W pierwszym spotkaniu w Głogowie 25 października Arka wygrała 2:0, natomiast w rewanżu zremisowała z szóstym po rundzie jesiennej zespołem pierwszej ligi 1:1.

- Mamy to! Jesteśmy w półfinale i najważniejszy cel został zrealizowany. Teraz możemy skoncentrować się na lidze. Przed tym spotkaniem mieliśmy dwie bramki zaliczki, ale założenie było takie, aby w rewanżu wyjść na boisko, jakby było 0:0 - wyjaśnił Ojrzyński.

Prowadzenie dla gospodarzy skuteczną główką uzyskał w 22. minucie Filip Jazvic, ale obrońcy trofeum nie poszli za ciosem. W dodatku goście w 69. minucie po strzale Damiana Kowalczyka doprowadzili do remisu.

- Można oczywiście wybrzydzać, bo poza bramką mieliśmy jeszcze cztery sytuacje do podwyższenia wyniku. Powinniśmy strzelić nie jednego, a cztery gole, bo to były wyśmienite okazje. Do przerwy mogliśmy zapewnić sobie spokój, którego w drugiej połowie zabrakło. Po stracie bramki zrobiło się gorąco i dlatego w tym meczu nie zadebiutował Jan Łoś. Starsi koledzy nie dopilnowali jednak wyniku i zamiast niego wszedł Mateusz Szwoch, który miał za zadanie uspokoić grę - wyjaśnił szkoleniowiec żółto-niebieskich.

Trenerem Chrobrego jest wychowanek Arki Grzegorz Niciński, który nie tylko wprowadził ją do ekstraklasy, ale miał także spory udział w wywalczeniu Pucharu Polski. Pod jego wodzą gdynianie awansowali do finału, jednak w decydującym meczu z Lechem Poznań w Warszawie drużynę prowadził już Ojrzyński.

- Życzę Arce finału, bo dwa razy z rzędu zagrać na PGE Narodowym to niesamowita sprawa. Na pewno będę jej kibicował. Przyjazd do Gdyni to była dla mnie podróż sentymentalna, bo pracowałem w tym klubie przez dwa i pół roku i chyba dobrze wykonałem swoją robotę. Wjechałem co prawda nie z tej strony co zawsze, ale zostałem bardzo sympatycznie przez wszystkich przyjęty. Teraz pracuję jednak w Chrobrym i zrobię wszystko, aby ta drużyna jak najlepiej funkcjonowała w pierwszej lidze - podkreślił.

44-letni szkoleniowiec zdawał sobie sprawę, że aby wyeliminować gdynian jego drużyna musiała wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.

- Na początku meczu chcieliśmy postraszyć gospodarzy i przez pierwszych 10 minut nam się to udawało. Później jednak straciliśmy bramkę i Arka nas zdominowała. Nie będę ukrywał, że do przerwy mogliśmy przegrywać wyżej, bo akcje rywali były bardzo groźne. W drugiej połowie doprowadziliśmy do remisu, a następnie każdy chciał to spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. Graliśmy bardzo ambitnie, ale czasami brakowało nam jakości. Generalnie w dwumeczu zostaliśmy zasłużenie wyeliminowani - podsumował trener gości.