Najzdolniejsi tenisiści młodego pokolenia, którzy nie przekroczyli 21 roku życia (stąd skrócona nazwa Next Gen w języku Szekspira) odczują na własnej skórze czy śmiały eksperyment ma sens. Tenisowym purystom trudno sobie uzmysłowić jak to możliwe, aby rozgrywać tiebreak przy stanie 3-3, ale w Mediolanie w centrum wystawienniczym Fiera nowe reguły wejdą w życie. 
 
Kibice będą mogli wędrować podczas wymian za wyjątkiem przestrzeni za linią końcową. Niesłychane! Jared Donaldson będzie ocierał pot z czoła, a kibice będą mogli przechadzać się do woli jakby podziwiali katedrę Duomo di Milano. Jeżeli Borna Corić zaserwuje z kickiem, a piłeczka dotknie taśmy i spadnie na stronę kortu zajmowaną przez przeciwnika, sędzia nie krzyknie: let, lecz przyzna punkt Chorwatowi. 
 
Skrócony zostanie czas rozgrzewki: zawodnicy będą mieli zaledwie 5 minut przed pierwszą akcją. Słuchawki na uszach i konsultacje z trenerem? Dlaczegóż by nie? Tenisiści będą zachęcani, aby wymieniać myśli z trenerem w języku angielskim, a zatem jeśli Koreańczyk Hyeon Chung, który z trudem składa angielskie sylaby, zapragnie skorzystać z rad trenera, nie będzie rysował szlaczków, tylko założy słuchaweczki i będzie konwersował ze swym opiekunem czy częściej grać na bekhend Karena Chaczanowa i rzadziej chadzać do siatki. Ponadto zostanie zamontowany specjalny zegar, który pozwoli widzom obserwować czy zawodnik przestrzega 25 sekund na wprowadzenie piłki do akcji czy też łamie regułę. 
 
We współczesnym deblu przy stanie równowagi, odbierający mają głos i wybierają kto będzie returnował. Podczas turnieju w Mediolanie zaniechana zostanie gra na przewagi. Co więcej, przy stanie 40-40, serwujący będzie miał decydujący głos, a nie returnujący. Mecze będą rozgrywane wedle konwencji best of five, a więc do trzech wygranych setów, ale wyniki setów będą inne niż zazwyczaj: 4-1, 2-4, 3-4 bądź 4-0. Mało innowacji!? Czyżby? Podczas Next Gen ATP Finals nie będzie potrzeby, aby zatrudniać sędziów liniowych. Za ocenę spornych piłek odpowiedzialny będzie system Hawk-Eye.
 
Tylko raz w trakcie meczu tenisista będzie mógł skorzystać z tzw. medical timeout. Wizyta specjalisty, który będzie miał za zadanie uśmierzyć ból nie może trwać dłużej aniżeli 180 sekund.
 
Korytarze deblowe? Zbędny trud. Nie będzie trzeba zawłaszczać terenu pod korytarze deblowe. W 1998 roku dwaj Hiszpanie: Alex Corretja i Carlos Moya grali w finale turnieju Masters w Hannoverze bez korytarzy deblowych i widowisko nie ucierpiało, więc czemu nie spróbować gry bez korytarzy? Nowy format to wyjście naprzeciw oczekiwaniom młodych ludzi, którzy żyją szybciej, w zawrotnym tempie i chcą większej dawki adrenaliny niż tradycjonaliści, którym nie przeszkadza mecz deblowy w Pucharze Davisa trwający 7 godzin i 1 minutę. Czy eksperyment się przyjmie? Czas pokaże, ale czyż nie po to żyjemy, aby uciekać przez dziurkę w ramce jak Tytus w niezapomnianych komiksach Papcio Chmiela?
 
