Ostatni raz Wisła zdobyła tytuł mistrza Polski w 2011 roku. Trenował ją wtedy Lars Walhter. Potem sześć razy z rzędu zwyciężali w finałach kielczanie. W tym czasie tylko dwukrotnie ekipa z Płocka cieszyła się ze zwycięstwa nad VIVE. W obu przypadkach jej szkoleniowcem był Manolo Cadenas. Zespół prowadzony drugi sezon przez Piotra Przybeckiego jeszcze nie wygrał z tym rywalem.

Pierwsze minuty spotkania były bardzo nerwowe, zawodnicy popełniali błędy, gubili piłkę. Wynik otworzył dwoma trafieniami z rzędu Jose de Toledo. Goście w 8. min doprowadzili do remisu 4:4, a chwilę później, po golu Darko Dukica wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca pierwszej połowy spotkania.

W 19. min, przy stanie 8:11, trener Piotr Przybecki poprosił o przerwę w grze, co poskutkowało golem Sime Ivica. Goście prowadzili w pierwszej połowie maksymalnie trzema bramkami. Ostatniego gola w tej części gry rzucił z rzutu karnego, bezbłędny w tym elemencie Karol Bielecki, który trzeci raz umieścił piłkę w siatce.

Po przerwie Orlen Wisła wyszła na parkiet bardzo zmotywowana i w 34. min doprowadziła do wyrównania 18:18. Później wynik oscylował wokół remisu, a przez chwilę gospodarze wygrywali (21:20).

W ostatnim kwadransie żadna ze stron nie odpuszczała. Przy stanie 24:24 w 48. min, widząc że jego zawodnicy nie mają pomysłu na rozegranie akcji, ponownie trener Przybecki poprosił o czas. W jego zespole najskuteczniejszy był Valentin Ghionea, ale to po dwóch golach Nemanii Obradovica, w 53. min płocczanie prowadzili 28:26. Tę różnicę goście zniwelowali w ciągu trzech minut, po golu Alexa Dujshebaeva i karnym Bieleckiego.

W 57. min po raz pierwszy z karnego spudłował Ghionea i Dujshebaev wyprowadził swoją drużynę ponownie na prowadzenie. Przybecki znowu poprosił o przerwę w grze, by udzielić kilku szybkich rad swoim podopiecznym. Efektem było znowu wyrównanie 29:29. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali goście, którzy wygrali minimalną różnicą pierwszy w tym sezonie mecz na szczycie PGNiG Superligi.

 

Po meczu powiedzieli:

 

Tałant Dujszebajew (trener PGE VIVE Kielce): "Obydwa zespoły zagrały dzisiaj na bardzo wysokim poziomie, bardzo dobrą szybką piłkę ręczną i w ataku i w obronie. My mieliśmy dzisiaj więcej szczęścia i dlatego wygraliśmy. Gratuluję chłopakom, którzy chociaż przegrywaliśmy dwiema bramkami, zachowali zimną krew i w końcu wynik jest pozytywny dla nas".

 

Piotr Przybecki (trener Orlen Wisły): "Zasłużyliśmy nawet na troszkę więcej, ale musimy w końcu nauczyć się kończyć dogodne sytuacje. Szczególnie grając w przewadze sześciu na pięciu popełnialiśmy błędy. Był też niewykorzystany karny. Można i trzeba dyskutować o różnych kontrowersyjnych decyzjach, ale suma sumarum to my sami sobie jesteśmy winni, że w tej ostatniej fazie, w ostatnich 10 minutach, nie udało nam się przechylić szali zwycięstwa na naszą korzyść. Chłopaki "wyjechali się" do końca i za to im bardzo dziękuję. Zostawili serce na boisku. Widać było to, co Wisła powinna grać w każdym meczu, na takim poziomie, z tego typu przeciwnikami".

 

Mariusz Jurkiewicz (rozgrywający VIVE): "Udało nam się rozstrzygnąć spotkanie w końcówce, mimo że mecz był bardzo wyrównany przez całe 60 minut. Być może mieliśmy dziś trochę więcej szczęścia i doświadczenia. Zachowaliśmy w końcówce więcej zimnej krwi i to nas cieszy. Coraz lepiej czujemy się na parkiecie, coraz lepiej funkcjonujemy jako drużyna, coraz lepiej rozumiemy się i mamy nadzieję, że taką tendencję uda nam się utrzymać w kolejnych meczach".

 

Tomasz Gębala (rozgrywający Orlen Wisły): "Kielczanie wytrzymali końcówkę spotkania. Mecz był pełen walki, niestety nam się nie udało utrzymać dwubramkowej przewagi. Pewnie zabrakło doświadczenia i zimnej głowy w ostatnich minutach. Szkoda, że nie udało się wygrać dzisiejszego bardzo trudnego meczu".

 

Orlen Wisła – PGE Vive Kielce 30:31 (15:17)

 

Orlen Wisła: Marcin Wichary, Adam Morawski – Michał Daszek, Gilberto Duarte 1, Przemysław Krajewski 1, Nemanja Obradovic 4, Valentin Ghionea 11, Tomasz Gębala 3, Sime Ivic 3, Maciej Gębala 2, Igor Żabic 3, Jose de Toledo 2.

PGE VIVE: Sławomir Szmal – Michał Jurecki 3, Alex Dujshebaev 5, Mateusz Kuc, Julien Aguinagalde 2, Karol Bielecki 7, Mateusz Jachlewski 1, Manuel Strlek 3, Blaż Janc 1, Krzysztof Lijewski 5, Mariusz Jurkiewicz 2, Uros Zorman 1, Marko Mamic, Darko Dukic 1.

 

Kary: po 10 minut. Czerwona kartka z gradacji Marko Mamic. Widzów: ok. 5 tys. Sędziowali: Jakub Jerlecki, Maiej Łabuń ze Szczecina.