Takich sytuacji w historii klasy królewskiej było wiele, choćby rok 2015 kiedy to Valentino Rossi starł się z Jorge Lorenzo po kontrowersjach i burzy rozpętanej po wyścigu w Malezji i karze nałożonej na „Doktora”. Także w 2013 roku, walcząc o pierwszy tytuł w debiutanckim sezonie, Marc Marquez w Walencji przypieczętował triumf w klasyfikacji generalnej nad Jorge Lorenzo.

Presja jest gigantyczna. Marquez przystępuje do ostatniego wyścigu roku 2017 z komfortową przewagą, bo aż 21 punktów. Ale właśnie presja i nerwy mogą decydować o rozdaniach w niedzielę. Młody Hiszpan, jeśli zdobędzie tytuł, będzie najmłodszym czterokrotnym mistrzem globu w MotoGP  w historii oraz najmłodszym sześciokrotnym mistrzem świata - dokładając tytuły w 125 i Moto2.

 

Z drugiej strony mamy Andreę Dovizioso, który na tym etapie rywalizacji wyprzedził plany fabryki z Bolonii. Nikt nie spodziewał się, że to właśnie Włoch będzie w tym miejscu i będzie miał możliwość walki o tytuł. Wyjątkowy sezon Andrei, radykalnie zmienione podejście do ścigania, praca z dwoma psychologami zaowocowała „nowym” Doviziozo. Pewny siebie, wierzący w sukces i pokonanie rywali, aż sześciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. Ten brak presji ze strony fabryki i kompletnie odmieniony zawodnik mogą być kluczem do sukcesu. Ostatnim zawodnikiem Ducati, który zdobył tytuł był Casey Stoner w roku 2007.

W niedzielę o 14 rozpocznie się ostateczne starcie na torze w Walencji, które zadecyduje o tytule mistrzowskim. Niezależnie od tego jak ułoży się wyścig, niezależnie kto zdobędzie tytuł, jedno jest pewne - tytuł pojedzie do zawodnika, który na niego zasłużył. Bo tak Marquez, jak i Dovizioso, na tytuł mistrzowski zasłużyli.

Treningi i wyścigi na sportowych antenach Polsatu oraz na Polsatsport.pl i w ipla.tv.