Walka Ferusona z Lee miała wyłonić kolejnego potencjalnego rywala dla mistrza wagi lekkiej, McGregora. "Kolejnego" dlatego, że Irlandczyk ma co najmniej dwóch innych kandydatów do pojedynku. Chodzi oczywiście o Nate'a Diaza, z którym walczył już dwukrotnie oraz niepokonanego Khabiba Nurmagomedova.

Ferguson szedł w UFC jak burza, wygrał ostatnie dziewięć walk, w tym tylko trzy przez decyzję sędziów. W pokonanym boju pozostawił m.in. Rafaela dos Anjosa oraz Edsona Barbozę. Lee aż tak wymagających przeciwników nie miał.

Pierwsza runda mogła zakończyć się przed czasem, gdyż w jej końcówce Lee obalił rywala i zyskał dosiad. Zaczął rozbijać Fergusona, ale nie zdążył go znokautować. Drugie starcie było już nieco spokojniejsze. Bardziej doświadczony 33-latek często dawał się obalać, ale duże zagrożenie stanowił dla przeciwnika w stójce.

Wszystko rozstrzygnęło się w trzeciej rundzie. Lee co prawda obalił Fergusona, ale ten kapitalnie zapiął duszenie trójkątne i zakończył pojedynek. Amerykanin nie krył zadowolenia, a w wywiadzie po walce wyzwał na pojedynek McGregora.

- Gdzie jesteś McNuggets? Broń pasa lub go zwakuj - stwierdził posiadacz tymczasowego pasa kategorii lekkiej.

 


Swój pojedynek wygrał również były mistrz wagi ciężkiej Fabricio Werdum (22-7-1, 6 KO, 11 SUB). Początkowo jego rywalem miał być Derrick Lewis, ale odnowiła mu się kontuzja pleców i ostatecznie do oktagonu wyszedł Walt Harris (10-6, 10 KO). Brazylijczyk potrzebował niecałej minuty, by rozprawić się z rywalem. Werdum wygrał poprzez balachę.