ROW Rybnik jeszcze w minionym sezonie ścigał się w PGE Ekstralidze i przez dłuższą część sezonu był pewny utrzymania się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Problemy utytułowanego klubu zaczęły się w momencie, kiedy u jednego z zawodników, Grigorija Łaguty wykryto niedozwolony środek dopingujący. Rosjanin został ukarany dyskwalifikacją, natomiast rybniczanom odjęto punkty, które spowodowały, że ekipa ze Śląska musiała pogodzić się ze spadkiem do Nice 1 ligi.

Popularne Rekiny w przyszłym sezonie będą celować w szybki powrót do elity. W kadrze znajdują się tacy zawodnicy jak Kacper Woryna, Artur Czaja i Mateusz Szczepaniak. Wśród obcokrajowców możemy dostrzec takie nazwiska jak Troy Batchelor, Andriej Karpow oraz Craig Cook. W zestawieniu brakuje miejsca dla wychowanka rybnickiego klubu, Rafała Szombierskiego, który chciał pozostać w spadkowiczu, ale nie mógł zaakceptować złożonej mu oferty wedle której musiałby... dokładać do „interesu”.

- Naprawdę chciałem zostać, ale za jałmużnę się ścigać nie będę. Z prezesem Krzysztofem Mrozkiem nie było możliwości żadnych negocjacji. Albo podpisujesz, albo do widzenia. Żebym dostał chociaż na zakup dwóch motocykli i ubezpieczenie, to bym podpisał, ale zaproponowane pieniądze były śmieszne. Zarówno za podpis, jak i za punkty. Lepiej płacą nawet w II lidze. Nie stać mnie żeby dokładać ze swoich, zresztą to się mija z celem. Jeśli ktoś z kibiców miałby taką propozycję pracy, żeby wynagrodzenie za nią nie wystarczyło nawet na paliwo, by do niej dojechać; to też by takiej oferty nie przyjął – powiedział sam zainteresowany, cytowany przez portal eSpeedway.pl.

Ostatecznie Szombierski wylądował w ekstraligowym Włókniarzu Częstochowa, którego barwy reprezentował w latach 2010-2014.