Były menadżer m.in. FC Liverpool przyznaje, że środowa porażka przynosi więcej korzyści niż ubiegłoroczna klęska 0:7 w Barcelonie. Sam fakt, że szkocki zespół w Paryżu potrafił już w pierwszej minucie objąć prowadzenie cieszy opiekuna Celticu. To jednak mocno rozwścieczyło gospodarzy, którzy szybko wyrównali, a następnie zaczęli zdobywać kolejne bramki.

 

- W Barcelonie straciliśmy siedem bramek i byłem z tego powodu bardzo rozczarowany. Tutaj, w pewnym sensie uważam, że było wiele dobrych momentów w tym spotkaniu. Zanotowaliśmy kapitalny początek, który dał nam wiarę. Byliśmy dobrze skoncentrowani i solidnie prezentowaliśmy się w obronie. Oddaliśmy jednak środek pola, co sprawiło, że stwarzali sobie sytuacje – mówił po końcowym gwizdku Rodgers.

 

Celtic objął prowadzenie już w pierwszej minucie, ale kilka chwil później paryżanie doprowadzili do remisu. - Najbardziej byłem rozczarowany ze sposobu w jaki traciliśmy bramki. Kiedy przegrywasz 1:4, starasz się zminimalizować szkody. Zaczęliśmy grać ciaśniej, a oni zdobyli trzy gole z niczego. To dla nas lekcja, że musimy lepiej utrzymywać się przy piłce oraz lepiej bronić. Trzeba jednak zaznaczyć jakość zespołu PSG. Mieli jedenaście strzałów, z czego siedem wpadło do bramki i były to gole pięknej urody. Będę zaskoczony jeżeli nie awansują do finału, biorąc pod uwagę poziom jaki prezentują oraz pewność siebie, którą posiadają – zaznaczył trener Celticu.