Zwieriew odpoczywa, ale zagra w pokazówce
 
Turnieje mistrzów w „dorosłym” tenisie obrosły tradycją. Wszak premiera Masters miała miejsce w 1970 roku. Od czasu pierwszego starcia tytanów w japońskim Tokio (zwycięzcą był Stan Smith) tenisowe turnieje mistrzów są wielce wyczekiwanym świętem premiującym ośmiu najlepszych tenisistów w skali sezonu. Któż zakochany w tenisie nie pamięta porywających, wywracających trzewia finałów Masters pomiędzy Ilie Nastase i Guillermo Vilasem (Melbourne’1974), Ivanem Lendlem i Vitasem Gerulaitisem (Nowy Jork’1981), Petem Samprasem i Borisem Beckerem (Hannover’1996), Davidem Nalbandianem i Rogerem Federerem (Szanghaj’2005)? To klasyki, do których z nutką sentymentalizmu powraca się o każdej porze dnia i nocy.  
   
Twórcy Next Gen ATP Finals chcą po trosze czerpać ze sprawdzonych wzorców. Przez blisko 11 miesięcy tenisiści, którzy nie przekroczyli 21 roku życia mozolnie zbierali punkty do rankingu, aby znaleźć się w gronie siedmiu najlepszych rakiet na świecie. Skoro starzy mistrzowie i uznane sławy mają swój turniej mistrzów w londyńskiej O2 Arena, to dlaczego największe tuzy młodej generacji miałyby zostać ograbione ze splendoru? Mediolan ma szansę powtórzyć sukces Tokio. To oczywiste, że potrzeba lat, aby turniej Next Gen ATP Finals obrósł legendą, ale kiedyś trzeba stworzyć zalążek czegoś wielkiego. Ponadto, kierunek obrany przez światowe władze tenisa jest bardzo dobry, bo promuje przyszłych mistrzów i daje im znakomitą pozycję marketingową na gęstniejącym rynku sportowych gwiazd. 
 
Niemiec Alexander Zwieriew, niepokorne dziecko kortu, zgromadził kosmiczny bagaż punktów (4490) i oderwał się od peletonu, któremu przewodzi Rosjanin Andriej Andriejewicz Rubliow (1219 punktów). Andriej wygrał w tym roku turniej w chorwackim kurorcie Umag (uczynił to jako szczęśliwy przegrany), awansował do ćwierćfinału US Open i z pewnością będzie jednym z faworytów Next Gen ATP Finals w Mediolanie. Zwieriew wycofał się z występu w stolicy Lombardii, gdyż nie chce eksploatować organizmu przed występem w turnieju Masters – Nitto ATP Finals w Londynie. Zwieriew czuje się na siłach, aby zmierzyć się z największymi legendami tenisa: Rafą Nadalem i Rogerem Federerem. Występ w Londynie nie oznacza całkowitej absencji Zwieriewa w Mediolanie. Alexander pojawi się we Włoszech. We wtorek 7 listopada, tuż po dwóch pierwszych meczach sesji popołudniowej, Zwieriew rozegra pokazowe spotkanie z rezerwowym, bardzo zdolnym Grekiem Stefanosem Tsitsipasem. 
 
Przed laty guru rosyjskiego tenisa, były kapitan kobiecej i męskiej kadry – Szamil Anwiarowicz Tarpiszczew, jął utyskiwać, że wkrótce zabraknie następców Kafielnikowa, Safina, Dawidienki, Jużnego i Tursunowa. Na szczęście Szamil uroczo się mylił, gdyż w gronie uczestników młodzieżowego Masters jest aż trzech tenisistów z Rosji. Oprócz wspomnianego Rubliowa, do Mediolanu przybyli Karen Abgarowicz Chaczanow (trzeci w rankingu Next Gen) oraz Danił Siergiejewicz Miedwiediew (spec od rzucania monet w kierunku sędziego na kortach Wimbledonu). A zatem rosyjska tenisowa szkoła święci triumfy… 
 
