Sporty walki

Włodarczyk - Gasijew: Transmisja w Polsacie...

Najpierw do ringu wyjdzie Maciej Sulęcki, by powalczyć o swoją przepustkę do przyszłości z Jackiem Culcayem, urodzonym w Ekwadorze Niemcem, byłym mistrzem organizacji WBA w wadze junior średniej. Później zobaczymy Mateusza Masternaka, rezerwowego w turnieju WBSS (World Boxing Super Series) w pojedynku z mieszkającym w Nowym Jorku Albańczykiem, Stivensem Bujajem.

 

I wreszcie nad ranem (polskiego czasu) na ring w Prudential Center wyjdą "Diablo" i urodzony we Władykaukazie 24-letni Osetyniec, urzędujący mistrz organizacji IBF.

 

Pas ten kiedyś należał do Włodarczyka, w jego posiadaniu był też Tomasz Adamek wygrywając w tej właśnie hali ze Steve’em Cunninghamem w grudniu 2008 roku.

 

To jest szczęśliwa dla polskich pięściarzy hala i szczęśliwe miasto. By nie sięgać zbyt daleko w przeszłość warto tylko przypomnieć Krzysztofa Głowackiego, który dwa lata temu znokautował w Prudential Center Marco Hucka. Była to jedna z największych, pełna dramatycznych zwrotów, bokserskich wojen 2015 roku. A nokaut, który zafundował rywalowi "Główka" kandydował do miana najbardziej efektownego.

 

Nie wiem, czy Włodarczyk jest w stanie w podobny sposób potraktować Gassijewa. Wiemy, że "Diablo" bije bardzo mocno, że potrafi wygrywać trudne boje, ale jak zwykle w jego przypadku klucz do sukcesu jest w jego głowie. Wie o tym doskonale jego trener Fiodor Łapin, wie też on sam. I jeśli udźwignie ciężar tego wydarzenia, to będziemy oglądać emocjonujący pojedynek. Ale gdy "Diablo" się zablokuje i schowa za podwójną gardą nie zadając ciosów, to szanse na wygraną będą maleć z każdą rundą.

 

Pamiętajmy, że dla Włodarczyka to być może ostatnia szansa na zdobycie po raz trzeci mistrzostwa świata. Lata lecą, Polak ma 36 lat i długą pełną sukcesów karierę za sobą.  Pierwszy tytuł wywalczył w 2006 roku. Pokonał wtedy na warszawskim Torwarze po wyrównanej walce Steve’a Cunninghama i sięgnął po wakujący pas IBF. Stracił go pół roku później w katowickim Spodku w rewanżowym pojedynku z Amerykaninem. "Zawiodła głowa, nie byłem sobą" -  tak mi wtedy tłumaczył. Minęły trzy lata i znów był mistrzem, tym razem organizacji WBC. Pas ten odebrał w Łodzi Włochowi Giacobbe Fragomeniemu. Mógł to zrobić kilka miesięcy wcześniej w Rzymie, ale sędziowie wypunktowali remis, szczęśliwy dla Włocha, bo "Diablo" już wtedy był od niego lepszy.

 

Tytułu skutecznie bronił sześć razy, nokautując chociażby w Australii Danny’ego Greena czy w Moskwie Rachima Czachkijewa, złotego medalistę igrzysk w Pekinie (2008), i to był chyba najlepszy czas w bokserskiej karierze Włodarczyka. Ale kolejna wyprawa do Moskwy, w 2014 roku, nie była udana, mistrzowski pas stracił  w starciu z innym Rosjaninem, Grigorijem Drozdem. Znów zawiodła głowa, tak naprawdę "Diablo" nie podjął walki. Miał szansę się zrehabilitować, ale na przeszkodzie stanęła choroba.

 

Teraz  na jego drodze znów stanie Rosjanin, a stawką jest należący do niego pas IBF oraz awans do półfinału turnieju WBSS. Trzech półfinalistów znamy, są to Ukrainiec Ołeksandr Usyk, mistrz WBO, Kubańczyk Yunier Dorticos (WBA) i Łotysz Mairis Breiedisa (WBC). Na Włodarczyka lub Gassijewa już czeka Dorticos, w drugiej półfinałowej parze walczyć będą Usyk z Briedisem.

 

Jeśli wygra Gassijew, to w półfinałach tego bardzo dobrze płatnego turnieju spotka się czterech niepokonanych mistrzów świata. Tego jeszcze nie było, ale gdy zamiast Rosjanina trafi tam Polak, prestiż WBSS specjalnie nie ucierpi, "Diablo" ma przecież doskonale CV.

 

Krzysztof Włodarczyk (53-3-1, 37 KO) jest w Newark od 5 października, trenował w Jersey City, w Rocky Marciano Gym, należącym jeszcze do niedawna do Ziggi Rozalskiego, tam też miał sparingi. Z informacji, które napływają z USA wynika, że jest w dobrej formie, ale tak naprawdę to nic nie znaczy. Wszystko zależy od jego głowy i od tego jak rozpocznie ten pojedynek Gassijew (24-0, 17 KO).

 

Stare bokserskie porzekadło mówi, że jesteś tak dobry, jak twoja ostatnia walka. "Diablo" w pojedynku z Noelem Gevorem, który dał mu prawo startu w tym turnieju nic wielkiego nie pokazał, w odróżnieniu od Gassijewa, który pokonał Denisa Lebiediewa.

 

I o ile wygrana Osetyńca wcale nie była tak oczywista, to pokazał w tej walce ogromny potencjał. Ten młody, wysoki (192 cm) i bardzo silny pięściarz trenujący pod okiem Abela Sancheza, na tej samej sali z Giennadijem Gołowkinem, robi postępy z pojedynku na pojedynek. 12 rund z Lebiediewem dały mu bardzo wiele. I jeśli będzie jeszcze lepszy niż w grudniu ubiegłego roku, gdy z nim wygrywał, to będzie oznaczać, że Włodarczyka czeka diabelsko trudne zadanie. Ale stylowo powinien naszemu pięściarzowi pasować. Gassijewa nie trzeba szukać w ringu, on lubi atakować, zadawać dużo ciosów. I popełniać błędy. Tyle, że by je wykorzystać trzeba ryzykować, wejść w cios rywala, skontrować. Czy mentalnie będzie na to stać "Diablo" Włodarczyka? Myślę, że odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero, kiedy zabrzmi gong i rozpocznie się ten pojedynek, którego stawką jest półfinał wielkiego turnieju, ponad milion dolarów i pas organizacji IBF, który przed laty był w posiadaniu polskiego, byłego mistrza.