W piątek (17 listopada) w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II odbyło się spotkanie z Piotrem Bąkiem, autorem książki „Arkadiusz Gołaś. Przerwana podróż”.  Jak sam przyznaje w rozmowie, książka powstała po to, by pamięć o Gołasiu nigdy nie zginęła.

Krystian Natoński: Znamy się dość dobrze, ale jakbyś mógł powiedzieć coś więcej o sobie.

Piotr Bąk: Jestem pasjonatem siatkówki, dziennikarzem i zarazem osobą, która z tym sportem jest związana, wiele, wiele lat. Pomyślałem sobie, że ta siatkówka jest dla mnie na tyle ważna, tak samo jak osoba Arka, że chciałbym, aby był on pamiętany z czegoś jeszcze dodatkowo. Ta książka ma być takim hołdem dla niego, ma przypomnieć temu mojemu pokoleniu i może trochę starszemu, kim był Arek, a młodzieży pokazać, jak fantastyczny był to człowiek.

Dlaczego postanowiłeś napisać książkę o Arku?

Arek na to zasłużył, był postacią nietuzinkową, wręcz fantastyczną. Zasłużył, by być w ten sposób upamiętniony, a zmarł bardzo młodo, mając dopiero 24 lata. Był u progu swojej kariery, został zakontraktowany na trzy lata przez jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy klub na świecie Lube Banca Macerata (w kolejnych latach w tym klubie grali Sebastian Świderski i Bartosz Kurek. Obaj Polacy grając w tym klubie występowali w koszulce z numerem 16, tym samym z którym występowałby Gołaś - dop. red.), więc ta jego fantastyczna podróż została dramatycznie przerwana. Chcę, by tą książką o nim pamiętać, jak najdłużej.

„Przerwana podróż”. Tytuł, który oddaje wiele dosłownie i w przenośni.


Właściwie to autorem tego tytułu jest mój tata, który ma świetne pomysły na odpowiednie i chwytliwe tytuły. Rzeczywiście ten tytuł jest przejmujący i prawdziwy, bo ta podróż Arkadiusza Gołasia trwała w najlepsze – z małej Ostrołęki do wielkiego AZS-u Częstochowa, potem do Padwy i następnie do jeszcze większej Maceraty. Myślę, że to jest podróż Arka, ale jednocześnie nas wszystkich.

Jak trudne były to rozmowy o Arku, o wypadku i śmierci? Mam tu na myśli przede wszystkim rozmowy z rodzicami i żoną Arka. Czułeś stres?

Bardziej czułem niepewność. Wiem jak ciężka to jest sytuacja dla rodziny i nie chcę sobie wyobrażać, co oni muszą czuć. Największemu wrogowi nie życzę, by przeżywał to samo. Każda rozmowa była inna i musiała być prowadzona w inny sposób. Oczywiście z wiadomych względów rodziców nie pytałem o ten dzień. Byłby to nietakt z mojej strony. Każda rozmowa była przejmująca, ale inna od siebie. Od Krzyśka Ignaczaka, Piotra Gruszkę poprzez Łukasza Kadziewicza. Mnóstwo osób mi pomogło i każda z tych rozmów była na swój sposób wyjątkowa.

Domyślam się, że wiele osób pomogło ci w powstaniu tej książki.

Dla mnie każdy przejechany kilometr był niezwykle ważny i wiele mi wniósł do książki. Tutaj pragnę podziękować wszystkim tym, którzy pomogli mi, by ta książka powstała. To jest coś absolutnie niesamowitego, że środowisko jest tak skonsolidowane w tym momencie. Chciałbym, by ono było takie cały czas, ale niestety różne rzeczy się dzieją, lecz ta książka pomogła przypomnieć temu środowisku raz jeszcze kto to był Arek. Nie ukrywam, że niektóre kręgi bez wymieniania osób i instytucji, zapominają o Arku Gołasiu. A nie powinni.

Odmówił ci ktoś rozmowy?

Jest jedna taka osoba, która odmówiła mi rozmowy, od której bardzo liczyłem na pomoc, ale nie ma sensu mówić o tym kto to był. Wszyscy w 99,8% pomogli mi, byli dla mnie ogromnym wsparciem w rozmowach, ale także na etapie powstawania książki, co dla mnie jako autora jest wielką nobilitacją. Wiem jak Arek jest ważną postacią dla Ostrołęki, Częstochowy, całej sportowej Polski.

