Stolica księstwa Andory jest przepięknie położona. W kotlinie śródgórskiej w Pirenejach, raptem trzy godziny jazdy autem z lotniska El Prat w Barcelonie. Andorra la Vella – najwyżej położona stolica europejskiego kraju, w ostatnią niedzielę listopada będzie lśniła blaskiem motocykli. To miejsce pachnące sakralną świętością. W Andorze mieszka legenda trialu motocyklowego, 22 – krotny mistrz świata Hiszpan Toni Bou, który z precyzją godną neurochirurga i gracją linoskoczka fruwa po skalnych formacjach i sztucznych przeszkodach. Bou wyniósł trial jeszcze wyżej niźli dawny król tej uroczej dyscypliny sportu – Brytyjczyk Dougie Lampkin. O ile Lampkin dokonał w trialu fenomenalnych rewolucji na wzór pierwszych wejść na ośmiotysięczniki, o tyle Toni Bou udowodnił, że wspinaczka zimą na Nanga Parbat, Manaslu i Cho Oyu jest możliwa dla wyjątkowo utalentowanych i zdeterminowanych sportowców. W Andorze przez ponad dekadę, bo aż przez 16 lat mieszkał Cyril Despres – władca motocykli podczas Rajdu Dakar, pięciokrotny zwycięzca legendarnej imprezy. Kiedy w 2014 roku Cyril przesiadł się na cztery kółka, nie porzucił dawnej miłości. W 2015 roku zorganizował arcytrudny rajd Andorra 500, na którego starcie stanęło aż 150 uczestników. Trzy dni szaleństwa na motocyklach w górach… Żyć nie umierać.

 

Raj na ziemi

 

Oprócz muzealnych zbiorów, które ucieszą miłośników epoki napoleońskiej, w Andorze nie sposób nie odwiedzić wyjątkowej kolekcji sprzętu hałasującego... Muzeum o szyldzie „World Champions by 99” uroczyście otwarte przez posiadacza pięciu tytułów mistrza świata w wyścigach drogowych – Hiszpana Jorge Lorenzo, imponuje bogactwem klimatycznych klamotów. Czegóż w nim człowiek nie znajdzie… Sprzęt należący do Australijczyka Michaela Doohana, który w latach 1994-98 nie miał sobie równych w klasie 500 centymetrów sześciennych w wyścigach drogowych… Kask Carla Fogarty (czterokrotnego króla superbikes), kombinezony Valentino Rossiego i Marca Marqueza…

 

Andora kocha sporty motorowe z wzajemnością. Tadeusz „Taddy” Błażusiak, góral z Nowego Targu, sześciokrotny mistrz świata w superenduro, umiłował to miejsce. Tu zakotwiczyli specjaliści od szlaki: Max Fricke, Rune Holta, Fredrik Lindgren i Joonas Kylmaekorpi. Jak mawia znany szwajcarski tuner żużlowych silników, indywidualny mistrz świata na długim torze z 1992 roku – Marcel Gerhard – „chętnie przeniósłbym się do Andory, ale wystarczy mi jeden raj podatkowy”. To prawda, że Andora jest rajem podatkowym, ale to nie jest jedyny powód, dla którego gwiazdy sportów motorowych osiedlają się w Pirenejach. Bliskość Katalonii sprawia, że terenów, na których można hulać na jednośladzie jest sporo. Wyborna kuchnia, sporo słonecznych dni, czegóż chcieć więcej? Do pełni szczęścia brakuje tylko gali FIM (Międzynarodowej Federacji Motocyklowej).

 

Andorra la Vella – stolica księstwa leżąca na wysokości 1023 metrów nad poziomem morza – będzie gospodarzem gali FIM w latach 2017 – 2018. Prezydent federacji motocyklowej Andory, Josep Punti, pragnie jeszcze lepiej wypromować ten maleńki kraj na mapie świata. Josep z dumą podkreśla, że Andora zorganizowała 20 zawodów rangi mistrzostw świata w trialu, dwie edycje Trial des Nations (2008 & 2014 – impreza wzorowana na Motocross des Nations – Pucharze Narodów w motocrossie), trzy rundy mistrzostw świata w supermoto i jedną imprezę rangi mistrzowskiej w enduro. Poza tym, który spośród 36 mistrzów świata nie chce utonąć w białym puchu po trudach i znojach sezonu? Pięknie przemyślana kandydatura… Andora była kandydatem do organizacji  zimowych igrzysk olimpijskich w 2010 roku. Wówczas nie udało się zdystansować kanadyjskiego Vancouver, ale gala FIM – największe, coroczne święto motocykli, stanie się faktem wieczorem 26 listopada…

 

113 państw i król supercrossu Ryan Dungey

 

