Żużel

Żużlowa GP: Dudek wicemistrzem świata

Smallbrook pachnie czosnkiem i doskonałą rockową nutą. W 1970 roku, kiedy ojciec Jasona – Kevin Doyle, były żużlowiec, miał 18 lat, na Isle of Wight odbył się festiwal muzyczny, który przyciągnął rzeszę 600 000 fanów dobrego brzmienia. Na scenie nieopodal stadionu żużlowego zagrały takie kapele jak The Who, Procol Harum, The Doors, The Moody Blues. Nie zabrakło Jimiego Hendrixa i Milesa Davisa. Kosmiczne zestawienie. Doyle junior wychował się na zgrabnej nucie, ale w życiu nie przypuszczał, że zostanie tak ciepło przyjęty przez zespół Islanders. Mógł spać u zbzikowanej brytyjskiej familii, dla której speedway był ważniejszy od porannej lektury The Guardian. Miał skromny warsztat i kilkadziesiąt funtów za każdy zdobyty punkt. Pływał promem do Portsmouth, zarywał noce, ale oba oczodoły miał zanurzone w wyścigach. Dałby się pokroić za speedway. Nie przerażały go nawierzchnie bardzo przyczepne, nie bał się betonowych torów, wchodził w najwęższą szczelinę. Zauważono jego talent w Poole, ale przyplątały się kontuzje. Debbie Hancock była tak zauroczona jego pasją, że w wysłużonych kapciach maszerowała w środku nocy do biura w Somerset, aby odebrać fax z Australii od Jasona Doyle’a. Doyle nerwowo przygryzał paznokcie, bo wiedział, że od pozwolenia na pracę na Wyspach uzależnione jest jego dalsze funkcjonowanie. Ścigał się jak szalony dla Poole, Somerset, Rye House, Newport, Birmingham, Leicester i Swindon. W tym sezonie wystąpił w 100 meczach! To spora dawka speedwaya. W porywającym stylu sięgnął po tytuł drużynowego mistrza Anglii, świętował jak opętany z drużyną Swindon Robins, ale w głębi duszy wiedział, że najważniejszy jest start w cyklu Speedway Grand Prix. I dopiął swego w Melbourne, na ziemi praojców speedwaya, choć 21 dni jakie minęły od GP w Toruniu były katorżniczą walką z kalkulatorem i stresem. Biedna Emily, małżonka Jasona, sporo wycierpiała…

 

Mildura prawdę ci powie

 

To stare dzieje, ale rejs łódką po rzece Murray w Mildura, sennym miasteczku położonym na trasie z Melbourne do serca outbacku – Alice Springs, potrafi zainspirować wschodzącą gwiazdę speedwaya. „Płynąłem z Tonym Rickardssonem i Leigh Adamsem. Obaj rozprawiali w najlepsze o turbo bliźniakach: Darcym Wardzie i Chrisie Holderze prorokując, że do tej dwójki będzie należała przyszłość w Speedway Grand Prix. Pomyślałem sobie: hola panowie, sekundkę, a może uwzględnilibyście mnie w swoich planach? Ja też udowodnię wam, że tytaniczną pracą mogę dotrzeć na szczyt. Przez lata pozostawałem w cieniu tych znakomitych zawodników, ale nie przestałem wierzyć, że pomimo pękniętych kręgów, przebitego płuca, złamanych żeber i kości śródstopia, cokolwiek może mnie zatrzymać w drodze po złoty medal. Zdobyłem dwa brązowe medale w Drużynowym Pucharze Świata, ale to nie to samo. Bywało, że zdobywałem więcej punktów od Chrisa i Darcy’ego w drużynówce, a media i eksperci i tak trąbili o Holderze i Wardzie pomijając mój dorobek. Kiedy po latach starań zdobyłem tytuł indywidualnego mistrza Australii w 2015 roku, przełamałem barierę strachu przed nieznanym i niemożliwym. Zacząłem wierzyć, że mogę być najlepszy na świecie. Emily, miłość mojego życia, podsycała we mnie wiarę, że zostanę królem speedwaya” – wyznaje Doyle.

