Adam Łuczka: Arkadiusz Milik z pewnością może mówić o wielkim pechu... W październiku zeszłego roku, podczas meczu reprezentacji Polski zerwał więzadła krzyżowe w lewym kolanie, a w ostatnią sobotę nabawił się takiej samej kontuzji, tyle że tym razem w prawej nodze.

Michał Adamczewski: O zbyt wczesnym powrocie Arkadiusza Milika do regularnej gry mówiłem już w trakcie Cafe Futbol, którego byłem gościem na przełomie lutego i marca. Wspominałem wówczas, że jest taki człowiek jak dr Marcin Domżalski, zajmujący się naszymi siatkarzami i siatkarkami, a wcześniej lekkoatletami. Powiedział on głośno i wyraźnie, że po zerwaniu więzadeł krzyżowych swoje trzeba odcierpieć i odczekać, przechodząc równocześnie przez poszczególne fazy rehabilitacji. Jeżeli zaś w dodatku popełni się błędy, to istnieje duże ryzyko odniowienia się urazu lub uszkodzenia przeciwnego stawu kolanowego.

Czy fakt odniesienia przez Milika kontuzji w prawej nodze można tłumaczyć tym, że po pierwszym urazie podświadomie obciążał on właśnie tę kończynę, w celu "oszczędzenia" lewego kolana?

To nie jest kwestia tego. Takie tłumaczenie byłoby zbyt proste. Jeżeli chodzi o powrót po doznaniu tego typu kontuzji, to występują pewne fazy, w których więzadło uelastycznia się i wzmacnia. Wówczas jest ono mocne i zdolne do maksymalnych obciążeń. Żeby noga była w stu procentach sprawna potrzeba zaś około sześciu lub siedmiu miesięcy. Wielokrotnie w trakcie rehabilitacji popełnia się błąd polegający na braku zachowania równowagi mięśniowej między chorą i zdrową nogą. Jeżeli noga kontuzjowana jest tak intensywnie rehabilitowana, że staje się ona nogą mocniejszą, to wówczas tragedię mamy gotową... Jednym z zawodników, który miał w przeszłości problem właśnie tego typu był Przemysław Kaźmierczak. W momencie gdy wrócił on z Vitórii FC do Śląska Wrocław (2010 rok), stosunek równowagi mięśniowej między jego kończynami wynosił 30 do 70 procent.

Mamy tendencję do słuchania ludzi mówiących po włosku lub angielsku, nie patrząc czasami na to, że ktoś ma trzynaście kontuzji od 15 czerwca do teraz, a mimo to zostaje trenerem pierwszego zespołu w Ekstraklasie. W rzeczywistości wygląda to tak, że Amerykanie nie chcieli przyjeżedżać do nas na szkolenia, dlatego że to my (Polacy i Rosjanie) jesteśmy specjalistami od przygotowania fizycznego na świecie, a nie Amerykanie, Włosi, Francuzi, ani nikt inny.

Czy wobec tego uważa Pan, że decyzja Arkadiusza Milika o powrocie do kliniki Villa Stuart i po raz kolejny powierzenie swojego zdrowia profesorowi Pierowi Paolo Marianiemu była pochopna?

Mogę powiedzieć tylko tyle, że mało jest na świecie osób, które potrafią przyznać się do błędu. Jeżeli prof. Mariani przyznałby się do tego, że przy pierwszej nodze coś zrobiono źle, nie tak, albo za szybko, to w tym momencie SSC Napoli z miejsca zerwałoby z nim współpracę. Wiadomo, że błądzenie jest rzeczą ludzką, a prezesi klubów nie należą z drugiej strony do cierpliwych osób.

Bardzo ważne jest również to, w jaki sposób prowadzona jest kariera Arkadiusza Milika. W Ajaksie Amsterdam nie stawiano na aspekt siłowy, natomiast we Włoszech, jak mniemam, kładzie się na to większy nacisk. Należy zwrócić też uwagę na stopień obciążenia Arka, który po rozegraniu całego sezonu w Holandii pojechał na Euro 2016, a następnie praktycznie od razu rozpoczął swoją przygodę w SSC Napoli.

Czy potrafiłby Pan wytłumaczyć na czym polega zerwanie więzadeł krzyżowych komuś, kto nie jest specjalistą w dziedzinie anatomii? Istnieje lakoniczna definicja tego zjawiska?

Pan Bóg stworzył każdy staw i każdy łańcuch w organizmie człowieka tak, aby wszystko razem współpracowało. Więzadło krzyżowe odpowiada za stabilizację kolana i jego zerwanie powoduje dużą destabilizację tego stawu. Zgadzam się jednak z profesorem Marianim co do tego, że są ludzie, którzy z zerwanym więzadłem potrafili grać. Mariusz Lewandowski nim dowiedział się, że jest kontuzjowany rozegrał cztery mecze.

Czy istnieje coś takiego jak predyspozycja anatomiczna do odnoszenia danego typu kontuzji? Zapytam wprost, czy Arkadiusz Milik może mieć inklinacje do ciągłego zrywania więzadeł?

W swojej karierze spotkałem jednego zawodnika, który po trzykrotnym zerwaniu więzadeł krzyżowych miał wszczepione sztuczne więzadło. Niektórzy specjaliści zajmujący się jego sprawą twierdzili, że nie ma on szans na powrót do wyczynowego uprawiania sportu, właśnie ze względu na konstrukcję kolana. Nie wiem jak jest w przypadku Arkadiusza Milika, ponieważ najzwyczajniej w świecie nigdy z nim nie pracowałem.

Mogę za to powiedzieć z całą pewnością, że coś w jego przypadku zostało zrobione źle. Czynników może być jednak wiele. Może po przejściu z Ajaksu do SSC Napoli powinno się go zaadaptować w sposób indywidualny do nowych bodźców siłowych. Nigdy nie jesteśmy pewni przyczyn zrywania więzadeł krzyżowych. Musiała być to jakaś nadaktywność mięśniowa, być może któraś z głów mięśnia czworogłowego uda została rozwinięta mniej w stosunku do drugiej. Rzepka jest wówczas ustawiona pod złym kątem, istnieje zbyt duże napięcie więzadeł i o uraz nietrudno.

Czy jeżeli tym razem proces rehabilitacji zostanie przeprowadzony poprawnie, to czy powinniśmy się martwić o sportową przyszłość Arkadiusza Milika?

Gorąco wierzę w to, że Arek wróci do gry i znów będzie ważnym ogniwem reprezentacji. Taką mam nadzieję i nie dopuszczam do siebie myśli, żeby miało być inaczej.