Pani Conxita Marsol zręcznie zawiaduje stolicą księstwa. Zapewnia, że standard hoteli w Andorra la Vella jest na tyle wysoki, że goście zaproszeni na galę (przybędą przedstawiciele ze 113 państw członkowskich FIM!) będą mogli zażyć czarodziejskich kąpieli w basenach, podziwiać Pireneje nie wychodząc ze spa, raczyć podniebienia wytwornymi daniami kuchni hiszpańskiej i francuskiej, słuchać świergotu ptaków i podziwiać Ryana Dungey na ekranie telewizora. „Z ciężkim sercem wyjeżdża się z Andory” – mawia Rune Holta, czwarty zawodnik globu w 2010 roku i dwukrotny indywidualny mistrz Polski na żużlu (2003 & 2007). W 2017 roku federacja motocyklowa Andory będzie świętować mały, acz znaczący jubileusz: mija 30 lat odkąd Andora przynależy do FIM. Pani Conxita Marsol spoglądając na ośnieżone szczyty ukuła stwierdzenie, że Andorra la Vella ma niepowtarzalną okazję, aby sięgnąć po miano „górskiej stolicy silników”. Wiele w tym prawdy. Na pozór dwa przeciwstawne uczucia: miłość do przyrody i motocyklowa pasja mogą współgrać. Wszystko zależy od czaszki otwartej na pomysły, a że władze Andory mają głowę na karku, przeto jednoślady cudnie rozwijają się oprócz mebli i sławetnej brandy…

 

Amerykanin Ryan Dungey przed rokiem zdobył po raz trzeci mistrzostwo świata w supercrossie – piekielnie dynamicznie rozwijającej się dyscyplinie sportu. W listopadzie 2016 roku Dungey, reprezentujący team KTM/Red Bull, podziwiał park Tiergarten w Berlinie, odwiedził muzeum żydowskie w stolicy Niemiec, żywo dyskutował z holenderskim królem motocrossu, Jeffrey Herlingsem. Wymienił kilka cennych uwag z władczynią trialu, Brytyjką Emmą Bristow. To nie tylko wielka mistrzyni od delikatnego przemieszczania się na motocyklu. Emma zasłynęła niebanalną, odlotową frazą. Na pytanie reportera: czy waćpanna czytuje Szekspira?, Bristow odparła z refleksyjną nutką w głosie: nie, ale wczoraj padał śnieg. Nie potrzeba śniegu w Andorze, aby utonąć w morzu wyściełanym przez Emmę Bristow płatkami abstrakcji…

 

Dungey stąpa twardo po ziemi, gdy walczy na motocyklu, ale odfruwa myślami w nieuczesane rejony wyobraźni, kiedy przylatuje na galę FIM. To wyjątkowy mężczyzna z Belle Plaine w stanie Minnesota. Kumple odradzali mu przygodę z supercrossem, bo pochodzi ze stanu, w którym często wieje porywisty wiatr i panuje przenikliwy ziąb, a on na przekór kolegom został czterokrotnym mistrzem świata. W sezonie 2017 Dungey musiał wylać hektolitry potu, aby zdobyć czwartą koronę mistrza świata. Zaledwie o 5 punktów wyprzedził swojego rodaka Eli Tomaca. Czwarta korona i decyzja o zakończeniu aktywnej kariery. A zatem w Andorra la Vella Dungey po raz ostatni odbierze złoty krążek z rąk prezydenta FIM, Vito Ippolito… 4 grudnia Dungey będzie obchodził 28 urodziny, więc może dłużej zabawić w Pirenejach…

 

Do Andory przybędzie fenomen motocrossu rodem z Włoch – Antonio Cairoli, który bardzo przeżył śmierć mamy, ale gnany żalem po stracie ukochanej osoby, wyrwał rywalom złoty medal. Antonio to dziewięciokrotny mistrz świata w motocrossie. Cairoli będzie otoczony wianuszkiem mistrzów oraz mistrzynią z Italii… Dennis Foggia (Moto 3 juniorów), Kiara Fontanesi (mistrzyni świata w motocrossie), Gianluca Facchetti (mistrz świata juniorów w motocrossie w klasie 125 centymetrów sześciennych). Niezwykłą marszrutę będzie miał mistrz świata w rajdach terenowych. Z Chile do Andory przyleci Pablo Quintanilla. Pablo, który 10 grudnia ukończy 31 lat, w długą podróż wyruszy z rodzinnego Valparaiso…

 