 

Jason był zapatrzony w innego Jasona… Crump od dawna go fascynował. Wydzwaniał do trzykrotnego indywidualnego mistrza świata, gdy po raz pierwszy zagościł w stawce GP. To było nieznane terytorium, więc potrzebował fachowej wiedzy. Nie przypuszczał, że w październiku 2017 roku sam Jason Crump pracujący jako reporter dla australijskiej telewizji, pogratuluje mu genialnych manewrów na pierwszym wirażu. „Chodziłem jak opętany od czasu występu w Toruniu. Liczyłem co wydarzy się gdy zdobędę w Melbourne 5 czy 6 punktów. Emily miała mnie serdecznie dosyć, bo nieustannie myślałem o GP Australii i 7 perfekcyjnych startach na Etihad Stadium. Pamiętałem co wydarzyło się w Melbourne w 2015 roku kiedy doznałem wstrząsu mózgu, połamałem dwa kręgi i nie wiedziałem, w którym szpitalu się obudziłem… Startowałem z trzema pękniętymi kośćmi, ale mając pierwsze pole startowe w czwartym wyścigu musiałem zanurkować pod Martina Vaculika i delikatnie wypchnąć go z wewnętrznej części toru. Udało się. Zdobyłem 3 punkty, a Patryk Dudek stracił oczko w pierwszej serii na rzecz Emila Sajfutdinowa. Do szczęścia brakowało 5 punktów. Pokonałem Rosjanina w drugiej serii startów i byłem o włos od złota. Jednak życie nauczyło mnie, aby nie cieszyć się przedwcześnie. Crumpie zachwalał moją akcję w 10 wyścigu, kiedy po przespanym starcie wjechałem odważnie pomiędzy Sama Mastersa a Piotra Pawlickiego. To niezwykłe, że tak wielki mistrz, najwybitniejszy Australijczyk w historii, był pod wrażeniem mojej jazdy. Walczyłem do końca, choć po 10 wyścigu nic już nie mogło pozbawić mnie złotego medalu. Pamiętałem co czuł w 2016 roku Chris Holder kiedy wygrał GP Australii. Nie chciałem okraść siebie z takiej przyjemności, dlatego w finale z animuszem zaatakowałem Dudka. Jeszcze nie wierzę w to, że jestem szóstym Australijczykiem, który zasiadł na żużlowym tronie… Wystartuję jeszcze w dwóch turniejach w ojczyźnie, a potem wrócę do Anglii, odpocznę chwilkę i wybiorę się do Polski, aby poddać się operacji. Moja prawa stopa jest w opłakanym stanie. Nie mogę biegać…” – mówił wzruszony Jason Kevin Doyle. Człowiek, który w 2013 roku zdobywał dla Somerset Rebels mistrzostwo drugiej ligi brytyjskiej w jeździe parami. Nazwano go amatorem, bo ścigał się w podrzędnych turniejach na starych silnikach. Jak dziś czują się ci, którzy uwłaczali Doylowi?

 

Operacje… W Polsce konieczny będzie przeszczep skóry, aby ulżyć pękniętej kości śródstopia. Ponadto Doyle odczuwał chroniczny ból barku. Wypadał mu 11 razy. Był częstym gościem rozmaitych szpitali aż do czasu operacji w Barcelonie w 2016 roku. „Gdybym wiedział, że w Katalonii są tak znakomici fachowcy… Poddałbym się operacji 9 lat temu. Teraz mogę spać spokojnie. Ostatnio nie mogłem zmrużyć oka, ale powodem nie był bark. Bałem się, że cokolwiek sknocę w Melbourne. A teraz jestem szczęśliwy, bo zapisałem się w historii światowego speedwaya” – mówi Doyley.

 

Lionel van Praag w 1936 roku, Bluey Wilkinson dwa lata później. Jack Young w 1951 oraz 1952 roku. Jason Crump w 2004, 2006, 2009 i Chris Holder w 2012 roku. Tylu utalentowanych żużlowców wydała na świat Australia, a tylko sześciu złotych medalistów pochodzi z Down Under. Doyle pracował w pocie czoła na swój wymarzony tytuł. A Barcelonę – miasto, w którym zapomniał o wypadającym barku – odwiedzi w ostatni weekend listopada kiedy przyleci na galę mistrzów świata FIM, która odbędzie się w Pirenejach w najwyżej położonej europejskiej stolicy – w Andorra la Vella. Van Praag będzie spoglądał na niego z niebiańskiej sofy… Doyle był niespełna dwuletnim brzdącem kiedy 15 maja 1987 roku pierwszy indywidualny mistrz świata, Australijczyk z krwi i kości, umierał na farmie w Greenslopes w stanie Queensland…

 

Srebrny debiut Dudka

 

