Obie drużyny tylko raz, w sezonie 2008/2009 spotkały się w jednej grupie w Lidze Mistrzów. Z tamtego zespołu gra dziś w Pick Szeged Szabolcs Zubai, a w ekipie Orlen Wisły – Marcin Wichary. Wtedy piłkarzem węgierskiego teamu był, grający dziś w Płocku Valentin Ghionea, zaś do Szegedu przeprowadzili się: bramkarz Marin Sego, a w lipcu 2017 roku - Dimitri Żytnikow.

 

Rywale mają znacznie dłuższą historię w Lidze Mistrzów, w ostatnich trzech sezonach, dwukrotnie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek, w poprzednim i w 2014/2015. Płocczanie swoje zmagania kończyli dwukrotnie na wyjściu z fazy grupowej, w ostatnim sezonie ten wyczyn im się nie udał.

 

Gospodarze rozpoczęli bardzo źle. W czwartej min przegrywali 0:4 i trener Piotr Przybecki poprosił o czas. Po powrocie na parkiet, Ghionea jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, ale nie na wiele się to zdało, bo w 7. min goście prowadzili 6:1.

 

Jeszcze w 12. min płocczanie przegrywali 4:9, ale potem wzięli się za odrabianie strat pięć minut później było tylko 8:9. Wtedy to trener Juan Padtor poprosił o przerwę w grze. W 13. min Adama Borbelego zastąpił w bramce Adam Morawski i to jego obrony przyczyniły się do zmiany sytuacji na parkiecie. Po strzale Gilbeto Duarte był remis 9:9.

 

Gospodarze niedługo cieszyli się z dobrego wyniku. Trzy udane interwencje Jose Sierry węgierska drużyna zamieniła na gole i znów prowadziła 13:10. Ostatecznie trzybramkową przewagę utrzymała do przerwy.

 

W drugiej połowie gdyby nie Morawski, to Wisła straciłaby wszelkie szanse na zdobycie choćby punktu. Płocki bramkarz starał się jak mógł trzymać wynik, ale jego koledzy nie potrafili wykorzystać stworzonych sytuacji. Popełniali błędy techniczne, gubili piłkę, a kiedy już dochodzili do czystych sytuacji, pudłowali.

 

Po trzech kwadransach płocczanie przegrywali 17:23 i szanse na korzystny wynik były coraz mniejsze. Próbowali coraz to nowych rozwiązań, grali siedmioma zawodnikami przeciwko sześciu, nic to nie pomagało. W 49. min na tablicy był wynik 20:28, a Morawskiego zmienił w bramce Marcin Wichary.

 

To też na niewiele się to zdało, bo płocczanie zawodzili w ataku. Przegrywali wyraźnie, pomimo że przyjezdni wcale nie zaprezentowali piłki ręcznej na najwyższym poziomie.

 

To była czwarta porażka wicemistrzów kraju w tej edycji LM, którzy jedyny punkt zdobyli w meczu z PPD w Zagrzeb.

 

Najbliższe spotkanie w Płocku, to pierwsza w tym sezonie "święta wojna". Za tydzień, 18 października w Orlen Arenie Wisła podejmie PGE VIVE Kielce.

 

Orlen Wisła – MOL Pick Szeged 27:33 (12:15)

 

Orlen Wisła: Marcin Wichary, Adam Borbely, Adam Morawski – Michał Daszek 7, Gilberto Duarte 3, Przemysław Krajewski 2, Nemanja Obradovic, Valentin Ghionea 3, Tomasz Gębala, Sime Ivic 5, Maciej Gębala 1, Igor Żabic 3, Lovro Mihic 3, Jose de Toledo.

 

MOL Pick Szeged: Jose Sierra, Marin Sego – Jonas Kallman 2, Richard Bodo 4, Stefan Sigurmannsson, Sergej Gorbok 2, Thiagus Petrus Goncalves 2, Balint Fekete, Zsolt Balogh 3, Stas Skube 3, Alen Blazevic, Matej Gabor 4, Mario Sostaric 6, Bence Banhid 1, Denis Buntic 5, Dmitry Zhitnikov 1.

 

Kary: Orlen Wisła – 8 min, Pick Szeged 10 min. Sędziowali: Ivan Pavisevic i Milos Razratovic z Czarnogóry. Widzów: ok. 3 tys.