Piłka ręczna

Bygma Golden League: Znamy kadrę piłkarzy...

Polacy trenowali w Gdańsku od czwartku, a w środę rano wylecieli do Danii, gdzie wezmą udział w turnieju Bygma Golden League. W czwartek podopieczni trenera Piotra Przybeckiego zmierzą się w Broendby z mistrzem świata i wicemistrzem olimpijskim Francją, dwa dni później zagrają w Aarhus z gospodarzami imprezy, złotymi medalistami igrzysk w Rio de Janeiro, a w niedzielę w Herning z wicemistrzem globu, Norwegią.

 

„Zmierzymy się ze znakomitymi zespołami, ale na pewno nie czujemy się przegranymi już przed meczem, bo takie podejście nie ma sensu. Nie zamierzamy się poddawać, bo ambitny sportowiec, a za takiego się uważam, chce wygrywać każde spotkanie. Moi koledzy mają takie same nastawienie. Nie mamy nic do stracenia i chcemy pokazać to, co mamy najlepsze. Znamy swoje miejsce w szeregu, ale nie stoimy na straconej pozycji, bo wiemy, że walka czyni cuda” – stwierdził.

 

Paczkowski uważa również, że rywalizacja z tymi zespołami, bez względu na wynik, wyjdzie polskiej reprezentacji na dobre.

 

„Jesteśmy na inny etapie niż rywale, bo znajdujemy się w fazie kształtowania drużyny narodowej, dlatego każda minuta z nimi na parkiecie jest niezwykle ważna. Do Danii jedziemy jednak nie tylko po naukę, bo jesteśmy głodni sukcesów i głodni zwycięstw” – podkreślił.

 

Na prawym rozegraniu trener Piotr Przybecki ma do dyspozycji aż trzech zawodników – poza Paczkowskim także Michała Szybę (Kadetten Schaffhausen) oraz Rafała Przybylskiego (Fenix Toulouse Handball). W dodatku z powodu kontuzji zgrupowanie musiał opuścić Marek Szpera (MMTS Kwidzyn).

 

„To wyjątkowa sytuacja, bo na tej pozycji z reguły mieliśmy deficyt leworęcznych graczy. Wydaje mi się jednak, że trener Przybecki nie narzeka na ten urodzaj” – skomentował.

 

Latem 24-letni zawodnik został na dwa lata wypożyczony z PGE VIVE Kielce do mistrza Ukrainy, Motoru Zaporoże.

 

„Gram regularnie po 30-40 minut w każdym spotkaniu, a w Kielcach na taką porcję minut z pewnością nie mógłbym liczyć. Liga ukraińska nie jest co prawda zbyt wymagająca, bo poza nami liczy się jedna, może dwie drużyny, ale ze wszystkiego można wyciągnąć pozytywy. Jeśli zespół potrafi się odpowiednio nastroić przed meczem, o którym wie, że wygra różnicą 20 bramek, to również ma swoją wartość” – ocenił.

 

Szkoleniowcem Motoru jest 34-letni Patryk Rombel, który wcześniej prowadził MMTS Kwidzyn. Paczkowski zapewnia jednak, że nie może liczyć na szczególne względy rodaka.

 

„Trener Rombel był zwolennikiem mojego transferu, ale nie faworyzuje mnie. To typ nienasyconego szkoleniowca, który na każdym treningu wymaga maksymalnego zaangażowania i zawsze chce więcej oraz lepiej. Ale to moim zdaniem dobra cecha” – dodał.

 

Reprezentant Polski zapewnia, że nie miał żadnych problemów z aklimatyzacją w nowym miejscu.

 

„To jest normalny klub i normalne miasto. Może trochę wizualnie odbiega od Polski, ale to żaden problem. W liceum miałem co prawda język rosyjski, ale do jego nauki nie przywiązywałem większej wagi. Wtedy nauczyłem się tylko czytać i pisać, co teraz okazało się bardzo przydatne. Po kilku miesiącach mówię już poprawnie, a większość rzeczy rozumiem. Na razie wszystko idzie dobrym rytmem i zmierza w odpowiednim kierunku, aczkolwiek o tym, czy wyjazd na Ukrainę wyszedł mi na dobre, będę mógł ocenić po dwóch latach” – podsumował Paczkowski.