Nie zabraknie młodego Amerykanina, który jako 14-latek przeniósł się z USA do Argentyny, aby nie być jednowymiarowym tenisistą, który posyła pociski z forhendu i serwuje jak drwal. Jared Donaldson, bo o nim mowa, przed laty grywał z Argentyńczykiem Diego Schwartzmanem, dziś 25 rakietą globu. Jest wszechstronnym tenisistą, który doskonale czuje się na korcie ziemnym, nie boi się grać na szybkiej nawierzchni w hali, a i trawa nie jest mu obca. Donaldson jest piekielnie zdolny. Amerykanie dochowali się ciekawego pokolenia. Od czasów Andre Agassiego, Michaela Changa, Jima Couriera, Pete’a Samprasa, nie mieli tylu zdolnych młodych tenisistów. Donaldson trzyma w dłoniach pochodnię, a za nim aż roi się od utalentowanych rodaków: Frances Tiafoe, Taylor Fritz, Ernesto Escobedo, Stefan Kozlov, Michael Mmoh, Tommy Paul i Reilly Opelka. 
 
W Mediolanie wystąpi juniorski mistrz Wimbledonu’2016 i półfinalista tegorocznego turnieju Masters Series w Montrealu – Kanadyjczyk Denis Wiktorowicz Szapowalow, który nie tylko podbija światowe korty, ale również zagościł na okładce znakomitego magazynu traktującego o modzie „Vogue”. Miłośnicy tenisa rodem z Bałkanów będą ukontentowani, bo w gronie czołowych młodzieżowych strzelb nie zabraknie Chorwata Borny Coricia, juniorskiego mistrza US Open’2013. Jedynym Azjatą, który znalazł się wśród uczestników Next Gen ATP Finals jest Koreańczyk Hyeon Chung, który wygrał już osiem turniejów rangi challenger, a w Mediolanie spotkał się w gwiazdami futbolu: napastnikiem Interu – Andreą Pinamontim oraz pomocnikiem AC Milan – Manuelem Locatellim. 
 
Struktura obsady turnieju Next Gen ATP Finals jest następująca: siedmiu najlepszych singlistów w młodzieżowym rankingu oraz dzika karta dla najlepszego włoskiego tenisisty wyłonionego w drodze eliminacji. Został nim Gianluigi Quinzi, juniorski mistrz Wimbledonu’2013. Quinzi to były numer 1 juniorskiego rankingu i król londyńskiej trawy. W pamiętnym finale Wimbledonu Gianluigi Quinzi pokonał Hyeon Chunga z Korei Południowej 7-5, 7-6. Quinzi musiał solidnie napracować się, aby znaleźć się w gronie uczestników Next Gen ATP Finals. W finale eliminacji rozegranym w niedzielny wieczór 5 listopada, Gianluigi pokonał swojego rodaka Filippo Baldi. Mecz rozgrywano wedle nowych reguł. Wynik pięciosetowej batalii: 3-4, 3-4, 4-2, 4-2, 4-2. Quinzi znakomicie jeździ na nartach. Jako młody chłopak trenował narciarstwo alpejskie. Po wywalczeniu awansu do Next Gen ATP Finals, zażartował, że w razie odpadnięcia w fazie grupowej, wybierze się poszusować na białym puchu. Do Madonna di Campiglio z Mediolanu ma zaledwie 2 godziny i 45 minut jazdy samochodem. Tylko tyle za kółkiem, aby podziwiać przepiękne stoki masywu Prasanella…
 
Pochwały od Bjorkmana i Couriera
 
Turniej w Mediolanie rozpocznie się we wtorek 7 listopada. Mecze fazy grupowej (wtorek – czwartek) będą rozgrywane w dwóch sesjach: popołudniowej oraz wieczornej. Start popołudniowej sesji wyznaczono na godzinę 14, a wieczornej na 19.30. Od wtorku do czwartku każdego dnia odbędą się cztery mecze fazy grupowej. W grupie A zagrają: Rubliow, Szapowalow, Chung i Quinzi. W grupie B rywalizować będą: Chaczanow, Corić, Donaldson i Miedwiediew. 
 
