Sulęcki od dawna powtarza, że jest gotowy na poważne wyzwania w boksie i chce bić się o mistrzostwo świata. W końcu jednak otrzymał to, czego oczekiwał, czyli wielką walkę. Tak trzeba nazwać starcie z Jackiem Culcayem - byłym tymczasowym mistrzem świata WBA. Stawka też była spora, bo było to półfinałowy eliminator do tytułu WBC wagi superpółśredniej, a zwycięzca zmierzyłby się z Vanesem Martirosyanem (36-3-1, 21 KO) o prawo walki z panującym czempionem Jermallem Charlo.

W trakcie przygotowań Niemiec sparował m.in. z Karo Muratem oraz Avni Yildirimem. Jak sam przyznał nie wiedział zbyt dużo o Sulęckim, ale to nie stanowiło dla niego problemu. Polski pięściarz również był pewny siebie i zapowiadał konsekwentne niszczenie przeciwnika - najpierw mentalnie, później fizycznie. Bez wątpienia było to najpoważniejsze wyzwanie w jego karierze.

Od początku tempo było bardzo wysokie, lecz z czasem wydawało się, że to Culcay narzucał swój styl boksowania. Sulęcki często korzystał z ciosów lewą ręką, ale na Niemcu nie robiło to wrażenia, nawet gdy Polak trafiał mocno i czysto, to Culcay cały czas napierał. Często też wywierał presję, spychając go na liny. O to pretensje miał narożnika "Stricza".

Walka była więc bardzo wyrównana, a w siódmej rundzie Culcay ruszył do szaleńczego ataku. Przez 45 sekund potężnie porozbijał Polaka, który w pewnym momencie był solidnie naruszony i jakby nie wiedział, czy ma dać się wyliczyć, czy szukać przetrwania. Ostatecznie po niecodziennym zachowaniu pozostał na nogach i doszedł do siebie. Niemiec ciągle był jednak niebezpieczny, bo często zrywał się ze swoimi atakami.

W dziewiątym starciu to Sulęcki naruszył przeciwnika, trafiając mocnym lewym i prawym sierpowym. Culcay za wszelką cenę chciał oddać, co mogło skończyć się dla niego tragicznie. W dziesiątej rundzie Niemiec postawił wszystko na jedną kartę i po raz kolejny rozpoczął szarżę, jednak było widać, że praktycznie nie ma sił. Nogi za każdym razem nie nadążały za uderzeniami, a "Striczu" był znacznie dokładniejszy w swoich działaniach, choć w końcówce miał szczęście, bo liny uratowały go po jednym z ciosów Culcaya. Była to kapitalna walka, prawdziwa ringowa wojna.

Ostatecznie sędziowie punktowali 98:92, 97:93, 96:94 dla Sulęckiego, który pozostał niepokonany na zawodowych ringach. Było to fantastyczne doświadczenie dla polskiego pięściarza.