Uwielbiam Biblię – mówi Stanisław Terlecki – Ulubiona przypowieść to ta o Nikodemie, który zapytał Pana, jak uzyskać życie wieczne. Znasz? Przypomnę Ci...

 

13 listopada 2017 roku Stanisław Terlecki obchodził 62 urodziny. Tego dnia koledzy z Jego pokolenia z trybun stadionu w Gdańsku zobaczyli spotkanie Polska – Meksyk. Prezes PZPN, Zbigniew Boniek zaprosił na Wybrzeże wszystkich uczestników Mundialu 82. Na wspólną galę, kolację, a także celebrę na murawie przed ponad 30 tysiącami widzów - okazji 35-lecia medalu Mundialu! Z 22 piłkarzy - którzy wywalczyli trzecie miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii - przybyło 17. Rozmawiali o dawnych czasach, o różnych życiowych wyborach, o pokoleniu Kuby Błaszczykowskiego i Roberta Lewandowskiego. Podopieczni legendarnego trenera Antoniego Piechniczka wymienili się aktualnymi telefonami i adresami, poumawiali na dawno obiecywaną kawę. Ten i ów sięgnął po telefon, aby pokazać fotografie córek, synów, wnuków...

 

Stanisław Terlecki zagrał w reprezentacji Polski 29 razy – w latach 1976-1980. Wyszedł - jako debiutant! - w pierwszym składzie Biało-Czerwonych, na arcyważny mecz eliminacji Mundialu 78 – z Portugalią w Porto. Jesienią 1976 roku wygraliśmy 2:0, a 20-letni Terlecki oczarował piłkarską Polskę. Podobnie jak inny chłopak z Łodzi, wówczas również 20-letni Boniek, który zmienił zmordowanego lewoskrzydłowego w trakcie spotkania (nota bene Terlecki swoimi rajdami zamęczył Portugalczyków, a Boniek przeprowadził taki rajd, że padł gol na 2:0). Po niespełna dwóch latach Boniek już czarował świat na Mundialu w Argentynie. Staszek finały mistrzostw świata 1978 roku zobaczył w telewizji – doznał kontuzji w ostatnim meczu ligowym przed wyjazdem na turniej...  Później uciekły mu dwa kolejne Mundiale – ten medalowy w Hiszpanii w 1982, i ten w Meksyku w 1986 roku...

 

Ostatnio Terlecki nie oglądał meczów drużyny narodowej w walce o Mundial w Rosji w 2018 roku, bo przez pięć miesięcy nie miał prądu w mieszkaniu komunalnym w Łodzi...

 

* * *

 

We wtorek - 7 listopada - wchodzimy do kamienicy przy ulicy Karolewskiej w Łodzi. Numer 7. Stary budynek, ale z zewnątrz dość zadbany – jeszcze sprzed II wojny światowej.

 

Jestem z kolegą ze Stanów Zjednoczonych, Januszem Marciniakiem. Szukamy opowieści o futbolu w USA. Bawiliśmy właśnie u Adama Topolskiego w Słupcy, a teraz zawitaliśmy do Łodzi, aby porozmawiać z Terleckim.

 

Dzwonimy domofonem pod wskazany adres. Nie działa. Niby dzwoni, ale nikt nie odpowiada. Raz, drugi, trzeci. Przecież czekał na nas, przecież jeszcze kilkanaście minut temu rozmawialiśmy telefonicznie. Dzwonimy jeszcze raz, ale już telefonem. - Tak, tak, już schodzę – mówi do słuchawki ten, na którego „tłumy waliły na Aleję Unii” - na stadion ŁKS-u – Domofon nie działa już od dłuższego czasu, ale ja jestem jeszcze na chodzie...

 

* * *

 

Po chwili widzimy w bramie sylwetkę. Szczupłą, ale i mocno pochyloną. Nienaturalnie ułożoną – jakby manekina. W ręku trzyma jakiś dokument. - Poczekajcie, dam tylko koledze – mówi i znika za bramą. Trwa to dłuższą chwilę. Kolega nie przyjechał. Idziemy na górę. Terlecki jest zaaferowany dokumentem, który trzyma w ręku. Gdzieś dzwoni, coś dyktuje. Czujemy się dziwnie, ale pani Gabrysia – mieszkająca ze „Stan Terleki”, jak nazywano go w USA - proponuje herbatę.  Na stole stoi ciasto, a my przynieśliśmy świeże, jeszcze gorące pączki. Zaczyna się konwersacja. Okazuje się, że była instrumentariuszką w szpitalach. W wielu szpitalach. Teraz trochę życie się pokręciło. Najważniejsze, że spotkała Staszka. Razem łatwiej iść przez życie. Takie pokręcone, jakie im się trafiło...

 

Stanisław Terlecki w mieszkaniu komunalnym na Karolewskiej w Łodzi: "Myślisz, że sztorm już się skończył?".

 

W końcu Staszek otwiera puszkę piwa. „Beczkowe/mocne” - 7 procent. Wreszcie zapomina o umowie, którą dzierżył w dłoni. Zapomina o telefonie, z którego wydzwaniał. Wreszcie zaczyna z nami rozmawiać...

 

* * *

 

Jedno z nielicznych zdjęć, które ma w pomieszczeniu, to fotografia z Janem Pawłem II.

– Jan Grzegorczyk, który redagował Twoją książkę przed laty, mówił mi, że  znasz Biblię, jak mało kto – zagaduję.

– Miło to słyszeć. Zawsze lubiłem czytać Pismo Święte.

– A ulubiona przypowieść, która pasowałaby do Twojego życia.

– O Nikodemie znasz?

– Przypomnij...

– Nikodem to był uczony w prawie. W przeciwieństwie do innych z rady żydowskiej – po cichu – sprzyjał Jezusowi. Jezus z Nazaretu opowiadał wówczas wiele niesamowitych historii, które złożyły się na Nowy Testament. Jednak uczeni w piśmie, mający się za najbieglejsze umysły, jakoś Jezusowi nie sprzyjali. Tylko ten Nikodem, który pewnego dnia wybrał się do Jezusa. W gaju oliwnym zapytał Pana: „Nauczycielu, co można zrobić, aby uzyskać życie wieczne?”. Wiesz, że to fundamentalne pytanie naszego życia...

– Myślę, że każdy je sobie zadaje – prędzej czy później...

– Właśnie – i Nikodem zadał to pytanie Panu. W imieniu ludzi wierzących i niewierzących. Bo to meritum wiary - to pytanie o sens życia. „Nauczycielu, co mam zrobić, aby uzyskać życie wieczne?”. Jezus odpowiedział: „Powinieneś się na nowo narodzić”. Nikodem na to: „Jak to mam się na nowo narodzić? Mam znowu wejść w łono swojej matki?!?”. Jezus: „Nikodemie, masz się narodzić na nowo z ducha, a wówczas czeka cię nagroda na którą czekasz”...