Po wygranej w Danii w poprzedniej kolejce kieleccy szczypiorniści byli uznawani za zdecydowanych faworytów rewanżowego pojedynku. Za tą tezą przemawiał też fakt, że rywale przyjechali do Kielc zaledwie w 12-osobowym składzie. Ale zespół trenera Arona Kristjanssona pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie, tocząc wyrównany bój z mistrzem Polski przez pełne 60 minut.

 

„Dla mnie postawa duńskiej drużyny nie była żadną niespodzianką. To tylko dziennikarze przypominali przed meczem, że gramy z ostatnim zespołem w naszej grupie i łatwo wygramy. Aalborg to naprawdę bardzo silna ekipa i dzisiaj tylko to potwierdził” – chwalił rywali Jurecki, który zdobył decydującą o zwycięstwie bramkę dla drużyny z Kielc.

 

„Ta ostatnia nasza akcja nie do końca wyglądała tak, jak ustaliliśmy to sobie podczas czasu wziętego przez trenera. Byliśmy przygotowani na ich obronę 6-0, a oni stanęli w defensywie 5-1. W pewnym momencie w ich szeregach zrobiła się spora luka, co udało mi się wykorzystać” – dodał popularny „Dzidziuś”.

 

Mistrzowie Danii niemal przez całe spotkanie grali siódemką zawodników w ataku, czym sprawili gospodarzom sporo problemów. „Trzeba przyznać, że świetnie to im wychodziło. Ciężko się gra przeciwko tak młodej drużynie, która nie ma nic do stracenia. Ale to tylko potwierdza fakt, że w Lidze Mistrzów nie ma łatwych meczów” – podkreślił obrotowy VIVE Julen Aginagalde.

 

Rozgrywający gospodarzy Krzysztof Lijewski przyznał, że jego zespół niepotrzebnie dopuścił do tak nerwowej końcówki. „Zwycięstwo mogliśmy sobie zapewnić wcześniej, ale nie wykorzystaliśmy kilku świetnych sytuacji. Pozwoliliśmy przeciwnikowi wrócić do gry, ale na szczęście o tę jedną bramkę okazaliśmy się lepsi” – zaznaczył „Lijek”.

 

„W meczach z Veszprem i Flensburgiem pechowo remisowaliśmy wygrane wydawało się spotkania. Tym razem końcówka należała do nas i zdobyliśmy niezwykle ważne dwa punkty” – dodał Jurecki.

 

Po ośmiu kolejkach VIVE z ośmioma punktami zajmuje czwartą lokatę w tabeli grupy B, a mistrz Danii nadal okupuje ostatnie miejsce.