Przemek Garczarczyk: Na chwilę zapominamy o boksie. Za kilkadziesiąt godzin wylatujesz do Warszawy, aby być na pożegnalnym meczu twojego przyjaciela Artura Boruca. Jak zaczęła się wasza przyjaźń, pamiętasz pierwsze spotkanie?

Andrzej Fonfara: Oczywiście. Pierwszy raz spotkaliśmy się w Chicago w 2010 roku, kiedy reprezentacja Polski grała mecz towarzyski z kadrą Stanów Zjednoczonych. Ja walczyłem wówczas w USA o dwa pasy mniejszej rangi i nasz wspólny znajomy Ireneusz Wyszyński poznał mnie i Artura ze sobą. Ostatecznie spotkaliśmy się w hotelu, ja miałem ze sobą oczywiście pasy, żeby porobić sobie zdjęcia. Przyszedł jeszcze Michał Żewłakow i fajnie spędziliśmy ten czas. Później wybrałem się na mecz i zaczęliśmy kumplować się na dobre.

Czy kiedy spotkałeś się z Arturem pierwszy raz, to tematem były rzeczy ze świata piłki, boksu czy w ogóle nie związane ze sportem?

Wydaje mi się, że nie rozmawialiśmy dużo o sporcie, jednak musiałem wytłumaczyć mu czym są pasy, które trzymałem w rękach. Chwilę porozmawialiśmy więc o boksie, a następnie "weszły" luźne, życiowe tematy.

Czy bardzo pomylę się twierdząc, że macie podobne charaktery? Nie znam co prawda Artura tak dobrze jak ty, ale wydaje mi się, że obaj lubicie spokój wokół siebie. Otaczacie się ludźmi dobrze sobie znanymi.

Na pewno pewne cechy mamy podobne, jednak w wielu kwestiach trochę się od siebie różnimy. Moim zdaniem to pomaga w przyjaźni, gdy druga osoba stanowi uzupełnienie twoich wad i zalet. Póki co nasza relacja wygląda bardzo dobrze i przez te lata uniknęliśmy jakichkolwiek sprzeczek i kłótni. Byliśmy już w różnych sytuacjach i jak dotąd z każdej potrafiliśmy wybrnąć.

Cała rozmowa z Andrzejem Fonfarą w załączonym materiale wideo.