Chodzi o sytuację z 87. minuty wtedy to Pilica przegrywała z Prochem 1:2 i walczyła w końcówce o wyrównanie. Sędzia podyktował rzut wolny pośredni tuż przed polem karnym gospodarzy. Po konsultacji z asystentem zmienił jednak decyzję i piłkarze z Pionek mieli oddać piłkę. Jak widać zasady fair-play są im obce. Jeden z ciemnoskórych zawodników Prochu, Andile Nqaben zamiast podać do jednego z graczy Pilicy… po prostu strzelił gola.


- Wiem, że to nie było okej, ale byłem w tym momencie bardzo zły, bo cały mecz nas kopali – tłumaczył się po meczu.


Piłkarze Prochu i sztab szkoleniowy postanowił jednak, że należy pozwolić Pilicy zdobyć bramkę. Po wznowieniu gry Adam Pędzikowski pobiegł pod bramkę Prochu i uderzył w kierunku bramki. Zawodnicy z Prochu mu w tym nie przeszkadzali, ale… bramkarz gości zamiast wpuścić gola, złapał piłkę i wznowił grę. To skandaliczne zachowanie wywołało oburzenie trybun i samych piłkarzy. Na boisku rozpoczęła się awantura, z obu stron leciały wyzwiska, a w końcówce nie brakowało ostrych strać. Ostatecznie Pilica przegrała 1:3.


Na tym wszystko się nie zakończyło. Sprawa miała swój dalszy ciąg w mediach społecznościowych. O ile Pilica była stroną poszkodowaną i każdy normalny człowiek z pogardą patrzył na zachowanie bezhonorowych piłkarzy Prochu, to wpisy gospodarzy na Facebooku były równie skandaliczne. Można było tę sytuację zdecydowanie inaczej rozegrać. Nagłośnić w mediach. Zachować się z klasą. Tymczasem ktoś kto prowadzi oficjalny fanpage Pilicy najzwyczajniej nie wytrzymał ciśnienia. W każdym profesjonalnym klubie za takie wpisy pan już by nie pracował. Nie jest to "social media ninja".

 

 


Zdecydowanie inaczej wybrnął z tej sytuacji Proch, który bijąc się w pierś przyznał się do swojego skandalicznego zachowania.

 

 

Już jesteśmy ciekawi co się wydarzy w spotkaniu rewanżowym.