Ekipę beniaminka przed sezonem wzmocnili m.in. atakujący Grzegorz Bociek oraz rozgrywający Grzegorz Pająk (obaj z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle), japoński libero Taichiro Koga (z Paris Volley), środkowy David Smith – reprezentant USA (z Cerrad Czarnych Radom), słowacki przyjmujący Matej Patak (z Chaumont VB 52), pochodzący z Brazylii przyjmujący Hugo de Leon Guimaraes (z Kemas Lamipel Santa Croce) oraz środkowy Mariusz Marcyniak, który w poprzednich sezonach nie mógł przebić się do składu PGE Skry Bełchatów.

 

Drużynę prowadzi również nowy szkoleniowiec Emanuele Zanini. Zawiercianie zatrzymali również kilku czołowych graczy, którzy w poprzednich rozgrywkach znacząco przyczynili się do awansu, z przyjmującym Michałem Żukiem na czele. Został również trener Dominik Kwapisiewicz, już nie w roli pierwszego trenera, lecz jako asystent Włocha. Nie można więc powiedzieć, że jest to grupa niedoświadczonych na siatkarskich salonach ludzi. Mimo plagi kontuzji, jaka dotknęła drużynę w okresie przygotowawczym, Aluron Virtu Warta może śmiało myśleć o skutecznej walce o utrzymanie w elicie.  Początek sezonu, ze względu na serię meczów z wymagającymi rywalami, jest jednak dla zawiercian wyjątkowo ciężki.

 

W swym pierwszym w historii meczu w ekstraklasie podejmowali aktualnego mistrza Polski – ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Przegrali 1:3, zebrali jednak wiele dobrych recenzji za tę konfrontację. W trzech pierwszych setach postawili się faworytom. Pokazali, że są w stanie stoczyć wyrównaną walkę z czołowymi ekipami. Wypełnione po brzegi trybuny małej (1500 miejsc) Hali OSiR w Zawierciu, wypełnione po brzegi żywiołowo reagującą publicznością oraz genialne obrony Kogi – to najbardziej zapadło w pamięć po tym spotkaniu.

 

– Wiadomo, to jest mistrz Polski. Z takimi zespołami gra się na pewno ciężko. W naszej hali możemy dużo zwojować. Nie do końca był to pokaz takiej naszej siatkówki, jak byśmy chcieli. Jak wszyscy będą zdrowi, gra z pewnością będzie wyglądała znacznie lepiej – mówił po tym starciu Bociek.

 

W kolejnych meczach nie było jednak lepiej. W konfrontacji z Treflem Gdańsk po raz pierwszy w barwach Zawiercia wystąpił David Smith, który w Polsce pojawił się kilka dni wcześniej. Jego obecność niewiele jednak pomogła, beniaminek przegrał 0:3, wyrównaną walkę nawiązując jedynie w trzeciej odsłonie, zakończonej rywalizacją na przewagi (24:26). W starciu z Jastrzębskim Węglem było podobnie. W drugiej partii zawiercianie nie zdołali utrzymać przewagi (16:12) i przegrali 21:25; w trzeciej, najbardziej wyrównanej losy seta ważyły się do stanu 23:23, jednak dwa decydujące punkty padły łupem rywali. Momenty były, znów jednak czegoś zabrakło, by urwać seta faworytom. Wspólnym mianownikiem obu meczów były premierowe odsłony, w których gospodarze polegli z kretesem, 12:25 – z Treflem i 14:25 z Jastrzębskim Węglem.

 

– Nie wiem, czego brakuje, ale po raz kolejny kiepsko wchodzimy w mecz. Znowu w pierwszym secie dostajemy bęcki, przegrywamy dość dużą różnicą punktów, a potem trudno jest wrócić i odbudować się psychicznie. Wychodzimy z założeniem, żeby walczyć, a przeciwnik nas w pierwszej partii dewastuje. Ale fajnie, że się podnieśliśmy. W drugim secie już prowadziliśmy. Szkoda tylko, że nie utrzymaliśmy tej przewagi – mówił po meczu z Jastrzębskim Węglem Marcyniak.

 

– Walczymy o każdego seta, żeby dać kibicom fajną siatkówkę. Ale tak naprawdę chcemy wygrać też dla siebie, bo również jesteśmy głodni zwycięstwa. Niestety musimy jeszcze troszkę poczekać – stwierdził Bociek po trzeciej porażce beniaminka.

 

Terminarz nie jest dla beniaminka łaskawy. ZAKSA, Trefl, Jastrzębski Węgiel... Dwa mecze z potentatami zostały przełożone: z PGE Skrą Bełchatów (2. kolejka, na 15 listopada) oraz Asseco Resovią (5. kolejka, na 22 listopada). W kolejnych grach wcale nie będzie łatwo: najpierw Indykpol AZS Olsztyn (6. kolejka, 21 października), następnie wyjazdowe starcie z Cuprum Lubin (7. kolejka, 28 października)... Kiedy więc doczekamy się pierwszych, historycznych punktów Zawiercia w PlusLidze?