Półfinały (przeznaczone dla dwóch najlepszych tenisistów z każdej grupy) odbędą się w piątek 10 listopada. Pierwsze półfinałowe starcie rozpocznie się o godzinie 19, a drugi półfinał zaplanowano na 21.
 
W sobotę 11 listopada rozegrany zostanie mecz o 3 miejsce (wystąpią w nim przegrani w półfinałach, początek o 19). Wielki finał zaplanowano na godzinę 21. Dzień później, w niedzielę 12 listopada, w Londynie rozpocznie się turniej mistrzów Nitto ATP Finals… 
 
Najtańsze wejściówki na turniej w Mediolanie kosztują 20 euro, a najdroższy bilet na niedzielny finał wiąże się z obowiązkiem wysupłania z sakiewki 160 euro.
Nagrody finansowe dla uczestników Next Gen ATP Finals są kuszące. Za sam udział przysługuje premia w wysokości 50 000 dolarów amerykańskich. Każde zwycięstwo w fazie grupowej (gwarantowane 3 mecze) zostanie wycenione na 30 000 dolarów amerykańskich. Rezerwowy Stefanos Tsitsipas otrzyma minimum 15 000 dolarów amerykańskich, a niepokonany zwycięzca turnieju (musi wygrać 5 meczów) zainkasuje 390 000 dolarów amerykańskich. 
 
Wszystkie mecze turnieje będzie można obejrzeć na sportowych kanałach Polsatu. 
 
Pojedynki zapowiadają się frapująco. Choć nie rozegrano jeszcze ani jednej akcji na kortach w Mediolanie, dawne sławy tenisa ciepło wyrażają się o nowym formacie rywalizacji. „Uwielbiam innowacje w tenisie. Bardzo podoba mi się pomysł o odmierzaniu czasu. Z tego co wiem, jeżeli wymiana będzie ekscytująca i zawodnicy będą musieli chwilę odpocząć po wyczerpującej akcji, sędzia pozwoli, aby publiczność oklaskami nagrodziła wysiłek tenisistów. Nie będzie podejrzeń o oszustwa związane z odliczaniem czasu, gdyż zawodnik będzie wiedział, że z chwilą, gdy sędzia oznajmi wynik, uruchomiony zostanie zegar. A kibice będą mogli oglądać jak na telebimie odliczany jest czas 25 sekund. To czytelna i potrzebna zmiana reguł. Zawodnicy bardzo się ucieszą, bo będą mieli jasność ile sekund pozostało im na odbijanie piłki przed skrętem barku i serwisem. Wspaniała inicjatywa” – wyznał były numer 1 światowego tenisa, kapitan amerykańskiej kadry w Pucharze Davisa – Jim Courier. 
 
Człowiek, który przez 80 tygodni był na szczycie rankingu singlistów, mistrz US Open’2001 i mistrz Wimbledonu’2002 – Australijczyk Lleyton Hewitt pochwala pomysł o krótkiej rozgrzewce sugerując, że profesjonaliści powinni być gotowi do rywalizacji z chwilą opuszczenia szatni. 
 
Piękną sentencję odnośnie umykającego i odmierzanego czasu uszył były numer 4 w singlu na świecie (pozycję tą dzierżył 3 listopada 1997 roku) oraz trzykrotny mistrz Wimbledonu w deblu (2002-2004), Szwed Jonas Bjorkman. „To wspaniały pomysł. Kocham takie inicjatywy. We współczesnym tenisie gracz posyła asa i sięga po ręcznik. Dla mnie nie ma znaczenia czy jest gorąco, doskwiera wysoka wilgotność powietrza albo jest okrutnie duszno. Naprawdę nie ma potrzeby sięgać po ręcznik i ociągać się ze wznowieniem gry po asie serwisowym” – rzekł trener Marina Cilicia. 
 
Mądre słowa, Jonas…