Który fragment z tej książki jest twoim ulubionym?

Mam dwa takie fragmenty. Jeden dotyczy pamiętnego gestu polskich siatkarzy na mistrzostwach świata w Japonii w 2006 roku, kiedy to wszyscy wyszli w koszulkach z numerem „16” Arka Gołasia. To był fantastyczny moment. Wszyscy pokazali, że gdyby Arek żył, to na sto procent byłby razem z nimi wtedy w Japonii. Drugi fragment to rozmowa z Krzyśkiem Ignaczakiem. Wyszło mi ponad sześćdziesiąt stron wywiadu. To jest skarbnica wiedzy.

Zastanawiałeś się nad tym dlaczego nikt przed tobą nie zdecydował się na napisanie książki o Arku?

Pisząc tę książkę, gdy było to dziewięć lat po śmierci Arka, ponieważ zacząłem już w 2014 roku, zastanawiałem się dlaczego nikt się jeszcze za to nie zabrał, dlaczego nikt nie napisał nic o tym fantastycznym człowieku, siatkarzu. Czy bano się? Czy jeśli ktoś powie, że nie miał czasu... to okej, ale ja też go nie miałem. Działałem pod presją czasu, uczelni i innych spraw, np. rodzinnych. Niektórzy teraz mają żal, z kolei inni pytają - "dlaczego ty to zrobiłeś, bo może mogłem ja". To mi się w tym sensie nie podoba, że jeśli ktoś ma uwagi albo ktoś nie ma odwagi mi powiedzieć "dziękuję", choć powinien to uczynić, to proszę zaznaczyć, że ja nigdy nie oczekuję, by ktoś mnie chwalił. Są osoby jednak, zwłaszcza ta jedna, która mi pomogła i ona doskonale wie o kim mowa, która powiedziała, że dziękuje, fajnie, że ta książka powstała i ja mogłem ci pomóc.

Ta książka to doskonała okazja dla młodszego pokolenia, które siłą rzeczy Arka nie ma prawa pamiętać. Spotkałeś się w ogóle z kimś młodym kto powiedziałby „nie wiem kto to jest”?

Ja powiem jeszcze inaczej. W przypadku kogoś kto interesuje się siatkówką, to rzadko spotykam się z tym, by ten ktoś Arka nie znał - sytuacji, tego co się działo. To jest postać absolutnie fenomenalna, którą powinno się pamiętać. Młodzież, tak jak powiedziałeś nie miała prawa go znać, bowiem nie było jej jeszcze na świecie albo miała ledwie kilka lat. Natomiast ta starszyzna, ma sobie o tej osobie przypomnieć, a młodzież poznać.

Pierwsze spotkanie autorskie odbyło się w Ostrołęce. Potem dopiero była Warszawa i Częstochowa.

Gdy zacząłem ją pisać, gdzie nie miałem prawa myśleć o spotkaniach autorskich, pomyślałem, że to jest konieczne. Ostrołęka to miejsce szczególne, bowiem tam są ludzie, którzy go pamiętają. Gdyby ci mieli możliwość to postawiliby mu pomnik, na który Arek zasługuje. Miasto go szanuje, czego potwierdzeniem może być fakt, że na pierwszym spotkaniu było ponad sześćset dzieci, a na drugim ponad czterystu mieszkańców, co pokazuje, że to miejsce było ważne, by tam pojechać.

Czy Arkadiusz Gołaś byłby dumny z tej książki?

Tak sobie myślę. Arek patrząc na to wszystko z góry, jest dumny z tego co się dzieje, że jest jego memoriał, że się o nim pamięta. Myślę, że z tej książki też byłby dumny, choć zapewne powiedziałby, że za fajnie, za bardzo, że nie zasłużył, ale taki Arek był. Zasłużył na taką książkę i na jeszcze dwie, trzy kolejne, opisujące np. jego prywatne historie, chociaż myślę, że ta książka wyczerpuje temat. Wątpię, by ktoś się tego podjął i nie mówię tutaj dlatego, że ta książka jest idealna, bo nie jest. Ale jest pierwsza i będzie zawsze pierwszym wspomnieniem o Arkadiuszu Gołasiu i z tego się osobiście cieszę.

Jakbyś zachęcił do przeczytania tej książki tych kibiców, którzy na co dzień nie interesują się siatkówką?

