Każdego roku magia imprezy przyciąga także byłych sportowców – medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. W niedzielę na trasie widoczni byli m.in. pięcioboistka Dorota Idzi (wraz z mężem Jarosławem i synem Piotrem), chodziarz Robert Korzeniowski, wioślarz Marek Kolbowicz, dyrektor zawodów Bogusław Mamiński czy skoczek wzwyż Jacek Wszoła, który dowodził stawką nordic walking.

Metę biegu osiągnął też Jerzy Górski, wielki propagator zdrowego stylu życia i akcji „Stop narkotykom”.

- W młodości popełniłem błąd, brałem przez 14 lat, byłem już u kresu życia, ale… podniosłem się z dna siłą woli i z pomocą życzliwych mi osób. Od tego czasu mówię każdemu: nigdy nie daj się nakłonić chociażby na spróbowanie jakiegokolwiek niedozwolonego środka. Życie jest zbyt piękne, aby je kończyć na własne życzenie. Wolność jest cudowna. To ty decydujesz o sobie, co chcesz robić, a nie ktoś, kto kusi ciebie proszkami czy tabletkami, które zrujnują twoje zdrowie, spowodują nieodwracalne zmiany – powiedział.

Mamiński przyznał, że też popełniał błędy. - Mierzyłem coraz wyżej, bo tego oczekuje się od człowieka, któremu bieganie dało wiele, a on zrobił wiele dla biegania. Przez lata tkwiłem w świadomości, że przez doświadczenie mogę nauczać i wskazywać jedyną, słuszną drogę po wynik. Wiedziałem, jak tworzy się dobry sport i jeszcze lepsze rezultaty. Mijały lata, a ja nawet nie zauważyłem, że obok mnie rosła osoba, która z podobną zaciętością realizowała siebie w sporcie. Reprezentowała zupełnie inny punkt widzenia, który ja wstępnie nie akceptowałem. Tworzyła inny rodzaj sportu, a nie ten, który realizowałem ja.

- Dzisiaj jestem w trakcie przygotowań do maratonu w Nowym Jorku. Jest ciężko, bo zacząłem liczyć się z jej wiedzą i jej radami, co zawodnikowi z takim doświadczeniem nie przychodzi lekko. Teraz zauważam jej profesjonalizm i niesamowitą wiedzę w zakresie żywienia przedstartowego. Uczę się od niej biegania na nowo i zresztą nie tylko biegania – podkreślił wicemistrz świata z Helsinek na 3000 m z przeszkodami, mając na myśli swoją córkę - Bognę.

W niedzielę wiele osób zwracało uwagę, że… jutro jest 2 października. A w tym dniu, w 1944 roku, po 63 dniach heroicznego boju, zakończyło się Powstanie Warszawskie, które było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. Wśród uczestników zawodów byli i tacy, którzy swój bieg dedykowali poległym bohaterom.

Inni poświęcili go trenerowi Sławomirowi Rosłonowi, który zmarł 29 września. Miał 66 lat. Związany był głównie z klubami warszawskimi. Przez pewien okres zajmował się również szkoleniem poza granicami Polski, m.in. w Nowej Zelandii. Był wychowawcą wielu pokoleń stołecznych lekkoatletów doprowadzając ich do licznych sukcesów. W gronie jego podopiecznych można wymienić m.in. czołową przed laty maratonkę Renatę Paradowską (Sobiesiak).

Irena Szewińska, zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich przyznała, że kiedy kończyła zawodniczą karierę nie przypuszczała, że moda na bieganie zawładnie Polakami.

- Widziałam, oglądałam tysiące osób biorących udział w maratonach w Nowym Jorku, Londynie czy Berlinie, mnóstwo truchtających w parkach, także na ulicach. A wtedy w Polsce cieszyliśmy się, że setka była na starcie, natomiast z biegających się wyśmiewano – wspomniała, zapraszając na „swój bieg”.

To za tydzień (7 października) - kolejna w Warszawie impreza, ale… tylko dla kobiet: Samsung Irena Women’s Run. Start o godz. 12, dystans 5 km, trasa wiedzie przez zieloną Agrykolę, Muzeum Łazienki Królewskie, ulicę Piękną oraz Aleje Ujazdowskie.

Wyniki 9. edycji Biegnij Warszawo (10 km z atestem PZLA):

 

mężczyźni
    1. Kamil Jastrzębski (WKS Śląsk Wrocław)              30.42
    2. Michał Kaczmarek (WKS Grunwald Poznań)             30.42
    3. Piotr Mielewczyk (RK Athletics Warszawa)           31.44
    
    kobiety
    1. Ewa Jagielska (LKS Ostrowianka Ostrów Mazowiecka)  34.15
    2. Ewelina Tobiasz (Leopoldów)                        36.27
    3. Maria Cześnik (KGHM Metraco Profi Team Warszaw)    36.31