Pamiętajmy, że na mistrzostwa świata nie jedzie się po wyniki, a po medale, ale jednak ta trzeźwość umysłu przydała się na najważniejszej imprezie.

 

Jak rozmawialiśmy przed igrzyskami w Rio, obiecałeś mi, że scenariusz z Londynu się nie powtórzy. Owszem nie spaliłeś trzech prób, ale i tak nie przebrnąłeś kwalifikacji. Czy wyciągnąłeś wnioski po tej porażce i czy myślisz już o Tokio?

 

Nie myślę o Tokio. Mam jeszcze kilka sezonów przed tymi igrzyskami. Mam co robić, naprawdę. Następne mistrzostwa świata będą najtrudniejszymi w historii dla mnie, chociażby ze względu na termin, w którym się odbywają, czyli przełom września i października. Zapowiada się więc strasznie długi sezon, w którym trzecia obrona tytułu będzie jak najbardziej mile widziana i będę do niej dążył. A igrzyska to jest osobny temat, do którego zaczniemy przygotowania w 2019 roku.

 

Cała rozmowa z Pawłem Fajdkiem w załączonym materiale.