Brazylijczyk trafił do Łodzi za sprawą Algimantasa Breikstasa, który był właścicielem jego karty zawodniczej i udziałowcem ŁKS-u. W poprzednim klubie - FC Vilnius - nie wiodło mu się najlepiej, zdarzały się incydenty o charakterze rasistowskim. W Polsce nie było zresztą lepiej i po roku Paulinho wrócił do ojczyzny. Chciał zrezygnować w kariery piłkarskiej, jednak od tej myśli odwiodła go żona.

W Brazylii odżył. Trafił do jednego z najlepszych klubów tamtejszej ligi - Corinthians Sao Paulo - z którym święcił takie sukcesy jak zdobycie Copa Libertadores i Klubowego Mistrzostwa Świata. Następnym przystankiem była Anglia. Ciężko jednak powiedzieć, że przygoda w Tottenhamie Hotspur była udana, kibice wybrali go najgorszym zawodnikiem wszech czasów. W styczniu 2015 roku Paulinho przeszedł do chińskiego Guangzhou Evergrande. W międzyczasie regularnie otrzymywał powołania do reprezentacji Brazylii.

W lato zgłosiła się po niego Barcelona. Mimo licznych sprzeciwów ze strony fanów "Dumy Katalonii", zawodnik trafił w końcu na Camp Nou za 40 mln euro.

To właśnie transfer Paulinho jest wspomnianą "kością niezgody". Według przepisów FIFA część z zapłaconych przez Barcę pieniędzy należy się byłym klubom Brazylijczyka. Corinthians otrzymało 300. tys. euro. Beneficjentami miały też być pozostałe kluby, m.in. ŁKS i FC Vilnius. Zespołowi z Łodzi przysługiwałoby 160 tys. euro.

Sytuację komplikuje fakt, że z prawnego punktu widzenia obecny ŁKS nie jest kontynuatorem drużyny, w której występował Paulinho. W związku z tym pieniądze należałyby się PZPN-owi.

 

 

"Kruczek" o którym mowa, to system gry jesień - wiosna w Polsce i wiosna - jesień na Litwie. W Barcelonie są zdania, że o wszystkim decydują daty zarejestrowania piłkarza w federacji, którą zawodnik opuszcza. Dlatego też "Duma Katalonii"  planuje zapłcić PZPN-owi 100 tys. euro, 60. tys miałaby otrzymać federacja litewska, ponieważ FC Vilnius już nie istnieje.

Kwota, którą otrzyma PZPN, niezależnie od tego jaka ona będzie, zostanie przeznaczona na szkolenie młodzieży.