Arek to osoba fantastyczna, jak wielokrotnie wspomniałem. Każdy kibic sportu powinien ją znać, chociaż wiadomo, że nikogo zmusić do tego nie można. Warto przeczytać tę książkę, nawet jeśli nie zamierza się jej kupić, to na pewno znajomy pożyczy, będą w bibliotekach, a historia warta poznania. Jak sukces może człowieka nie zmienić, bo właśnie Arka nic nie zmieniło to, co się wydarzyło. Był taki sam jako mały chłopiec, jako młodzieniec i jako facet, który grał w największych klubach w Polsce i jechał grać dla największego klubu na świecie. To pokazuje jaką trzeba mieć dla siebie pokorę i jak wiele trzeba mieć w sobie zacięcia. Tylko ciężką pracą można do czegoś dojść i Arek doskonale o tym wiedział, że gdy nie będzie ciężko zapieprzał na treningu, to nic z tej gry nie będzie.

Prawdziwą wartością książki jest pisanie prawdy. Rozumiem, że nie bałeś się napisać tego jaki Arek był naprawdę? Bo przecież jak każdy z nas – miał swoje wady i zalety, dobre i słabsze dni.

Nie chcę tutaj dokładnie mówić, by nikt mi później niczego nie zarzucił, ale jest trochę Arka prywatnie, jest też wiele kwestii sportowych. To jest historia, która pokazuje życie siatkarskie "od środka". Z jednej strony ten reżim treningowy, meczowy, a z drugiej strony to jego codzienne życie, jaki był, jak się prowadził czy co lubił, a czego nie.

Gdzie i kiedy planujesz kolejne spotkania autorskie?

Chciałbym być obecny na Klubowych Mistrzostwach Świata (12-17 grudnia, Łódź, Opole, Kraków - dop. red.) i jestem na etapie kontaktu z organizatorami. Również chciałbym promować książkę podczas spotkań ligowych. Mam już zaproszenie do Bełchatowa, Rzeszów jest też koniecznym przystankiem, bo grał tam "Igła" (Krzysztof Ignaczak, przyjaciel Arkadiusza Gołasia - dop. red.) czy Kędzierzyn-Koźle. Jednak muszę mieć na to wszystko czas. Chęci mam zawsze, byleby był czas, bo nawet bez siły to "machnie" się jednego czy drugiego energetyka, kawę i jedzie się dalej.

Miałeś możliwość poznać Arka osobiście?

Niestety nie, nie było okazji...

Żałujesz?

W jakiś sposób tak. Widziałem w gazetach, internecie czy telewizji jaka to była świetna postać, inna od wszystkich. Czasu nie cofnę, a siatkówka dopiero zaczynała być ważna w moim życiu w momencie, gdy Arek zginął. Boli mnie to niesamowicie, że tak wspaniała podróż, świetnie zapowiadająca się kariera została brutalnie przerwana. To mnie bolało, boli i będzie boleć.

Sam rozmawiając o Arku często zadaję pytanie moim rozmówcom czy jest ktoś obecnie, kto przypomina chociaż odrobinę Arka Gołasia, zarówno pod względem mentalnym jak i sportowym?


Ja teraz taką postać widzę, która mi się podsuwa to Jakub Kochanowski, siatkarza AZS-u Indykpol Olsztyn. Jeśli Kuba trochę popracuje nad głową, mentalnością to będą z niego wielcy ludzie, siatkarz. On dopiero zaczyna przygodę, nie karierę, ale właśnie przygodę z siatkówką, a już jest wspaniały. Jeśli jednak tak jak mówię, popracuje nad głową to jest szansa, że będziemy mówić kiedyś o nim jako o wspaniałym siatkarzu.

Chciałbyś jeszcze komuś podziękować za pomoc przy napisaniu książki?

Wielokrotnie dziękowałem wielu osobom, ale zawsze się staram czynić to raz jeszcze. Mowa tutaj o rodzicach Arka - pani Danusi i panu Tomaszowi, żonie Agnieszce, swoim rodzicom i siostrze, a także Łukaszowi Klinowi z Poznania. Chłopak ma niesamowity problem zdrowotny, ma porażenie mózgowe, a mimo wszystko jest fantastycznym człowiekiem i jeździ po całej Polsce i Europie. Dla wszystkich, wielkie brawa, a ja tylko spisałem to, co oni wszyscy mówili. Ja osobiście się cieszę, że miałem styczność z tymi ludźmi i fantastyczną przygodą.