Piłka nożna

El. MŚ 2018: Wielkie hity! Plan transmisji...

Piłka nożna

El. MŚ 2018: Walka o ostatnich 9 miejsc w...

By pojąć tragizm dzisiejszej sytuacji, cofnijmy się nieco ponad trzy lata. 30 czerwca 2014 roku na murawę stadionu w Porto Alegre wybiegają piłkarze Niemiec i Algierii. Stawką jest awans do najlepszej ósemki na świecie. Mecz jest porywający. Drużyna z Afryki w niczym nie ustępuje faworytowi. Niemców kilka razy ratuje Manuel Neuer. Po trzymającej w napięciu do ostatniej sekundy dogrywce Niemcy wygrywają 2:1. Jak się później okaże, pokonują zdecydowanie najbardziej wymagającego rywala w drodze do finału z Argentyną - ani Francja w ćwierćfinale, ani tym bardziej Brazylia w półfinale nie będą tak bliskie wyrzucenia Niemców z turnieju.

 

W Brazylii pisali historię


Wielkie możliwości Algierczycy pokazują już w fazie grupowej. Z faworyzowaną Belgią przegrywają wprawdzie 1:2, ale długo prowadzą i zwracają na siebie uwagę kibiców. A kolejnym meczem tych kibiców w sobie rozkochują. Z Koreą Południową grają porywająco, zachwycająco, już do przerwy prowadzą 3:0, a cały mecz wygrywają 4:2, zostając tym samym pierwszą drużyną z Afryki, która w historii mistrzostw świata strzeliła cztery gole w jednym meczu.

W decydującym o awansie meczu z Rosją potrzebują punktu i choć spotkanie układa się dla nich fatalnie - gol Kokorina już w szóstej minucie - dopinają swego. Bramka Slimaniego daje im punkt i pierwsze w dziejach Algierii wyjście z grupy mundialu (po nieudanych próbach w 1982, 1986 i 2010 roku).

Meczu z Niemcami wygrać nie dają już rady, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że rodzi się drużyna, która zdominuje rozgrywki na kontynencie, a w perspektywie kolejnego mundialu może być zdolna do rzeczy wielkich. Przecież pamiętny mecz z Niemcami na ławce rezerwowych przesiedzieli ledwie 19-letni wówczas Nabil Bentaleb i 22-letni Riyad Mahrez - jeszcze przed debiutem w Leicester. Algieria miała być tylko mocniejsza i trudno dyskutować z tezą, że kadrowo... tak się właśnie stało.

 

Gwiazdy gasną w eliminacjach


Na zamykający eliminacje piątkowy mecz z Nigerią powołani zostali Mahrez i Slimani z Leicester, Brahimi z Porto, Bentaleb z Schalke, Ghoulam z Napoli, Mandi z Betisu. W poprzednich meczach występowali też była gwiazda Valencii Sofiane Feghouli z Galatasaray, bijący rekordy strzeleckie w Dynamie Zagrzeb Hillel Soudani, czy młodziutki Adam Ounas, który latem zamienił Bordeaux na Napoli. A są przecież jeszcze Rachid Ghezzal z Monaco, Saphir Taider z Bologny, Ishak Belfodil z Werderu, Sofiane Hanni z Anderlechtu...

Tę imponującą listę nazwisk można śmiało sprowadzić do hasła "potęga". Tak, Algieria pod względem obfitości futbolowych talentów jest potęgą; w kontekście afrykańskim - potęgą absolutną. Tymczasem do wspomnianego meczu z Nigerią "Lisy Pustyni", jak nazywa się reprezentację Algierii, przystąpią z ostatniego miejsca w tabeli eliminacyjnej grupy B. Ustępują w niej nie tylko Nigerii, ale również Zambii i Kamerunowi. W pięciu kolejkach Mahrez, Brahimi i spółka uzbierali - uwaga - jeden punkt! Bilans bramkowy: trzy strzelone - dziesięć straconych. Jak to w ogóle jest możliwe?

 

Karuzela trenerska rusza


Żeby zrozumieć przyczyny tej katastrofy musimy cofnąć się kilkanaście miesięcy, do kwietnia 2016 roku. Wtedy niespodziewanie o rozwiązanie obowiązującego do 2018 roku kontraktu z federacją algierską prosi francuski selekcjoner Christian Gourcuff. I zaczyna się farsa: przez półtora roku funkcję selekcjonera reprezentacji Algierii obejmuje kolejno... PIĘCIU (!) trenerów.

A przecież wcześniej wcale to tak nie wyglądało. Vahid Halilhodżić pracuje w Algierii trzy lata, wieńcząc swoją kadencję fantastycznym występem na brazylijskim mundialu. Po tym turnieju Bośniak nie decyduje się na kontynuowanie współpracy, ale wybór doświadczonego Gourcuffa zdaje się gwarantować dalszy postęp zespołu narodowego. I choć pierwszy poważny egzamin - Puchar Narodów Afryki 2015 - Francuz zdaje na ocenę co najwyżej dostateczną, nikt nie wykonuje nerwowych ruchów. Ba, Gourcuff dostaje propozycję przedłużenia kontraktu do 2018 roku, z której korzysta. Ale potem przychodzi kwiecień 2016, Gourcuff, skuszony propozycją pracy w ojczyźnie w Rennes, na własną prośbę odchodzi i zaczyna się jazda bez trzymanki.

 

Może Serb? A może jednak Belg?


Nabil Neghiz, jako selekcjoner tymczasowy, prowadzi Algierię w jednym meczu, zresztą wygranym 2:0 z reprezentacją Seszeli w ramach eliminacji Pucharu Narodów Afryki 2017. 26 czerwca związek organizuje prezentację nowego opiekuna drużyny narodowej. Zostaje nim serbski obieżyświat Milovan Rajevac. Warunki umowy nie zostają podane do wiadomości publicznej, ale wiadomo, że Serb ma prowadzić Algierię w eliminacjach rosyjskiego mundialu, a w przypadku awansu - również podczas turnieju finałowego.

