Sukces w Pucharze Davisa to we Francji temat numer jeden. Finałowe spotkanie zostało rozegrane na Stade Pierre-Mauroy w Lille, gdzie przez trzy dni aż 80 tysięcy kibiców oglądało pasjonujące starcie. Prowadzeni przez Yannicka Noaha gospodarze wygrali z Belgami 3–2. Byli bardziej zgranym zespołem, mimo, że rywale mieli w swych szeregach wielką gwiazdę – Davida Goffina.   

 

Puchar Davisa stracił ostatnio na blasku, bo wielu czołowych zawodników świata nie przywiązuje do tego trofeum wielkiej wagi. Dla Francuzów nie liczą się jednak tylko pieniądze, ale również sława i interes kraju. To bardzo motywowało gospodarzy i pomogło im w wywalczeniu Pucharu Davisa po raz dziesiąty w historii. Ustępują pod tym względem jedynie Stanom Zjednoczonym oraz Australii.

 

Warto przypomnieć, że w tym roku Francuzi obchodzili 90. rocznicę pierwszego wielkiego sukcesu w tych rozgrywkach, jakiego dokonali 10 września 1927 roku. Henri Cochet, Jacques Brugnon, Rene Lacoste oraz Jean Borotra pokonali wówczas reprezentację Stanów Zjednoczonych. Tamten mecz był prawdziwym policzkiem dla Amerykanów, którzy dominowali w tych rozgrywkach od 1920 roku. Trójkolorowi wygrali w Filadelfii 3–2, a New York Times napisał, że to zwycięstwo zapowiada następne. Amerykańscy dziennikarze nie pomylili się w swych prognozach, sensacyjna wygrana rozpoczęła okres sukcesów Francji w tych rozgrywkach.

 

Czy podobnie będzie i tym razem?