Spotkania jedenastego sezonu żużlowej ekstraligi pod wodzą spółki Ekstraliga Żużlowa SA obejrzało na trybunach stadionów ponad 600 tysięcy widzów. Dało to średnią na poziomie 9610 kibiców na jeden mecz. Najwięcej fanów czarnego sportu było na stadionach we Wrocławiu i Gorzowie, najmniej w Toruniu i Grudziądzu.

Łącznie w latach 2007-2017 rozegrano 814 spotkań. 565 z nich wygrywali gospodarze, 205 goście, a w 44 zanotowano remisy. Najczęściej spotkania kończyły się wynikiem 50:40 (69 razy), ale bardzo często padały także wyniki 49:41 (64, w tym aż 9 w sezonie 2017) i 48:42 (63).

- Sezon 2017 oceniam jako bardzo udany. Na trybunach zasiadło o blisko 100 tys. więcej kibiców niż w poprzednim roku. Cieszy fakt, że komplety publiczności oglądały mecze na Nowym Olimpijskim we Wrocławiu, a obiekt wygląda już na miarę XXI wieku. To zresztą dla nas bardzo ważne, aby infrastruktura stadionów poprawiała się z każdym rokiem i zwracamy na to baczną uwagę. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy ze sponsorem tytularnym PGE Polską Grupą Energetyczną oraz z faktu, iż udało nam się podpisać nową umowę telewizyjną z platformą nc+ aż do 2021 roku – powiedział prezes spółki Ekstraliga Żużlowa SA Wojciech Stępniewski.

Transmisje telewizyjne w sezonie 2018 będą realizowane jeszcze na podstawie poprzedniej umowy, ale od sezonu 2019 kibice czarnego sportu będą mogli obejrzeć komplet spotkań.

- Od sezonu 2019 oba niedzielne spotkania dostępne będą w nSport+, pozostałe dwa mecze – na zasadzie sublicencji – pokaże Eleven Sports w piątki. Będzie to historyczna chwila, gdyż wszystkie mecze najlepszej żużlowej ligi świata będą pokazywane na żywo w telewizji po raz pierwszy – dodał Stępniewski.

Mistrzem Polski w minionym sezonie roku 2017 została Fogo Unia Leszno, ale zwycięstwo nad Betardem Spartą Wrocław w finale nie przyszło łatwo. Pierwszy mecz o mistrzowski tytuł odbył się na torze „Byków”, którzy wykorzystali atut własnego obiektu i wygrali ośmioma punktami. Rewanż był jeszcze bardziej zacięty, a emocje trzymały do ostatnich biegów. Przed wyścigami nominowanymi w dwumeczu był remis. Więcej zimnej krwi zachowali leszczynianie i dzięki dwóm podwójnym wygranym 5:1 zapewnili sobie tytuł po raz piętnasty w historii klubu. Brąz po równie zaciętej walce z Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra przypadł mistrzom Polski sezonu 2016, Cash Broker Stali Gorzów. Zdaniem prezesa spółki zarządzającej rozgrywkami, był to dobry rok dla ligowego żużla w najwyższej klasie rozgrywkowej.

- Wyrównany poziom drużyn, a także kolejny rok, gdy kluby nie miały żadnych problemów z wypłacalnością, co jeszcze kilka lat temu stanowiło bolączkę. Dziś prezesi klubów realnie podchodzą do swoich kosztów, zawodnicy są opłacani na miarę możliwości budżetowych, a ośmiozespołowa PGE Ekstraliga jest na ten moment optymalnym rozwiązaniem z punktu widzenia sportowego, finansowego i organizacyjnego – podsumował.

Pozytywnie oceniona została także praca sędziów, a także komisarzy torów, których wprowadzono do rozgrywek w 2013 roku.

- Komisarze torów to dobre rozwiązanie i uważam, że od czasu wprowadzenia tej funkcji w polskim żużlu wiele poprawiło się pod względem bezpiecznego przygotowywania nawierzchni do zawodów. Jeśli chodzi o sędziów, to ocena ich pracy należy do Głównej Komisji Sportu Żużlowego, której podlegają. Dla mnie arbitrzy pracowali w tym sezonie – stosując w szkolną skalę ocen – na czwórkę – powiedział Stępniewski.

Do sporej ilości pozytywnych emocji, które towarzyszyły kibicom w minionym sezonie, trzeba jednak dodać przysłowiową „łyżkę dziegciu”. Tą z pewnością jest sprawa stosowania przez Grigorija Łagutę dopingu. Rosyjski zawodnik ROW-u Rybnik został przyłapany na stosowaniu niedozwolonej substancji, co w efekcie przyniosło spore zamieszanie w tabeli po rundzie zasadniczej. Przez długi czas władze ekstraligi nie podejmowały żadnych decyzji, czekając na rozwój sytuacji związanej z toczącym się postępowaniem przeciwko Łagucie w komisji antydopingowej. Ostatecznie „Rekiny”, mimo iż po walce na torze zajęły szóste miejsce, po odjęciu trzech punktów spadły z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Uchroniło to od bezpośredniego spadku największe zaskoczenie sezonu - fatalnie spisujący się zespół Get Well Toruń. Zawodnicy z grodu Kopernika by pozostać w ekstralidze musieli jednak zmierzyć się w barażu ze Zdunek Wybrzeżem Gdańsk. Po równie ciekawym dwumeczu jak w finale torunianie obronili miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale echa barażu słychać do dziś. Mowa tu o próbie przekupienia jednego z zawodników Wybrzeża, by w rewanżu na własnym torze pojechał dużo słabiej. Sprawa trafiła do prokuratury i toczy się śledztwo. Sytuacja ta z pewnością pozostawia spory niesmak i nie wiadomo jak się zakończy.

