Łodzianie wygrali mecz jednym punktem zapewniając sobie tym samym nie tylko udział w finale, ale również organizację decydującego spotkania, które odbędzie się na stadionie, na którym na co dzień występują piłkarze Widzewa. Dramaturgii tamtemu starciu dodaje niewykorzystany (słupek) rzut karny Ogniwa w ostatniej minucie. Skończyło się porażką gospodarzy 18:19, a gdyby sopocianie trafili, wyrzuciliby Budowlanych z finału, a w walce o złoto zmierzyliby się na własnym boisku z Pogonią Siedlce.

Tak jak niespokojnie było na boisku, tak również na trybunach. Z medialnych relacji można dowiedzieć się, że mocno iskrzyło między fanami obu drużyn, co zakończyło się wezwaniem przed Komisję Ligi.

Tarcia te powodują, że niestety bez echa przechodzi próba ustanowienia stałego czasu rozgrywania meczów o złoto. Po zmianie systemu rozgrywek z jesień-wiosna na wiosna-jesień finały ligi rugby, a więc święto tego sportu, miały być nierozłącznie kojarzone ze Świętem Niepodległości.

Skupiając się na stronie sportowej, emocje związane z bezpardonową rywalizacją obu ekip sięgają dekad wstecz. Najbardziej pamiętnym był finał z 2003 r. (wtedy po raz pierwszy Polski Związek Rugby odszedł od formuły stricte ligowej, proponując jeden mecz o złoto), kiedy Ogniwo, wzmocnione wówczas przez Grzegorza Kacałę, pokonało nieznacznie łodzian. Starcie to obserwowało kilka tysięcy kibiców, atmosfera była fantastyczna, zdaniem ludzi z wielkim rugowym doświadczeniem, niespotykana nigdy wcześniej na polskich boiskach.

Od tego czasu Ogniwo (zostało tylko trzech graczy pamiętających to spotkanie, w Łodzi żadnego) zdobyło tylko… jeden medal. Brązowy przed rokiem, a przypomnijmy, że zespół ten w XX wieku aż ośmiokrotnie wygrywał ligę. Dla łodzian był to za to czas prosperity, którzy walczą dziś o siódme złoto w historii, broniąc jednocześnie tytułu sprzed roku.

Dla Ogniwa jest to więc dodatkowa mobilizacja, tym bardziej że ma ono szansę rozbić trójmiejski duopol Lechii Gdańsk i Arki Gdynia, które przez ostatnie ćwierć wieku tylko dwa razy znalazły się poza podium mistrzostw Polski.

Oby finałowe starcie stało się balsamem na sytuację w polskim rugby, w którym znów nie dzieje się najlepiej. W atmosferze sporów, niedomówień i podtekstów zmieniono trenera reprezentacji. Blikkiesa Groenewalda, którego jeszcze niedawno władze Polskiego Związku Rugby przestawiały jako Mesjasza, zastąpił na najbliższe mecze Stanisław Więciorek. To były reprezentant z największą liczbą występów w kadrze w historii, który ma sprawować tę funkcję do czasu popartego procedurą wyboru na kolejne lata. I pewnie minąłby ten czas zmian w miarę bezboleśnie, gdyby nie absencja kilku czołowych graczy z Łodzi przed meczem z Czechami, w którym Więciorek debiutował na stanowisku. Zdaniem wielu zawodników nie zatrzymały ani kontuzje, ani sprawy osobiste, mieli po prostu odmówić gry w kadrze, co skończyło się tym, że nie dostali powołania na kolejne, zaplanowane na za tydzień starcie z Mołdawią.

Na trybunach z pewnością te sprawy będą tematem numer jeden. A szkoda, bo mecz Łodzi z Sopotem zapowiada się naprawdę interesująco.

 

Transmisja w Polsacie Sport Extra od godz. 16:00.