We wcześniejszych sześciu meczach na obcych boiskach zawodnicy "Jagi" zanotowali trzy zwycięstwa i tyleż remisów. Początek zapowiadał, że goście będą kontynuować bardzo dobrą wyjazdową passę. W pierwszych minutach podopieczni trenera Ireneusza Mamrota zamknęli rywali w ich polu karnym, ale ta przewaga nie przełożyła się na dogodne okazje.

 

Tymczasem w 13. minucie gdynianie objęli prowadzenie. Po wrzutce z autu Damiana Zbozienia Rafał Siemaszko trafił z przewrotki w poprzeczkę, ale piłka po dobitce głową Michała Marcjanika znalazła drogę do siatki. Była to jednocześnie bramka numer 400 zdobyta przez Arkę w ekstraklasie.

 

Goście nie zdołali jeszcze otrząsnąć się po stracie pierwszego gola, a Marian Kelemen po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki. Tym razem słowackiego golkipera przyjezdnych po centrze z prawej strony Zbozienia pokonał pozostawiony bez opieki Siemaszko, który rozegrał setny mecz w pierwszym zespole Arki. Było to trzecie w tym sezonie trafienie mierzącego 170 cm wzrostu napastnika – wszystkie uzyskał po strzałach głową.

 

W 34. minucie białostocczanie zdobyli kontaktową bramkę. Po centrze z rzutu wolnego Litwina Arvydasa Novikovasa skuteczną główką z siedmiu metrów popisał się Ukrainiec Taras Romanczuk.

 

W rewanżu bliski szczęścia był Patryk Kun, który uderzył tuż obok słupka oraz ponownie Siemaszko. W 38. minucie po fatalnym zagraniu Brazylijczyka z włoskim paszportem Gutieriego Tomelina napastnik gospodarzy popędził na bramkę rywali, ale tuż przed polem karnym został nieprzepisowo zatrzymany przez Bartosza Kwietnia. Żółto-niebiescy spodziewali się, że stoper przyjezdnych zostanie usunięty z boiska, ale arbiter pokazał mu tylko żółtą kartkę.

 

Trzeciego gola Arka strzeliła w 61. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego. Uderzenie Marcina Warcholaka było co prawda bardzo silne, ale w tej sytuacji błąd popełnił Kelemen, który przepuścił do bramki lecącą niemal wprost w niego piłkę.

 

Z kolei w 70. minucie świetną interwencją popisał się golkiper żółto-niebieskich, któremu dopisało też sporo szczęścia. Po akcji Piotra Wlazły Pavels Steibors obronił najpierw główkę Karola Świderskiego, następnie dobitka Litwina Fedora Cernycha zatrzymała się na słupku, a kolejny strzał Świderskiego także został sparowany przez Łotysza.

 

Losy tego spotkania rozstrzygnęły się w 77. minucie. Tym razem po wrzucie z autu Warcholaka piłkę głową do własnej bramki skierował Wlazło.

 

Arka Gdynia - Jagiellonia Białystok 4:1 (2:1)

Bramki: Marcjanik 13, Siemaszko 21, Warcholak 61, Wlazło 77 (s) - Romanczyk 34

 

Arka Gdynia: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Michał Marcjanik, Frederik Helstrup, Marcin Warcholak - Patryk Kun (93. Luka Zarandia), Dawid Sołdecki, Yannick Kakoko (65. Michał Nalepa), Mateusz Szwoch, Grzegorz Piesio - Rafał Siemaszko (85. Rube Jurado)

 

Jagiellonia Białystok: Marian Kelemen - Przemysław Frankowski, Bartosz Kwiecień, Gutieri Tomelin, Piotr Tomasik - Arvydas Novikovas (87. Dmytro Chomczenowskyj), Taras Romanczuk, Piotr Wlazło, Karol Świderski (85. Sitya Guilherme), Fedor Cernych - Cillian Sheridan (76. Martin Pospisil)

 

Żółte kartki: Frankowski, Kwiecień, Tomelin