Piłka nożna

Armenia - Polska. Krzynówek: Ostatnie kroki...

Ormianin Lewon Hajrapetjan występował w dwóch polskich klubach – Lechii Gdańsk i Widzewie Łódź. Teraz gra w Pyuniku Erywań. Zaprosiliśmy Hajrapetjana na herbatę, aby opowiedział nam o kraju, z którym przyszło nam się zmierzyć w drodze na Mundial 2018.

 

Nie macie co liczyć na taryfę ulgową – powiedział 28-letni zawodnik, 40-krotny reprezentant Armenii – Wygramy z Polską w imię honoru!

 

Przecież Armenia nie ma żadnych szans, zdobyła w tych eliminacjach tylko 6 punktów...

 

Hajrapetjan: Tak, ale eliminacjach EURO 2016 też na koniec odebraliśmy punkty Danii. We wrześniu 2015 roku Duńczycy przyjechali do nas po 3 punkty, a padł bezbramkowy remis. Kosztowało ich to później drugie miejsce  w grupie, które zajęła Albania. Dania zagrała w barażach i odpadła... Choć muszę przyznać, że z Polską będziemy mieli ciężej, bo teraz zabraknie trzech podstawowych obrońców – dwóch jest zawieszonych, a trzeci kontuzjowany. W sumie to brakuje czterech obrońców – bo gdyby nie kontuzja, to ja też byłbym w kadrze.

 

To bardzo utrudnia sytuację selekcjonerowi Arturowi Petrosjanowi.

 

Utrudnia, ale myślę, że stać nas na skuteczną walkę. Czarnogóra tutaj prowadziła 2:0, a to my ostatecznie wygrywaliśmy 3:2. Dlatego jak ktoś mnie pyta o typ na mecz Armenia – Polska, to mówię, że wygra Armenia...

 

Jak wspominasz Polskę?

 

Bardzo miło, choć nawet przeskok z Niemiec do Polski był dla mnie duży. Jednak całe dzieciństwo spędziłem w Hamburgu. Teraz też musiałem się oswoić ze stylem życia w Armenii, choć to przecież moja ojczyzna.

 



* * *

„Turcy mają turystykę, Azerowie ropę, a my mamy rodaków rozsianych po świecie, którzy pozwalają żyć miejscowym w Armenii” – słyszymy od jednego z Ormian, podróżującego w poniedziałek nocnym lotem z Warszawy do Erywania. Mówi się, że Ormianie ze świata zasilają miesięcznie gospodarkę Armenii 200-300 milionami dolarów, które przesyłają z różnych zakątków globu.

Armenia to jedno z najbardziej intrygujących miejsc na planecie, z narodem, który ma niesamowitą historię. 3 miliony Ormian żyje na Kaukazie, ale – jak pisze przewodnik „Armenia, w krainie chaczkarów, wulkanów i moreli” (autorstwa Krzysztofa Dopierały i Krzysztofa Kamińskiego) - aż 8 milionów tworzy diasporę rozsianą po całym świecie.

- Przewodnik pisze, że jest nas 8 milionów, jeśli chodzi o diasporę? - dopytuje się Hajrapetjan – U nas mówi się, że Ormian, którzy żyją w świecie jest ponad 10 milionów. Bardzo dużo w Rosji, sporo w Stanach Zjednoczonych. Nie brakuje ich także w Polsce...

Sam Hajrapetjan – jako dziecko – wychowywał się w Niemczech. Ojciec Sos Hajrapetjan był hokeistą na trawie w Związku Sowieckim – srebrnym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Na koniec kariery – w 1992 roku – przeniósł się do Niemiec, do hamburskiego klubu Uhlenhortser, gdzie grał jeszcze przez kilkanaście lat! Legendą sportu Armenii jest szachista, Garri Kasparow. To dlatego wszystkie dzieci w Erywaniu i okolicach już w szkole podstawowej uczą się gry w szachy. Duma napawa Ormian, gdy mówi się o Andre Agassim – 8-krotnym zwycięzcy turniejów Wielkiego Szlema - którego rodzina również wywodzi się z Armenii.

Z kolei Henrich Mchitarjan to obecnie najsłynniejszy piłkarz Armenii. Po tym, jak pokazał się na Ukrainie – w Szachtarze Doniec, przeniósł się do Borussii Dortmund, aby po trzech latach wręcz wymusić transfer do Manchesteru United. 28-letni ofensywny pomocnik już 10 lat gra w reprezentacji – przeciwko Polsce rozegra 67 spotkanie. W dotychczasowych 22 razy wpisał się na listę strzelców. Kibice na całym świecie znają Mchitarjana, ale jeszcze bardziej znana jest Ormianka Kim Kardashian, która przyszła na świat w USA i jest jedną z najbardziej popularnych celebrytek. Krzysztof Dopierała i Krzysztof Kamiński piszą celnie w przewodniku: „Kardashian to celebrytka o ormiańskich korzeniach, znana głównie z tego, że jest znana”.

Co ciekawe Kardashian nie jest specjalnie lubiana w ojczyźnie, ponieważ zaprzecza wartościom, które pozwoliły zachować tożsamość. Ormianie są narodem chrześcijańskim – wielu utożsamia się głęboko z wiarą w Boga. To właśnie Ormianie pierwsi uznali chrześcijaństwo za religię państwową – w 301 roku naszej ery! Na Kaukazie dominują narody wyznające religię muzułmańską.

- Żyjemy w niezwykłym miejscu na świecie – mówi Hajrapetjan – A o wszystkim decyduje Rosja.

 

Skąd my to znamy – Rosja próbuje rozgrywać również Polskę...

