Piłka nożna

Godin: Szkoda absencji Lewandowskiego, bo...

Marcin Feddek: Będzie płacz, będą łzy?

Artur Boruc: Wydaje mi się, że tak. Czy czuję dreszczyk? Jeszcze nie, ale powoli zaczyna do mnie docierać to, co się będzie ze mną działo w piątek. Póki co żyję chwilą i cieszę się, że tu jestem.

Pamiętam jak spotkałem cię w trakcie mundialu 2006, po meczu z Niemcami (0:1), gdy straciliśmy szansę na awans i pierwszy raz w moim życiu spotkałem większego faceta ode mnie, który płakał. Faktycznie tak mocno to przeżyłeś?

Wydaję mi się, że jestem ambitnym człowiekiem i jakiekolwiek porażki dotykają mnie bardzo mocno. Warto zwrócić również uwagę na skalę tamtego turnieju, która dla mnie była naprawdę duża. Było to dla mnie wyjątkowe przeżycie i towarzyszące mu emocje również były adekwatne.

Ile z tych meczów, które zagrałeś w reprezentacji chciałbyś wyrzucić z pamięci?

Wydaje mi się, że nie mam takich meczów, ponieważ szczerze mówiąc większości z nich w ogóle nie pamiętam. Jeśli zapytałbyś mnie o jakieś konkretne spotkanie, to ciężko byłoby mi odpowiedzieć. Raczej zapisały się w mojej pamięci najważniejsze momenty, takie jak awanse lub np. najgorsze kiksy.

Jest wiele spotkań reprezentacji Polski zapamiętanych głównie dzięki twoim świetnym interwencjom. Zdarzył się jednak ten mecz w Belfaście, którego pewnie wolałbyś nie pamiętać...

Nie, nie. Wydaję mi się, że właśnie to, że przeżyłem ten moment, ukształtowało mnie jako piłkarza oraz człowieka. Odbiłem się od dna, a muszę przyznać, że byłem wtedy naprawdę nisko, i potrafiłem wyciągnąć pozytywy z tej porażki. Wiem, że to brzmi górnolotnie, ale tak właśnie było.

Cała rozmowa z Arturem Borucem w załączonym materiale wideo.