Problemem, który często utrudniał rozgrywanie spotkań, była panująca aura.

- Nie mieliśmy szczęścia do pogody u progu sezonu 2017, a wiosenne mecze były zbyt często przekładane, co nie podobało się kibicom. Pamiętajmy jednak, że chodziło nie tylko o opady deszczu, ale także o bardzo niską temperaturę powietrza. Jedno i drugie uniemożliwiało przygotowanie bezpiecznych torów do zawodów, a bezpieczeństwo jest dla nas najważniejszym drogowskazem przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Rokrocznie opóźniamy start rozgrywek o tydzień, aby zapobiegać problemom z pogodą, ale na niektóre rzeczy nie mamy wpływu – powiedział prezes Stępniewski.

Jednym z rozwiązań, które być może ograniczy ilość przekładanych spotkań z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych może być stosowanie specjalnych plandek zasłaniających tor. Na takie rozwiązanie zdecydowano się w finałowej potyczce na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.

- Możemy z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że finałowy mecz PGE Ekstraligi odbył się we Wrocławiu dzięki plandece, ponieważ opady deszczu, które pojawiły się w stolicy Dolnego Śląska były naprawdę długotrwałe. Plandeka zdała egzamin, ale warto powiedzieć, że warunkiem rozegrania meczu musi być też ustanie opadów deszczu w dniu zawodów, gdy można taką plandekę zdjąć i odpowiednio przygotować tor do rywalizacji. Wiemy już, że plandeka to nie wszystko. Musi ona stanowić system naczyń połączonych z dobrym odwodnieniem toru – tzw. odwodnieniem liniowym przy krawężniku. Jedno bez drugiego nie funkcjonuje, ponieważ woda musi znajdować - przy intensywnych opadach - swoje ujście. Dokonaliśmy symulacji kosztów i sprawdzenia torów na wszystkich stadionach ekstraligowych. Wiemy dziś, że poprawa systemów odwodnienia oraz zakupienie plandek to spore koszty, które w dużej mierze spoczną na barkach właścicieli obiektów. Stąd też podjęta została decyzja, że wymóg posiadania certyfikowanej plandeki oraz systemu odwodnienia będzie w PGE Ekstralidze od 2021 roku – dodał Stępniewski.

Są jednak zmiany, które wprowadzone będą już od przyszłego roku. W nowych rozgrywkach drużyny rywalizować będą w składach liczących od 6 do 8 zawodników, a nie jak miało to miejsce dotychczas - do 7. Tym ósmym, rezerwowym mogą być zawodnicy krajowi lub obcokrajowcy do 23 roku życia (biorąc pod uwagę rok urodzenia). Krajowi będą mogli zastępować juniorów swoich zespołów po jednym razie, ale także innego zawodnika jako rezerwa zwykła. Najważniejsze, by maksymalna liczba startów rezerwowego nie przekroczyła siedmiu – pięć startów zwykłych plus jedna rezerwa taktyczna i jedna rezerwa zastępująca.

Drugą istotną zmianą jest ograniczenie odwoływania meczów ligowych z powodu startów zawodników w mistrzowskich imprezach międzynarodowych. W tym celu rozszerzono możliwość stosowania przez kluby zasady tak zwanego „zastępstwa zawodnika”. Jeżeli termin zawodów ligowych pokryje się z zawodami FIM lub FIM Europe, przy spełnieniu odpowiednich warunków, żużlowiec konkretnego klubu zgłoszony do składu będzie mógł otrzymać status „zawodnika zastępowanego”. Dotychczas mogło tak się stać tylko w przypadku choroby lub kontuzji. Na takie rozwiązanie zdecydowano się m.in. z uwagi na coraz bardziej kapryśną aurę, która często krzyżuje plany rozegrania spotkań ligowych zgodnie z terminarzem, a później trudno jest znaleźć dogodny termin, by oba zespoły wystąpiły w optymalnych składach. Nie zmieni się za to format rozgrywek, który zdaniem organizatora jest na dziś optymalny.

- Bezwzględnie w PGE Ekstralidze będzie osiem drużyn, które będą rywalizowały w dotychczasowym formacie, a więc sezon zasadniczy na zasadzie każdy z każdym mecz i rewanż, a następnie runda play off, w ramach której odbędą się półfinały i finały – powiedział Stępniewski.

Jak zawsze po sezonie rozkręca się powoli karuzela transferowa. Są już zawodnicy, którzy oficjalnie poinformowali o rozstaniach ze swoimi dotychczasowymi pracodawcami. Coraz głośniej mówi się więc o zmianach w poszczególnych zespołach. Formalnie jednak umowy będzie można podpisywać dopiero od 1 listopada. Wówczas to otwiera się tak zwane okno transferowe.