O niebo krótszą trasę pokona król superbikes – mistrz świata w sezonach 2015 – 2017, Jonathan Rea. Z Irlandii Północnej do Andory to istny rzut beretem. Tym bardziej rzut ów jest czarujący, że Jonathan odebrał order imperium brytyjskiego w Buckingham Palace, więc może czuć się zaliczonym w poczet bogów niczym cesarz Wespazjan… Rea, zodiakalny Wodnik, ukończył w lutym 30 lat. Jest zauroczony dwójką swoich brzdąców: Jake ma 4 latka, Tyler 2. Nie lubi krętaczy, uwielbia steka i dobrą frytkę usmażoną w złotych łukach, przepada za wyścigami w Portimao, kocha fado, gotowanie, kolarstwo. Gdyby nie postawił na wyścigi superbikes, wybrałby motocross, bo przed laty oczy wychodziły mu z orbit, kiedy oglądał popisy Belga, legendy latania nad hopami: Stefana Evertsa… Do Buckingham Palace Jonathan udał się z żoną Tatią i swoimi rodzicami: Johnnym i Claire. Przerwał zimowe testy w Andaluzji na torze w Jerez de la Frontera, aby wziąć udział w uroczystej ceremonii w Londynie. Tak zacny tytuł przyznano tylko trzem brytyjskim specjalistom od zawrotnych prędkości: tragicznie zmarłemu w Estonii w 2000 roku Joey Dunlopowi, królowi wyścigów na Isle of Man, czterokrotnemu mistrzowi świata superbikes tryskającemu sarkazmem Carlowi Fogarty i Jonathanowi Rea. Elżbieta II wie jak uhonorować wybitnych rodaków…   

 

Sen Drabika i Doyle’a

 

Młody, głodny sukcesów, acz bardzo umiejętnie stawiający kroki na profesjonalnej niwie – taki jest nowy mistrz świata juniorów na żużlu, Maksym Drabik. Ma komfort, że jego tata Sławomir, ścigał się na szlace z powodzeniem. Kopalnia rzetelnej żużlowej wiedzy i niebanalnego humoru. Tata Maksyma zdobył dwa tytuły indywidualnego mistrza Polski (1991 & 1996), a w 1992 roku jako jedyny pokonał na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu Gary’ego Havelocka podczas finału indywidualnych mistrzostw świata. Maksym wywalczył tytuł najlepszego juniora świata pomimo urazu obojczyka. Oddycha speedwayem, ale ma zdrowe podejście do życia. Skoro gala FIM odbywa się w Andorze, a goście mają opłacony przelot do Barcelony i transport w Pireneje, to dlaczegóż nie udać się wcześniej do stolicy Katalonii, aby zobaczyć niedokończone dzieło (La Sagrada Familia) wielkiego artysty, który zginął pod kołami tramwaju – Antonio Gaudiego? Maksym wypoczywał w Kalifornii po morderczym sezonie, a teraz pozna atmosferę Las Ramblas i stanie na czerwonym dywanie obok legend sportów motorowych. Uczyni to w wieku 19 lat…

 

32 – letni Jason Doyle, który 28 października oniemiał z zachwytu zdobywając złoty medal Speedway Grand Prix na stadionie Etihad Stadium w Melbourne, ma za sobą dwa starty na kontynencie australijskim. 4 listopada Doyley wziął udział w zawodach na torze Gillman w Adelajdzie. To impreza, podczas której zbierane są środki na start australijskiej kadry w Drużynowym Pucharze Świata. Zawody na piekielnie szybkim torze Gillman to zarazem puchar Jacka Younga, dwukrotnego indywidualnego mistrza świata na żużlu (1951 & 1952). Jason świetnie tasował się na dystansie z Rohanem Tungate’m (gwiazdą pierwszoligowego Orła Łódź) oraz Nickiem Morrisem (przyjacielem Darcy’ego Warda), ale nie wziął udziału w wyścigu finałowym. Dave Parker, promotor speedwaya w Adelajdzie, musiał ująć mikrofon w dłoń, aby wyperswadować złaknionej Doyle’a publiczności, że Jason cierpi na wirus, boli go żołądek i ledwo siedzi na motocyklu. Doyley wie, że środowisko maniakalnych żużloholików z Down Under dałoby sobie uciąć palce, byleby zobaczyć go w akcji na outbacku… Następnego dnia, pomimo boleści i wyczerpania sezonem, Jason podniósł się z łóżka i wziął udział w zawodach w Mildura. Powód: 70 – lecie klubu żużlowego nad rzeką Murray i zaproszenie od Phila Crumpa, legendy australijskiego speedwaya, brązowego medalisty mistrzostw świata ze Stadionu Śląskiego w 1976 roku.

 

Doyley wrócił do brytyjskiej bazy nieopodal Norwich, odpoczywa po wojażach u boku ukochanej małżonki Emily, a 26 listopada będzie odbierał złoty medal, na który tak długo czekał… Może Jason pofrunie wysoko ponad Pireneje widząc jak szybuje w przestworza mistrz świata we freestyle motocrossie – Hiszpan Maikel Melero? Czy istnieje cokolwiek piękniejszego na tym świecie niż ruler backflip u podnóża masywu górskiego wykręcony przez Melero? Spytajcie płatków śniegu w Andorra la Vella… Odpowiedź jest oczywista…