W obozie wicemistrzów Francji od wielu dni jest gorąco. Zespół od początku rozgrywek bez większych problemów demolował kolejnych rywali, a łup między siebie dzieliły największe gwiazdy zespołu. Każda z nich okazała się na tyle pazerna, że w zespole wybuchł konflikt interesów, który zmaterializował się podczas meczu z Lyonem (2:0). Paryżanie co prawda wygrali, jednak o stałe fragmenty gry sprzeczali się Edinson Cavani i najdroższy piłkarz świata Neymar.

Brazylijczyk poczuł się szczególnie urażony, gdy rzut karny (nieskutecznie) egzekwował Cavani. Kilka dni później wart 222 mln euro skrzydłowy doznał kontuzji i nie wystąpił w Montpellier, gdzie jego zespół zaledwie bezbramkowo zremisował. Obrażony Brazylijczyk ma co prawda zaraz wrócić na boisko, jednak po dogłębnej analizie sytuacji w klubie zdecydowano o pozostawieniu tej funkcji Cavaniemu.

Całe zamieszanie polubownie próbował załagodzić prezydent klubu, Nasser Al-Khelaifi, jednak jego sposoby wydają się dosyć absurdalne. Według "El Pais" zaproponował on bowiem Cavaniemu... milion euro premii, aby ten zrzekł się prawa do wykonywania rzutów karnych na korzyść Neymara. Urugwajczyk ma w swoim kontrakcie klauzulę w takiej wysokości, którą ma prawo wypłacić jeśli zostanie najlepszym strzelcem zespołu.

Jak widać jednak, Urugwajczykowi wcale nie chodzi o pieniądze i unosi się dumą, odrzucając propozycję. Upiera się, że od dawna był desygnowany do wykonywania jedenastek i nie zamierza oddawać tego przywileju wyłącznie przez fakt, ile kosztował Neymar. "El Matador" ma mieć wsparcie reszty zespołu.

Zarząd PSG prowadzi zaawansowane obrady, jak zaradzić konfliktowi, jednak sprawy wcale nie mają się dobrze. Według "El Pais" zawodnicy mają żal do Brazylijczyka o to, że... jest dobrym znajomym właściciela klubu. Ten dał wolną rękę niektórym zawodnikom na odejście, aby wyrównać gigantyczną wyrwę w finansowym Fair Play. Na kolacji zorganizowanej ostatnio przez Daniego Alvesa atmosfera miała być grobowa...