Najlepiej w Holandii wypadła chyba Natalia Czerwonka. Nie tylko pojechała w drużynie, która zajęła czwarte miejsce (3:02.14), ale przede wszystkim była 14. na 1500 (1:58.30) i 14. na 1000 metrów (1:16.50). To olbrzymi progres w stosunku do ubiegłego roku, a przecież sama zawodniczka podkreśla, że do szczytu formy jest daleko i będzie jeszcze lepiej. Na razie cieszmy się, że jest w grupie najlepszych i robi postępy. – Będziemy się rozkręcać z pucharu na puchar! – zapewnia Czerwonka.
 
Oby miała rację. Przed naszą ekipą starty w Stavanger w Norwegii oraz za Oceanem – w Calgary i Salt Lake City zakończą się kwalifikacje olimpijskie. Po tych czterech pucharach przyjdzie czas pierwszych podsumowań i prawdziwych odpowiedzi, poznamy olimpijską kadrę.
 
Drużyna panów do poprawki
 
Największą zagadką była chyba forma Zbigniewa Bródki i występ naszej męskiej drużyny. Złoty medalista olimpijski miał niedawno problemy zdrowotne, nie startował w mistrzostwach Polski i przyjechał do Holandii po przerwie. Ta wyraźnie odbiła się na jego dyspozycji.
 
Dopiero 11. miejsce w Grupie B na 1500 metrów i czas 1:47.66 nie mogą satysfakcjonować ani kibiców, ani samego panczenistę. Być może to także zaważyło na czasie i występie naszej drużyny. 3:46.13 dało dopiero 9. miejsce, a przecież jeszcze za nami byli Holendrzy, którzy pojechali wręcz katastrofalnie. Trzeba brać pod uwagę, że Pomarańczowi zabiorą na pewno jedną przepustkę olimpijską.
 
Na szczęście sami reprezentanci zapewniają, że przed startem byli niepewni dyspozycji, mieli sporo znaków zapytania, a kwalifikacja nie jest zagrożona. – Początek biegu był nieco zachowawczy, bowiem dopiero w tym tygodniu wszedłem na obciążenia startowe, bo nie mogłem ruszyć zbyt mocno. Za oceanem powinno być znacznie lepiej – zapewnia Bródka. Jemu wierzyć wypada i trzeba.
 
Waś będzie mocniejszy
 
Nieźle wypadł Artur Waś, kolejny z olimpijskich kandydatów do czołowych miejsc. Najpierw zajął 7. (34.96), a później 13. miejsce (35.11) na 500 metrów, co w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata daje mu na razie 10. miejsce. Myślę, że w Norwegii już powinno być nieco lepiej. O jego start w Pjeongczangu nie martwimy się zbytnio. Bardziej zagadką pozostaje ostateczna forma tego panczenowego perfekcjonisty.
 
Do końca też nie możemy wyciągać wniosków po startach Polaków w Mass Starcie. Ani Magdalena Czyszczoń, ani Konrad Niedźwiedzki nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, a sam ich awans do finałów raczej wróży, że już w kolejnych kwalifikacjach będzie lepiej.
 
Przypomnijmy – w Stavanger panczeniści meldują się na starcie zawodów już 17 listopada, a w Calgary i Salt Lake City w dwóch pierwszych weekendach grudnia. Igrzyska olimpijskie rozpoczną się 2 lutego. To wtedy ma przyjść szczyt formy i próba powtórki medalowego żniwa z Vancouver i Soczi.