 

Tutaj handluje bronią z Azerami na potęgę. Nam na szczęście broń też sprzedają. Konflikt o Górny Karabach – między Armenią a Azerbejdżanem - zaczął się na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Choć prawdziwa praprzyczyna to decyzja Stalina z 1923 roku, aby Górny Karabach przyznać Azerom, choć ta kraina wcześniej nigdy do nich nie należała. Gdy kraje wybiły się na niepodległość, zaczęła się otwarta wojna. Do dziś nie utrzymujemy kontaktów dyplomatycznych z Azerbejdżanem, a wcale nierzadko dochodzi do wymiany ognia.

 

Kiedyś się to wreszcie skończy?

 

Końca nie widać...

 

Widzisz jakąś perspektywę – za dwadzieścia lat?

 

Nie wiem, wątpię. Rosjanie sprzedają broń Azerom, ale z drugiej strony ich przyhamowali w kwietniu 2016 roku, gdy zaczęli totalną ofensywę przeciwko nam. Na granicy doszło do regularnej bitwy. Azerowie mieli niesamowitą przewagę. U nas jednak panuje duch. Młodzi żołnierze – tacy, co są powoływani na dwa lata do odbycia zasadniczej służby wojskowej – przeciwstawili się bohatersko. Gdy już zabrakło amunicji, jeden został po wycofaniu się i wysadził w powietrze, aby uśmiercić jak najwięcej napastników. Azerowie boją się nas – niby jest ich dużo więcej i mają kasę z gazu, a także ropy, ale brakuje im właśnie ducha. Kiedy dochodzi do bitwy, to wysługują się najemnikami z Turkmenii. Jeśli nasza rakieta trafiłaby tamę na ich terytorium, to całe Baku znalazłoby się pod wodą, więc to nie jest tak, że się nas nie boją. Tak, czy inaczej – Rosjanie rozdają karty w regionie...

 

A Turcy?

 

Turcy dopuścili się ludobójstwa Ormian w 1915 roku – zginęło 1,5 miliona moich rodaków. To był kataklizm, jakich mało zna historia. Jednak obecne stosunki są poprawne...

* * *

Na co dzień Ormianie żyją pełną piersią. W Erywaniu pełno się knajpek, wieczorem trudno znaleźć wolny stolik. Celebruje się jedzenie i wino. Ormianie słyną z produkcji brandy – wielu mówi, że najlepszych koniaków na świecie. Achtamar, Ani, Ararat, Nairi i Otborny – to marki słynne wśród koneserów. Najbardziej znany jest Ararat - już pięcioletni charakteryzuje się, jak czytam w przewodniku, „kolorem bursztynowozłotym i jest dobrze wyważony, o pełnym aromacie, o przyjemnym smaku z nutą wanilii i cynamonu”. Smakowałem i... potwierdzam. Niebo w gębie, ale nie należy przesadzać, ponieważ ma aż 40-procent alkoholu.

Jedzenie jest bardzo różnorodne. Popularna jest dolma, czyli gołąbki zawijane w liście winogron, w których może być ryż z mięsem, ale także pomidory, czy bakłażan, a także papryka. Na każdym kroku można spotkać lawsze, placki pieczone z mąki, w które zawija się dosłownie wszystko – od mięsa z grilla po pstrąga. Popularne są cacyki (czyli gęsty jogurt w ogórkiem), spasz (zupa jogurtowa ze zmieloną pszenicą i ziołami), chorowac (grillowane mięso z przyprawami). Gdy ktoś ma ochotę na coś słodkiego, to może spróbować pachlawy, czyli wielowarstwowych faworków z dużą ilością miodu i orzechów...

* * *
Koszmarem w lokalach jest palenie papierosów. Wszechobecne. Kawiarnie, restauracje, hole hoteli – dosłownie wszędzie mnóstwo ludzi, którzy sięgają po papierosa. Po chwili tytoń czuje się na ubraniach.  Gdyby usiedliśmy w restauracji „Tapastan” - naprzeciwko naszego hotelu – Hajrapetian był w szoku. - Tutaj się nie pali? - dopytywał się kelnerki. - To chyba jedyny taki lokal w całym Erywaniu...

 

Wielka jest różnica między mieszkaniem w Hamburgu a Erywaniu? - dopytałem się.

 

Kolosalna! To niemal dwa różne światy. Tutaj też można zobaczyć bardzo bogatych ludzi. Lamborgini, czy Mercedesy G to wcale nierzadki widok na ulicach, ale większość ludzi żyje biednie. Tutaj nie ma klasy średniej.

 

Dlaczego zdecydowałeś się na grę w Armenii?

 

Bo padła dobra propozycja. Ludzie z biznesu mają kluby i płacą dobre stawki. Jednak po zakończeniu kariery wracam do Hamburga. Jestem Ormianinem, ale jednak zasilę diasporę...

* * *

Kiedyś Armenia była terytorialnie dużo większa. Ich święta góra – Ararat, wznosząca się na ponad 5 tysięcy metrów nad poziomem morza, położona jest na terenie Turcji. Jednak widać ją z wielu miejsc w Armenii. Potężna, przykryta jest przez cały rok śnieżną czapą, mimo że latem temperatury w Armenii dochodzą do 40 stopni Celsjusza. Poruszając się po Armenii wszędzie spotyka się legendarne chaczkary, czyli kamienne tablice z krzyżem. Kultura ich stawiania wywodzi się z IX wieku naszej ery, ale stawiano je jeszcze setki lat później, po wyparciu Mogołów. Co ciekawe żaden chaczkar nie jest podobny do drugiego!

* * *

Trafiliśmy do fascynującej krainy, a sprowadziła nas tu fascynacja futbolem. Sympatyzując z Ormianami, liczymy jednak, że słowa Hajrapetjana to „strachy na Lachy”. I wywieziemy stąd – spod Araratu – trzy punkty!