Silnik klekotał, jakby sugerując, że jego żywot dobiega końca. Dokładnie takie same objawy zdradzała fura Patryka Dudka podczas GP w Toruniu, ale wówczas syn Honoraty i Sławomira nie miał problemów z złotym pocałunkiem złożonym na szachownicy. W Melbourne Duzers był piekielnie szybki, ale w finale nie wytrzymał nadciągającej nawałnicy Jasona Doyle’a. Patryk prezentuje iście australijskie podejście do speedwaya. Jest zdeterminowany, aby odnieść sukces, ale nie podpala się zanadto. Szanuje każdego przeciwnika i przyjmuje do wiadomości, że Justin Sedgmen czy Rohan Tungate mogą napytać biedy faworytom. Rohan Tungate, zawodnik pierwszoligowego Orła Łódź, był najskuteczniejszym uczestnikiem GP Australii. Startował z pozycji rezerwowego co jest szalenie trudne, bo nigdy nie wiadomo kiedy wyślą cię na front, ale spisał się rewelacyjnie wygrywając 13 i 19 wyścig. Tungate pokonał Macieja Janowskiego i Bartosza Zmarzlika, co tylko ilustruje jak nieprzewidywalny jest współczesny speedway i jak należy szanować indywidualnego mistrza Słowacji z 2016 roku, choć urodzonego w Kurri Kurri żużlowca…

 

Patryk może utonąć w wannie rozkoszy, bo srebrnego medalu nie wywalczył żaden debiutant w cyklu Speedway Grand Prix. Poezja. Sylwetka a la nieodżałowanej pamięci Kelly Moran, finezja i precyzyjny wybór ścieżek to atrybuty Patryka. On nie rozdziera szat po przegranym wyścigu, nie załamuje rąk i nie kreuje się na celebrytę. Może dlatego, że w dzieciństwie fascynował się wyścigami superbikes i podziwiał dwukrotnego mistrza świata Maxa Biaggi? Posiada zdrowy dystans do otaczającego go świata. Owszem, podziwia kunszt współczesnych herosów jednośladów, ale nie pada na kolana jak las clavadistas klękający przed figurką zanim znikną w czeluści La Quebrada. Tai Woffinden, miłośnik ekstremalnych wyczynów, kręcący backflipy i jeżdżący na nartach jak Alberto Tomba, pofolgował sobie odstępując od ścisłej diety. „Jest koniec sezonu, więc rzadko zaglądałem do siłowni ostatnimi czasy. Jadłem osobliwe potrawy, ale jestem zadowolony, że mając takie wahania formy zdobyłem brązowy medal” – wyznał Tai, który w Melbourne radował się, gdyż mógł odwiedzić starego dobrego kumpla Steve’a Johnstona. Johno, największy kawalarz w świecie żużla, startował w Sydney podczas GP Australii w 2002 roku… Szmat czasu. Budował z tatą Taia tor Pinjar Park nieopodal Perth. Cudny jegomość.

 

Do starego kumpla, z którym ścigał się i zdobywał złote medale w Poole, udał się Maciej Janowski. Magic, który wygrał w tym roku dwie rundy GP: w Horsens i w Cardiff, pamięta o złotych czasach prosperity w barwach Poole Pirates. Wrocławianin zajął niewdzięczne, czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Speedway Grand Prix, ale wie, że choć medale są istotne, to solą człowieczeństwa jest okazywanie serca potrzebującym. Maciej spędzi tydzień w Gold Coast u Darcy’ego Warda. Darcy, który jest przykuty do wózka inwalidzkiego, potrzebuje pozytywnych wibracji, a Maciej zawsze spogląda w stronę słońca. Piękne, że Maciej nie obiera kursu na Europę, tylko odwiedzi wspaniałego chłopaka rodem z Queensland…

 

Davey Watt zakończył karierę występem na Etihad Stadium. Na tłumiku zamontowanym na bike’u Watta można było dostrzec napis DW43. Watt pamięta o dramacie Warda. Darcy był wielkim talentem, prawdopodobnie największym kozakiem od czasów Michaela Lee. Tylko Mike The Bike i Darcy tak bawili się jazdą na żużlówce. Kiedy słońce zajdzie nad rzeką Yarra, nikt nie będzie rozpamiętywał szalonych wyścigów na Etihad Stadium. Żużlowa brać zdała egzamin celująco. Darcy Ward na zawsze jest z nami…