Podopieczne trenera Witolda Zająca spisują się lepiej niż ich klubowi koledzy, też grający na zapleczu elity. Żeńska drużyna jest w połowie sezonu liderem grupy południowej, przegrała jeden z ośmiu meczów. Piłkarze zajmują dziewiąte miejsce w tabeli.

 

„Mam nadzieję, że rundę rewanżową też skończymy na tej samej pozycji. Przed pucharowym meczem mieliśmy trzytygodniową przerwę, bo nasze rozgrywki już się skończyły, inne jeszcze nie i nawet nie było z kim rozegrać sparingu” – powiedział trener Zając.

 

Przyznał, że priorytetowym celem postawionym przed jego drużyną jest awans do ekstraligi. „Ale oczywiście chcemy z wrocławiankami wygrać i awansować do ćwierćfinału Pucharu Polski” – zaznaczył.

 

Katowiczanki trenują i grają na co dzień na sztucznej nawierzchni, bo w Katowicach nie ma trawiastego oświetlonego boiska. „A dziewczyny uczą się, pracują i my możemy treningi najwcześniej zaczynać o godz. 17” - zauważył trener.

 

Za tydzień boisko nie będzie sprzyjało nikomu, bo AZS też rozgrywa swoje spotkania domowe na sztucznej trawie. Nowością będzie występ na głównym stadionie w mieście, przy świetle jupiterów, czyli w warunkach, w jakich swoje spotkania rozgrywają piłkarze GKS.

„Stres może być, ale też duża motywacja i fajne przeżycie. Część z nas tu już grała, m.in. na tym stadionie świętowałyśmy awans do 2. ligi” – dodała kapitan zespołu Natalia Nosalik.

 

Jej koleżanka z drużyny Karolina Koch podkreśliła, że liczy na doping klubowych kolegów. „My walczymy o swoje, faceci o swoje. Chodzimy nawzajem na swoje mecze, wspieramy się i liczę, że środę będzie podobnie" - powiedziała.

 

AZS Wrocław jest ośmiokrotnym mistrzem Polski, ale obecnie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli ekstraligi.