- Sytuacja drużyny jest kiepska, nie tylko z powodu braku zwycięstwa, także pod względem mentalnym. Nam potrzeba większej jakości, brakuje w drużynie lidera, który poprowadzi zespół, zadba, by nie było fatalnych początków meczów, a kiedy dochodzimy rywala, by wziął ciężar gry na swoje barki - podkreślił trener Piotr Przybecki.

Płocki klub rozgrywa swój najsłabszy od dziewięciu lat sezon w Lidze Mistrzów. Drużyna wtedy nie wygrała żadnego spotkania i z zerowym kontem odpadła z dalszej części rozgrywek. Jednym z rywali grupowych "Nafciarzy" był MOL Pick Szeged, który dwukrotnie pokonał Wisłę.

Rywale mają znacznie dłuższą historię w Lidze Mistrzów i więcej sukcesów na koncie. W ostatnich trzech sezonach dwukrotnie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek - w poprzednim i w 2014/2015. Płocczanie zmagania kończyli dwukrotnie na wyjściu z fazy grupowej, w ostatnim sezonie ten wyczyn im się nie udał i wszystko wskazuje na to, że obecnie też nie uzyskają awansu.

Płocczanie mają na koncie tylko dwa punkty i zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, z niewielkimi szansami na wyjście z fazy grupowej. Węgrzy radzą sobie znacznie lepiej - zajmują piątą pozycję. Przed tygodniem drużyna straciła komplet punktów na rzecz IKF Kristianstad, przegrywając 31:32. Orlen Wisła także nie zaliczyła dobrego meczu, przegrała z HBC Nantes 30:32.

Pierwszy mecz obu drużyn nie udał się Orlen Wiśle, płocczanie przegrali 27:33 (12:15). Co prawda po spotkaniu trener MOL-Pick Szeged Juan Carlos Pastor kurtuazyjnie komplementował płocczan, ale szkoleniowiec Orlen Wisły wyraźnie powiedział, że to rywal zasłużył na zwycięstwo.

Zdaniem Przybeckiego, Orlen Wisłę w sobotę czeka kolejny, bardzo trudny pojedynek, w którym jego podopieczni nie są faworytem.

- Sytuacja naszej drużyny jest bardzo trudna, nie tylko dlatego, że zajmujemy przedostatnie miejsce w tabeli, także ze względów psychologicznych. Począwszy od pierwszego meczu z Nantes w 6. kolejce, który mógł i powinien zakończyć się korzystnym dla nas wynikiem, tracimy punkty, przegrywając maksymalnie dwiema bramkami. Przegrywaliśmy, dochodziliśmy rywala i oddawaliśmy zwycięstwo, nie potrafiliśmy wykorzystać szansy. Po takich meczach jest gorąco w szatni, ale jak widać, konkretnego rezultatu punktowego na razie nie ma -.

Trener zapewnił, że temat mentalności, podejścia do pojedynku i tego, jakie są obowiązki piłkarza, był wiele razy poruszany podczas pomeczowych rozmów w szatni.

- Niestety, wychodzimy na parkiet z bardzo złą motywacją. Doskonale wiemy, że każdy mecz rozgrywamy na trudnym terenie, ale nie wystarczy postawić sobie cel - zwycięstwo. Potrzeba znacznie więcej. Ważne by dobrze wejść w mecz i grać od początku. My niestety przegrywamy już pierwszą połowę i potem gonimy wynik. Inna sprawa, że bramkarze rywali notują w meczach z nami 50 proc. skuteczności, co odbiera nam wszystkie atuty. Musimy się wystrzegać kiepskich momentów w meczu, bo nie trzeba nikogo przekonywać, że bardzo trudno jest na takim poziomie gonić rywala. To nas kosztuje dużo siły, a jak się w końcu udaje, to marnotrawimy ten wielki wysiłek, bo nie potrafimy postawić przysłowiowej kropki nad i. Ale zwykle to jest efekt tego, co działo się na parkiecie wcześniej - tłumaczył.

Receptą na sukces jest według niego "więcej jakości na parkiecie", ale wiadomo, że to nie nastąpi w tym sezonie.

- W porównaniu z poprzednim sezonem, ta jakość w sensie ruchów transferowych bardzo się pogorszyła. Bo jak się traci Dimę Żytnikowa na rozegraniu, Rodrigo Corallesa w bramce, Tiago Rochę w obronie, to musi upłynąć sporo czasu, kilka miesięcy, by ich zastąpić. Cieszymy się, że od nowego sezonu wzmocni nasz zespół Ziga Mlakar i to powinno być poprawienie jakości. Dobrze by było, gdyby Słoweniec miał rywali na swojej pozycji, by musiał walczyć o miejsce na parkiecie. O kolejnych ruchach transferowych powinniśmy dowiedzieć się do końca roku. Próbujemy działać na wszystkich frontach, poprawa jakości jest niezbędna, bez tego nie ma co liczyć na jakiekolwiek sukcesy - stwierdził Przybecki.

Orlen Wisła wylatuje w piątek rano do Budapesztu, potem autokarem jedzie do Szegedu. Na wieczór planowany jest trening.