Kontrakt, który ma obowiązywać do ostatniej kolejki eliminacji, zostaje rozwiązany... po pierwszej. Po zremisowanym 1:1 meczu z Kamerunem serbskiego trenera zaprasza do swojego gabinetu Mohamed Raouraoua, szef algierskiej federacji. Szczegółów rozmowy nie znamy, ale szybko poznajemy jej efekt - Rajevac składa rezygnację. Ciekawe, czy ma dziś satysfakcję, że tamten punkt z Kamerunem pozostaje jedynym, jaki Algieria zdobyła w tych eliminacjach.

Czasu na szukanie następcy nie ma. Wielkimi krokami zbliża się Puchar Narodów Afryki w Gabonie, w którym Algieria ma walczyć o tytuł. Błyskawicznie, bo jeszcze w październiku, poznajemy kolejnego selekcjonera.

 

Tym razem wybór pada na doświadczonego, 67-letniego Belga Georgesa Leekensa, dla którego jest to powrót do Algierii. W 2003 roku był już selekcjonerem tej reprezentacji, tyle że raptem przez cztery miesiące. Jak się wkrótce okaże, druga kadencja będzie... jeszcze krótsza. Leekens składa dymisję 24 stycznia 2017 roku po fatalnym występie w PNA. Ledwie uratowany remis z Zimbabwe, porażka z Tunezją, remis z Senegalem i zamiast chwały zwycięzców podopieczni Belga doświadczają wstydu pokonanych.
- Serce mi się kraje, ale dla dobra wszystkich postanowiłem odejść - tłumaczy w emocjonalnym oświadczeniu Leekens, który zdążył jeszcze przegrać w Nigerii mecz eliminacji mistrzostw świata, mocno już komplikując sytuację Algierczyków w grupie.

 

Bez sukcesów, bez perspektyw - będzie jak znalazł


Władze związku w trudnej sytuacji ostatecznie tracą zdolność podejmowania racjonalnych decyzji. Selekcjonerem, który ma dla Algierii uratować mundial zostaje ni stąd, ni zowąd Lucas Alcaraz. Hiszpan po pięćdziesiątce, bez żadnego doświadczenia w pracy z reprezentacjami, bez znaczących sukcesów zawodowych, często podejmujący pracę na zapleczu hiszpańskiej Primera Division.

 

Trudno też uznać go za trenera perspektywicznego - i z racji wieku, i dlatego, że jego i tak umiarkowanie owocna kariera w ostatnich latach jeszcze wyhamowała. Zwalniany z kolejnych klubów, przeżywa jeszcze jeden taki przykry moment 10 kwietnia 2017, kiedy wyrzucają go z Granady. Trzy dni później jest już w Algierii.

Misja Alcaraza kończy się, zgodnie z przewidywaniami, klapą. W trzech meczach eliminacji MŚ 2018 Algieria doznaje trzech porażek. Za tę najbardziej upokarzającą - z Zambią u siebie - hiszpański selekcjoner obwinia gwiazdy. Na liście powołanych na kolejny mecz, z Kamerunem, nie ma Mahreza, Slimaniego, Bentaleba. Co z tego, skoro z Kamerunem Alcaraz też przegrywa i tym razem to on zostaje skreślony - przez władze krajowej federacji.

 

Jeśli nie Madjer, to już chyba nikt


W ten sposób dochodzimy do szóstego już trenera reprezentacji od czasu znakomitego występu na poprzednich mistrzostwach świata. Szefowie związku stawiają na legendę, talizman, symbol. Trzeci raz w karierze selekcjonerem Algierii zostaje Rabah Madjer, jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii tego kraju, gwiazda FC Porto (pamiętna "piętka" w finale Pucharu Europy 1987 przeciwko Bayernowi Monachium).   

Madjer ma jasno wyznaczony cel: odbić się od dna, powalczyć o honor z Nigerią, a następnie awansować do Pucharu Narodów Afryki w 2019 roku.

Drużynę narodową przejmuje w momencie bardzo trudnym. W ostatnich dwunastu miesiącach z trzynastu rozegranych meczów Algieria wygrała trzy, z czego dwa towarzyskie z Gwineą i Mauretanią. Humory kibiców nie poprawią się również przy okazji startujących za dwa miesiące Mistrzostw Narodów Afryki (nie mylić z bardziej prestiżowym Pucharem Narodów Afryki) - imprezie, w której afrykańskie reprezentacje występują w składach złożonych wyłącznie z zawodników grających w ojczystej lidze. W rozgrywanym w Maroku turnieju Algierii zwyczajnie zabraknie, bo wywróciła się już na pierwszej eliminacyjnej przeszkodzie, przegrywając w sierpniu dwumecz z Libią.

Jest więc w algierskim futbolu i straszno, i smutno. A jeśli śmiesznie, to tylko z powodu pędzącej z absurdalną prędkością selekcjonerskiej karuzeli. Czy Madjer ją zatrzyma? Czy sprawi, że Algieria będzie grać na miarę ogromnego potencjału?

 

Zaczął obiecująco, na mecz z Nigerią powołał największe gwiazdy. Nie zmieni to jednak faktu, że Mahrez, Slimani, Brahimi, Ghoulam obejrzą przyszłoroczne mistrzostwa świata w telewizji. Szkoda. Mając w pamięci ich występy w poprzednim mundialu, znów chcielibyśmy zobaczyć Lisy Pustyni na najważniejszej futbolowej imprezie. Może w Katarze..?